Pomysł pojawił się przy okazji rozmowy o przyszłości rolnictwa, rodzinie i tym, co rolnicy mogą robić razem. - Mam w tym roku swoje pięćdziesiąte urodziny. I chciałem coś fajnego zrobić, nie tylko dla siebie - mówi Robert Szymczak.
Nie chodzi jednak o zwykłe świętowanie. Rolnik chce, żeby projekt zwracał uwagę. Nawet jeśli najpierw wywoła uśmiech.
- Coś, co by troszeczkę zjednoczyło środowisko rolnicze. Dodało trochę śmiechu. Było trochę śmieszne, no bo rolnik, różowe przyczepy... - dodaje.
Właśnie ten kontrast ma działać. Rolnik, przyczepy, różowy kolor. Obraz nietypowy, ale trudno go przeoczyć. Cel jest jednak bardzo szczytny.
Różowe przyczepy mają przypominać o profilaktyce raka piersi
Szymczak mówi wprost, że chodzi o zdrowie na wsi. Szczególnie o kobiety. - O zdrowie ogólnie na wsi. A przede wszystkim kobiet, które są bardzo ważnymi osobami w rolnictwie. Bo to są nasze matki, żony, córki. Dla których pracujemy i poświęcamy - mówi.
W rozmowie wskazuje też na profilaktykę raka piersi. Różowy kolor nie jest więc przypadkowy. - No niestety zapominamy się, zwłaszcza profilaktyka raka piersi w październiku - tłumaczy Szymczak.
Sprawdź bezpłatne badania dla rolników. Tu znajdziesz listę programów, z których warto skorzystać.
Różowe przyczepy pojadą na imprezy rolnicze
Rolnik mówi o przygotowaniu projektu i oklejeniu przyczep, które mają później zostać u niego na stałe.
- Jesteśmy na etapie robienia oklejenia przyczep, projektu. I okleimy te przyczepy właśnie tak bekowo. One zostaną na zawsze oklejone u mnie - zapowiada. - W tym roku mam jeździć po różnych imprezach rolniczych - mówi Szymczak.
To ważne, bo pomysł ma wyjść do ludzi. Nie ma zostać tylko zdjęciem w internecie czy jednorazowym gestem.
Rolnik nie ucieka od pytania o promocję. Sam je uprzedza
- Dla wielu może się to wydać śmieszne, że siebie promuję. Tak, oczywiście siebie promuję, Nasiona Szymczak - mówi.
I zaraz dopowiada, że firmuje to własną twarzą i własnymi pieniędzmi. - Takie jest życie, ja to firmuję swoją twarzą. Wyłożyłem na to swoje pieniądze, to są tylko moje pieniądze - podkreśla.
To nie jest udawanie, że elementu promocyjnego nie ma. Jest. Szymczak mówi o tym otwarcie. Jednak sama reklama firmy nie jest tu najważniejsza.
Jeśli pomoże choć jednej kobiecie, będzie warto
Rolnik tłumaczy, kiedy uzna, że cały pomysł miał sens:
- Uważam, że nawet jak jedna kobieta dzięki temu wcześniej wyleczy się z raka, warto było. Warto było - mówi Robert Szymczak.
I wraca do tego, że w rolnictwie brakuje inicjatyw, które potrafią ludzi połączyć. - Chodzi o to, że mamy mało takich przedsięwzięć integrujących. I takich trochę z przymrużeniem oka - dodaje.
Różowe przyczepy mają więc robić dwie rzeczy naraz. Najpierw zatrzymać wzrok. Potem przypomnieć, że zdrowia nie można odkładać na później.
