StoryEditor

Warzywa od rolnika na abonament? Tak działa "Otwarte źródło" na 4 ha

Na czterech hektarach ziemi Marcin Wojtalik prowadzi gospodarstwo Otwarte Źródło w miejscowości Gródek Dwór na Mazowszu, które od początku rozwija w duchu ekologii. Wymyślił ciekawą formę sprzedaży warzyw. Jak gospodaruje na 4 ha ziemi?

15.04.2026., 08:32h

Początki gospodarstwa i droga do ekologii

Marcin Wojtalik kilka lat temu kupił niewielkie gospodarstwo w powiecie sokołowskim na Mazowszu. 4 ha ziemi wraz z domem znajdują się nad samym Bugiem, we wsi, która kiedyś była centrum turystycznym regionu. Teraz zamieszkują ją rolnicy i co roku odwiedza ją sporo działkowiczów. Rolnik podkreśla, że od samego początku wiedział, w jakim kierunku chce iść.

- Gdy tylko zacząłem uprawiać ziemię, od razu zgłosiłem się do jednostki certyfikującej i zostałem objęty kontrolą. Dwa lata później otrzymałem pierwszy certyfikat. Od tamtej pory co roku przechodzę kontrolę – opowiada rolnik. Początki nie były łatwe, ale dziś jego gospodarstwo to nie tylko ekologiczna uprawa warzyw, ale także zbóż na mąkę i paszę, hodowla kur nieśnych i uprawa roślin wspierających żyzność gleby m.in. koniczyny, gryki czy owsa.

Dalsza część artykułu pod filmem z gospodarstwa

Uprawa i sprzedaż warzyw na abonament

Podstawą działalności gospodarstwa jest sprzedaż bezpośrednia. Warzywa trafiają do klientów bez pośredników, przede wszystkim do odbiorców z Warszawy. To właśnie tam rolnik dowozi swoje produkty raz w tygodniu.

- Uprawiam warzywa i sprzedaję je bezpośrednio, bez pośredników, do klientów. Większość z nich mieszka w Warszawie. Podpisuję z nimi umowę na 24 tygodnie - tłumaczy. Umowa ma formę abonamentu, można wybrać pakiet dla dwu lub czteroosobowej rodziny (ok. 70 lub 90 zł/za 1 tydzień).

Ten model daje Marcinowi Wojtalikowi stabilność i pozwala zaplanować pracę, zbiór i transport.

- Dzięki temu mam przewidywalny zbyt i też kontakt z klientami, co jest dla mnie ważne, że po prostu wiem, dla kogo to robię. To ciężka ręczna praca, ale daje ogromną satysfakcję – podkreśla rolnik.

Klienci korzystają z abonamentu na świeże warzywa ekologiczne prosto z pola aż do jesieni. Umowy podpisywane są na początku sezonu. Nie można zamawiać pojedynczych produktów, lecz gotowe paczki. Jest w nich to co aktualnie jest dojrzałe na polu – marchew, pietruszka, buraczki, cukinia, jarmuż, szpinak, pomidory, ziemniaki, czosnek czy szczypiorek. Nowych produktów wraz z sezonem przybywa. Klienci otrzymują dostawę raz w tygodniu.

Sprzedaż jaj jako naturalne uzupełnienie oferty

Oprócz warzyw rolnik sprzedaje poza abonamentem także jaja. Obecnie ma 80 kur, które przebywają na wolnym wybiegu. Jak zaznacza jaja ekologiczne stanowią uzupełnienie oferty warzyw. Jak podkreśla Wojtalik, to właśnie ten segment ma największy potencjał rozwoju.

- Jeśli chodzi o żywność ekologiczną, to najłatwiej znaleźć klientów na jajka. Chcemy trochę zwiększyć liczbę kur i zastanowimy się też nad ekologicznymi brojlerami – mówi rolnik. Kury mają dostęp do wybiegu, otrzymują pszenicę z własnej uprawy oraz ekologiczną mieszankę paszową.

Sprzedaż mąki z własnego zboża

Ekologiczna uprawa zbóż nie jest prosta i trzeba zdawać sobie z tego sprawę, że plony są sporo niższe. Zamiast 6-7 ton z ha pszenicy uzyskamy około 2-3 ton. Wojtalik uprawia żyto, pszenicę i pszenicę orkisz. Część pszenicy przeznacza dla kur, resztę zawozi do ekologicznego młyna, gdzie powstaje ekologiczna mąka. Jej ceny w zależności od gatunku zboża, z jakiego została wykonana są na poziomie od 6 do nawet 14 zł/kg.

To również uzupełnia ofertę gospodarstwa. To przykład dywersyfikacji dochodów, ale też zwiększania wartości produktów poprzez ich przetworzenie.

Klientami Wojtalika są najczęściej osoby, które świadomie szukają dobrej jakości żywności.

- Często moimi klientami są albo osoby z małymi dziećmi, albo osoby na przykład po nowotworach, które wiedzą, że nie mogą jeść tego, co jest masowo produkowane – mówi właściciel Otwartego Źródła.

Ekologiczna uprawa i dbałość o glebę

Praca w gospodarstwie ekologicznym wymaga nie tylko determinacji, ale i cierpliwości. Zwłaszcza tam, gdzie nie można sięgnąć po szybkie rozwiązania dostępne w rolnictwie konwencjonalnym jak nawozy mineralne czy środki ochrony roślin. W uprawie zbóż ważną rolę odgrywa między innymi koniczyna.

- Zrobiłem parę dni temu siew pszenicy jarej z wsiewką koniczyny. To się sprawdza przeciwko chwastom, bo zanim chwasty wyjdą gleba już jest pokryta koniczyną -  tłumaczy rolnik. Koniczyna pełni również rolę zacieniającą, chroniącą przed parowaniem wody z gleby, ale również zapewnia darmowy azot, z której korzysta pszenica.

Jak zaznacza, w ekologii żyzność gleby jest sprawą fundamentalną. - Jedną czwartą pola mam wyłączone z produkcji na główny plon, co jest robione celowo dla gleby i jej odpoczynku – podkreśla Wojtalik. Stosowane są naturalne metody walki z chwastami – większość w gospodarstwie robi się ręcznie.

Ogród społecznościowy i model RWS

Jednym z najbardziej oryginalnych elementów działalności gospodarstwa jest RWS, czyli Rolnictwo Wspierane przez Społeczność. To propozycja dla tych, którzy chcą mieć z gospodarstwem bliższy kontakt niż tylko cotygodniowy odbiór warzyw.

- Klient zobowiązuje się, że przynajmniej jeden dzień w sezonie będzie pomagał mi w pracy w gospodarstwie. Najczęściej to jest pielenie – wyjaśnia rolnik. W zamian można spędzić czas na wsi, przenocować, zrobić biwak nad Bugiem, przyjechać z rodziną, a nawet korzystać z własnego kawałka ziemi w ogrodzie społecznościowym.

- Wydzieliliśmy kawałek pola właśnie dla ludzi, żeby mogli mieć własny mini ogródek - opowiada rolnik. Jak dodaje, to szczególnie cenne doświadczenie dla dzieci z miasta, które mogą zobaczyć, jak naprawdę powstaje żywność i ile pracy to wymaga.

To nie tylko wsparcie dla gospodarstwa, ale także budowanie relacji i zrozumienia między producentem a konsumentem i zwiększanie świadomości.

Dopłaty dla ekologicznych gospodarstw

Choć rolnictwo ekologiczne kojarzy się z wyższymi dopłatami bezpośrednimi i dodatkowymi formami wsparcia, w praktyce nie zawsze okazuje się to korzystne dla małych gospodarstw. Marcin Wojtalik przyznaje, że z części programów zrezygnował.

- Korzystamy tylko z podstawowych dopłat. Byłem w trzyletnim okresie ekologicznych dopłat, ale zrezygnowałem. Za dużo biurokracji, za dużo nerwów, za duże ryzyko, że coś zrobię nie tak, nawet niechcący po prostu i będę musiał wszystko zwracać – mówi Marcin Wojtalik.

Czy da się z tego utrzymać?

Choć wielu uważa, że ekologiczne rolnictwo na niewielkim areale jest nieopłacalne, Marcin Wojtalik patrzy na to inaczej.

- Dla kogoś, kto ma gospodarstwo typu właśnie dwa-cztery hektary, to jest jedyny sposób, żeby przetrwać z rolnictwa – ocenia rolnik. Dodaje, że kluczowe znaczenie ma tu brak pośredników. - Jeżeli dotrze się do klienta bezpośrednio, to cała marża zostaje w kieszeni – mówi Wojtalik.

image
FOTO: Wojtalik

Gospodarstwo daje satysfakcję, jego prowadzenie to nieustanne balansowanie między pasją a ekonomią. - Muszę mieć tutaj minimum 45 rodzin w ramach abonamentu. Jeżeli mam, to jestem w stanie się z tego utrzymać. Ciężka praca, mało zyskowna, ale dająca satysfakcję – przyznaje Wojtalik.

Plany na rozwój są ostrożne, ale konkretne. - Na pewno jeśli chodzi o żywność ekologiczną, to w pierwszej kolejności najłatwiej znaleźć klientów na jajka. Więc tutaj chcemy rozwinąć więcej kur niosek - zapowiada. Niewykluczone, że w przyszłości pojawią się także brojlery, choć jak zaznacza wszystko będzie rozwijane stopniowo i na niewielką skalę.

W świecie anonimowej, masowej produkcji, gdzie nie zawsze „wiesz co jesz” gospodarstwo Marcina Wojtalika pokazuje, że rolnictwo może opierać się na czymś więcej niż tylko rachunku ekonomicznym. Na zaufaniu, relacji z klientem i przekonaniu, że dobra żywność zaczyna się od uczciwej pracy. A także od człowieka, który — mimo trudności — wciąż chce ją wykonywać po swojemu i w zgodzie z naturą.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
15. kwiecień 2026 10:01