Branża ziemniaczana alarmuje
Producenci ziemniaka od miesięcy alarmują, że sytuacja na rynku ziemniaków jest bardzo trudna, z uwagi m.in. na obserwowaną nadpodaż. Wielu z nich za pośrednictwem mediów społecznościowych występowało do ministra rolnictwa i rozwoju wsi Stefana Krajewskiego z prośbą o interwencję, nie brakowało również pism w tej sprawie.
Szef resortu rolnictwa 10 kwietnia br. spotkał się z przedstawicielami branży ziemniaczanej i przedyskutował sprawę, proponując im kilka rozwiązań.
Nowe kategorie ziemniaków mają ograniczyć straty producentów
Pierwszą z propozycji, dzięki której producenci ziemniaka mają ograniczyć straty, ma być rozporządzenie ministra rolnictwa z 23 marca 2026 r. ws. szczegółowych wymagań w zakresie jakości handlowej ziemniaków.
Chodzi o to, że po zmianie przepisów zostały wprowadzone nowe kategorie ziemniaków, takie jak:
- ziemniaki wczesne drobne,
- ziemniaki jadalne drobne.
„Zmiana odpowiada na zmieniające się preferencje konsumentów i rosnące zainteresowanie ziemniakami o mniejszej kalibracji. Jednocześnie nowe przepisy mają pomóc ograniczyć straty, ponieważ część ziemniaków o niewielkiej średnicy nie trafiała dotąd do sprzedaży ze względu na obowiązujące normy” – czytamy w komunikacie MRiRW.
Nadpodaż ziemniaków wywiera silną presję na ceny i rynek
W trakcie prowadzonej dyskusji szef resortu rolnictwa zgodził się z tym, że powstały problem ze zbytem ziemniaków jest m.in. wynikiem nadpodaży. Z dostępnych danych wynika, że w 2025 r. w Polsce zebrano o 18 proc. (ok. 7 mln t) więcej ziemniaków niż w roku 2024. W ocenie resortu rolnictwa sytuację dodatkowo pogarsza wysoka produkcja ziemniaka w innych państwach, a także import ziemniaka.
„Oznacza to silną presję cenową i ograniczone możliwości zbytu, szczególnie w segmencie ziemniaka konsumpcyjnego. Dlatego jednym z głównych tematów rozmów były działania, które mogą pomóc ograniczyć straty producentów i lepiej zagospodarować nadwyżki” – czytamy w komunikacie MRiRW.
Nowe rynki zbytu, krótszy łańcuch dostaw i zagospodarowanie nadwyżek
Poza ustanowieniem nowych kategorii jakościowych resort rolnictwa wskazał również, że sposobem na rozwiązanie problemów producentów ziemniaka, może być skracanie łańcucha dostaw i ograniczanie liczby pośredników, a także znalezienie nowych rynków zbytu dla polskich ziemniaków i produktów ziemniaczanych zarówno w kraju, jak i za granicą.
– Od dłuższego czasu rozmawiamy o skracaniu łańcucha dostaw i eliminacji pośredników. Trzeba też szukać rozwiązań, które pozwolą zagospodarować nadwyżki w momentach trudnej sytuacji rynkowej, tak aby nie marnować żywności i nie wyrzucać produktów, które można jeszcze wykorzystać – zaznaczył Stefan Krajewski.
W trakcie spotkania zasugerowano również szersze wykorzystanie ziemniaków na cele energetyczne, m.in. w biogazowniach. W dyskusji pojawił się również pomysł przekazywania ziemniaków organizacjom pomagającym osobom potrzebującym.
Zobacz także: Ceny ziemniaków szorują po dnie. Rynek nie może wchłonąć nadwyżek
W odpowiedzi na problemy branży ziemniaczanej wprowadzono uproszczenia w procedurach eksportowych, m.in. ograniczono zakres pobierania prób w regionach o niskim ryzyku chorób oraz ujednolicono minimalne wymagania eksportowe, co pozwoliło zmniejszyć liczbę zbędnych badań i znacząco zwiększyć eksport. Dodatkowo trwają prace nad kolejnymi formami wsparcia, obejmującymi zagospodarowanie nadwyżek, dalsze ograniczanie barier eksportowych oraz poprawę płynności finansowej w przetwórstwie, a rząd zapowiada analizy i możliwe działania interwencyjne, które mają realnie ograniczyć straty producentów.
Rolnicy apelują o dopłaty i pilne wsparcie dla branży ziemniaczanej
W spotkaniu wzięła udział Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, producentka ziemniaka ze Szkotowa, która w nagraniu na TikTok-u podsumowała spotkanie i zawarła w nim ważny apel.
– Jest potrzebna nam pomoc, żeby te ziemniaki wywieźć z gospodarstw. My nie mamy na nawozy, nie mamy na sadzeniaki, nie mamy na środki, nie mamy na produkcję. A jak jeszcze dodatkowo mamy mieć pieniądze, żeby te ziemniaki wywieźć na utylizację, no to słuchajcie, no po prostu ich nie ma. Wiem o tym po sobie, bo generalnie za te ceny ziemniaków jadalnych, które w tej chwili proponowane są na rynku, za całe auto rolnik może dostać 4 tys., gdzie transport może kosztować 3 tys. Także to jest w ogóle jakiś absurd – mówi rolniczka.
Rolniczka podkreśliła, że w obecnej sytuacji kluczowy jest czas i że rolnicy nie mają już na co czekać. Dodała, że branża nie potrzebuje kolejnych analiz ani obietnic, lecz konkretnych decyzji i realnego wsparcia.
– Złożyliśmy pismo na ręce ministra z prośbą o dofinansowanie 40 groszy do ziemniaka jadalnego. Czy to będzie w taki sposób, że będzie dofinansowanie do transportu, czy do utylizacji, czy do sprzedanego ziemniaka, to jest jeszcze w kwestii ministra, jak to zrobić i jak pomóc, przecież to wszystko można ustalić. Natomiast zielone światło jest, bo zakłady przemysłowe powiedziały, że są w stanie otworzyć właśnie fabryki po to, żeby ziemniaki nisko skrobiowe przerobić na skrobię. Dlaczego? Ponieważ skrobię można magazynować nawet do 5 lat i to by było naprawdę niezłe rozwiązanie. W tym momencie skrobia jest wspaniała, ale nie wiadomo co będzie za rok, za dwa lata, czy tego ziemniaka nie zabraknie, czy skrobi w Europie, czy na świecie nie zabraknie, więc magazynowanie skrobi mogłoby być o tyle ciekawe, że te ziemniaki nie zostałyby zutylizowane w biogazowniach – tłumaczy Tołłoczko-Wróbel.
Apel do konsumentów i brak przejrzystości rynku
Zaznaczyła, że sytuacja jest bezprecedensowa, ponieważ przy tak dużej nadpodaży oraz jednoczesnym napływie ziemniaków z zagranicy rynek został całkowicie rozregulowany. Jej zdaniem bez wprowadzenia odpowiednich mechanizmów ochronnych podobne kryzysy będą się powtarzać.
Zwróciła również uwagę na brak transparentności w handlu, wskazując, że nie ma jasnych informacji o ilościach ziemniaków trafiających do Polski ani o zasadach ich sprzedaży. Podkreśliła, że kwestie te powinny zostać uregulowane, aby skuteczniej chronić krajowych producentów. Dodała także, że kluczowa jest współpraca między rolnikami, przetwórcami i rządem, ponieważ tylko wspólne działania mogą pomóc w rozwiązaniu obecnego kryzysu.
Na zakończenie zaznaczyła, że mimo trudnej sytuacji rolnicy nie powinni się poddawać i powinni mówić jednym głosem, aby ich problemy zostały realnie zauważone.
Ponadto rolniczka zaapelowała do Polaków, by kupowali polskie ziemniaki.
– Błagam wszystkich konsumentów, kupujcie polskie ziemniaki.Teraz ten miesiąc jest dla nas najważniejszy, żebyście kupowali polskie ziemniaki, żebyście co trochę mogli uwolnić nasze jeszcze magazyny, bo generalnie wszystko pójdzie na utylizację – apelowała rolniczka.
Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:
Ekspert: nadprodukcja kluczowym problemem rynku ziemniaków
Jak tłumaczy Wiesław Dzwonkowski z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, niskie ceny ziemniaków nie są problemem wyłącznie Polski. – Te katastrofalnie niskie ceny występują również w Europie Zachodniej. To efekt nadprodukcji i specyfiki rynku ziemniaków – wyjaśnia ekspert. Jak dodaje, wystarczy niewielka nadwyżka podaży, aby ceny gwałtownie spadły. – Jeżeli produkcja przekroczy zapotrzebowanie choćby o około 10 procent, ceny mogą spaść nawet do kilkunastu euro za tonę – mówi. Ekspert podkreśla też, że spada spożycie ziemniaków. – Jednostkowa konsumpcja ziemniaków systematycznie maleje, a na rynku jest coraz więcej alternatywnych produktów – zaznacza. Wbrew opiniom części rolników i ministerstwa rolnictwa, według danych handlowych Polska nie jest zalewana importem ziemniaków.
– Eksport ziemniaków z Polski w II połowie 2025 roku był około dwa i pół razy większy niż import – wskazuje Dzwonkowski.
Z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku najwięcej polskich ziemniaków trafiło na Ukrainę – ponad 58 tys. ton. Duże ilości wyeksportowano także do Mołdawii, Rumunii, Włoch i Niemiec.
Ekspert przyznaje jednak, że mimo rosnącego eksportu rynek pozostaje trudny.
– Po prostu mamy w tym sezonie za dużo ziemniaków w stosunku do możliwości ich zagospodarowania – podsumowuje.
Producenci przyznają, że w takiej sytuacji wielu z nich będzie zmuszonych ograniczyć produkcję w kolejnych latach. Jednocześnie część gospodarstw nadal planuje sadzenie, licząc na poprawę cen w przyszłości.
– Rolnicy godzą się nawet z produkcją na granicy kosztów, licząc, że ceny kiedyś odbiją – mówi Wiesław Dzwonkowski.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. gov.pl, TikTok/agnieszkatolloczko, TPR
