Nie zapomnę tego nigdy, jak w 2017 r. musiałem skosić prawie 40 ha pszenicy na kiszonkę, bo była tak ogromna ilość życicy w łanie, że nie było żadnych szans na uzyskanie jej dojrzałości i zebranie ziarna – wspomina Maciej Piernicki, prowadzący rodzinne gospodarstwo w Barłożnie (powiat starogardzki, woj. pomorskie). – Problem tego chwastu systematycznie narastał, najpierw życica zaczęła pojawiać się od miedzy, później kombajn rozrzucił ją podczas zbioru i tak co roku było gorzej.
Pracuje na glebach klasy od IIIa do VI, ciężkich, o wysokiej zawartości części ilastych, ale trudnych w uprawie. Do 2011 r. orali pola, ale bardzo trudno było je doprawić i przygotować do siewu. Orka na takich ciężkich glebach była także kosztowna i zabierała czas. To były koronne argumenty, aby przestawić się na uprawę bezorkową. Dziś wykorzystuje kultywator Horsch Terrano 4 FX, który umożliwia zarówno płytką uprawę gleby, jak i głębokie spulchnianie do głębokości 30 cm.
– Na polach, które przejmowaliśmy, gdzie stosowano pług, mieliśmy także problem z podeszwą płużną. Co zaskakujące, po rezygnacji z orki od razu zauważyliśmy wzrost plonów pszenicy, z wcześniejszych 4–4,5 t/ha do 6 t/ha. Później plony systematycznie rosły, stabilizując się na średnio ok. 8 t/ha – mówi rolnik. – Oprócz oczywistych oszczędności czasu i pieniędzy zaczął jednak systematycznie narastać problem silnej presji życicy wielokwiatowej. Walczyliśmy herbicydami, ale zaobserwowaliśmy coraz mniejszą ich skuteczność. Zaczęliśmy podejrzewać, że się uodporniła. Wysłaliśmy próbki do zbadania i okazało się, że faktycznie jest uodporniona m.in. na pinoksaden, jodosulfuron, mezosulfuron, piroksulam, tienkarbazon, cykloksydym.
A po feralnym 2017 r. wiedzieliśmy, że trzeba działać szeroko – począwszy od rozszerzenia płodozmianu i wprowadzenia roślin jarych, aż po zmianę strategii uprawy ścierniskowej, dobre dopasowanie terminu siewu, odmiany i obsady pszenicy, przez dobrze dobrane herbicydy zastosowane w odpowiednim terminie, aż po wykaszanie poboczy i skrajów pól.
Po pierwsze płodozmian i uprawa gleby
Do typowego płodozmianu w tamtych latach z roślinami ozimymi, tj. pszenicą i rzepakiem, w którym jedyną rośliną jarą były buraki cukrowe, wprowadzili inne rośliny jare. Zaczął pojawiać się bobik, kukurydza oraz słonecznik.
– Nie siejemy także poplonów, ponieważ boimy się większej presji chwastów i ich rozsiewania, tym samym zwiększania banku nasion w glebie. Jednak kluczowa w walce z życicą jest uprawa ścierniska. Dążymy do tego, aby pole było czyste przed siewem. Oznacza to, że praktycznie 4 razy wykonujemy uprawę ścierniskową, najpierw dwukrotnie broną mulczową – pobudzamy do kiełkowania chwasty (w tym życicę) oraz samosiewy zbóż, a następnie dwukrotnie płytko na ok. 5 cm uprawiamy talerzówką, wyposażoną w dwa rzędy talerzy ułożonych równolegle, o kącie natarcia talerzy 14 stopni i pochyleniu 6 stopni, co dobrze sprawdza się na naszych bardzo ciężkich glebach, szczególnie z dużą ilością resztek pożniwnych. Talerzówka pracuje z wałem gumowym – wyjaśnia Maciej Piernicki. – Pobudzone w ten sposób chwasty i samosiewy zwalczamy na ściernisku także herbicydem totalnym zawierającym glifosat.
Jedną z ważniejszych kwestii, zwłaszcza w kontekście stwierdzonej odporności życicy, było ustalenie odpowiedniej strategii herbicydowej.
– Metodą prób i błędów próbowaliśmy różnych kombinacji substancji czynnych, aż w końcu wypracowaliśmy kombinację 3 substancji, tj. aklonifenu (375 g/ha), flufenacetu (170 g/ha), diflufenikanu (140 g/ha). Przy czym bardzo ważne jest, aby stosować ją z adiuwantem doglebowym, a sam zabieg wykonywać bezpośrednio po siewie, praktycznie opryskiwacz goni siewnik na polu, żeby złapać jak najwięcej wilgoci w glebie – podkreśla rolnik. – Zauważyłem, że aklonifen robi robotę w walce z życicą, w przeciwieństwie do wyczyńca, na którego nie ma tak skutecznego działania.
Dobra chemia i odmiana
Ta kombinacja jest stosunkowo mocnym rozwiązaniem, dlatego też rolnik dobiera odmianę pszenicy, na której nie odbija się jej stosowanie w postaci fitotoksyczności.
– Testowaliśmy przez lata różne odmiany, które sobie poradzą z mocniejszymi kombinacjami herbicydowymi. W naszym gospodarstwie najlepiej sprawdzają się pod tym kątem odmiany Activus, Tarroca i RGT Diplom.
Przy czym siejemy ją w lekko opóźnionym terminie, tj. między 10 a 15 października (optymalny termin siewu w rejonie to 20–25 września) i w zwiększonej obsadzie o ok. 25%, tj. ok. 380 ziarniaków/m2, głównie ze względu na aklonifen i flufenacet w mieszaninie – wyjaśnia Maciej Piernicki. – W tym roku jesień była wilgotna, co sprzyjało lepszej skuteczności herbicydów doglebowych. Nie było wschodów życicy. W suchych latach zdarzało się, że robiliśmy korektę na wiosnę (nalistnie, np. jodosulfuron + mezosulfuron w połączeniu z pinoksadenem), ale dziś już wiemy, że ich mała skuteczność wynikała z odporności życicy na naszych polach na większość substancji, które możemy stosować na wiosnę. Jedno jest pewne – kluczowa jest jesień.
Problem może być w przyszłości, kiedy już nie będziemy mieli flufenacetu. Choć, jego zdaniem w przypadku zwalczania życicy największą robotę robi aklonifen, a flufenacet jest dużą ważniejszą substancją w przypadku zwalczania wyczyńca polnego i tam będzie trudno go zastąpić w programach zwalczania tego chwastu.
– Jesteśmy tak przeczuleni i przetrenowani przez życicę, że cały czas obserwujemy pola. Jeśli np. w przypadku uprawy roślin jarych, jak np. kukurydza czy bobik widzimy, że po siewie, a przed ich wschodami pojawia się życica, to interwencyjnie zdarzało się, że wykonaliśmy zabieg glifosatem zabieg glifosatem (1000 g s.a/ha + dawka 100 l/ha wody). Jest to ryzykowne i wymaga świetnej znajomości pola i doświadczenia, ale mam świadomość, że później mogę sobie nie poradzić z życicą – tłumaczy rolnik.
Co ważne, wprowadzenie roślin jarych do zmianowania, dało także możliwość zwalczania życicy substancjami czynnymi z innych grup chemicznych. Dziś zmianowanie jest następujące: pszenica ozima – rzepak ozimy – pszenica ozima – buraki cukrowe – bobik lub kukurydza.
– Dzięki temu do zwalczania życicy mogę wykorzystać takie substancje, jak np. kletodym czy petoksamid, a w rzepaku dodatkowo np. propyzamid. Ten ostatni jednak nie jest tanim rozwiązaniem i wymaga niższych temperatur – wyjaśnia rolnik.
Ten artykuł pochodzi z wydania top agrar Polska 8/2026
czytaj więcej
