StoryEditor

Magazyny pełne, ziemniaki gniją na polach. Rolnicy: „Nie mamy z czego żyć”

Na rynku ziemniaka narasta kryzys: część towaru wciąż zalega w magazynach, część producenci zostawili na polach, bo przy cenach rzędu 10–20 gr za kilogram zbiór i transport tylko powiększałyby stratę. Rolnicy alarmują, że nie mają już pieniędzy na paliwo, raty i bieżące opłaty, dlatego domagają się pilnej interwencji państwa.

16.04.2026., 16:00h
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Dlaczego producenci ziemniaków nie mają dziś gdzie sprzedać towaru?
  • Jakie ceny ziemniaka padają dziś w skupie i czy pokrywają koszty?
  • Czemu część gospodarstw zostawia ziemniaki na polach albo wywozi je z magazynów?
  • Jakiej pomocy od rządu domagają się dziś rolnicy?
  • Co grozi producentom, jeśli interwencja nie przyjdzie szybko?

Jak głęboki jest dziś kryzys na rynku ziemniaka

Polscy rolnicy alarmują, że sytuacja na rynku ziemniaka wymknęła się spod kontroli. Magazyny są pełne, ceny runęły, a tysiące ton towaru zaczyna gnić. W sieci ruszyła petycja do premiera, ministra rolnictwa i ministra finansów o pilną pomoc dla branży.

Za inicjatywą stoją producenci ziemniaków, a jedną z osób, które najmocniej nagłaśniają problem, jest Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, rolniczka ze Szkotowa w woj. warmińsko-mazurskim. W rozmowie z redakcją Tygodnika Poradnika Rolniczego przyznaje, że sytuacja jest tak zła, iż wielu rolników znajduje się dziś na granicy bankructwa.

– Dzisiaj napisał jeden rolnik: „mam 300 ton ziemniaka w magazynie, jestem bankrutem, nie mam na nic”. Inny ma 1500 ton i nie ma gdzie tego sprzedać. Nie ma biogazowni w pobliżu, nie ma zakładu przemysłowego, nie ma też pieniędzy na transport. Ludzie mówią już nie o stracie, tylko o tym, że nie mają za co żyć – relacjonuje.

„Żyjemy z 800 plus”. Jak wygląda sytuacja w gospodarstwach?

Sytuacje w gospodarstwach są bardzo dramatyczne. Tołłoczko-Wróbel mówi, że rozmawiała z jedną z rolniczek, która jest kompletnie załamana.

– Ta rolniczka mówiła mi, że nie ma nawet litra paliwa w ciągnikach. Obecnie żyje z 800 plus. Kiedyś przy 50 hektarach starczało jej na wszystko, a dziś córka musiała iść do pracy, bo ta rolniczka nie ma z czego płacić za jej studia. Po prostu nie ma gdzie sprzedać ziemniaków – opowiada.

Jak dodaje, ta sama rolniczka sprzedała trochę ziemniaka po 20 groszy za kilogram, ale kolejne samochody skupujący chcieli brać już po 10 groszy.

– To jest 4 tysiące z hektara, a nakłady wynoszą 24 tysiące. Z czego ona ma dopłacić 20 tysięcy do hektara? – pyta Tołłoczko-Wróbel.

Duże gospodarstwa też tracą miliony

Tołłoczko-Wróbel sama prowadzi duże gospodarstwo, ma ponad tysiąc hektarów upraw, w tym ziemniaki sadzeniaki, których – jak szacuje – zostanie jej około tysiąca ton niesprzedanych. To może oznaczać około 3 mln zł strat. Produkcja sadzeniaków jest bardzo droga, bo nakłady sięgają nawet 40–50 tys. zł na hektar. I jak podkreśla rolniczka, rozmiar gospodarstwa dziś wcale nie chroni przed katastrofą.

– Ja dziś rezygnuję nawet z ubezpieczeń w gospodarstwie, bo nie mam na opłacenie składek. Poprosiłam o wakacje kredytowe, rozmawiałam z firmami o dłuższych terminach płatności. Ale ci ludzie też chcą swoje pieniądze. Jedyne pieniądze, jakie dziś mam, przeznaczam na prąd, żeby mi go nie odłączyli, i na wypłaty dla pracowników, żeby w ogóle przyszli do pracy – mówi.

Przyznaje też, że części ziemniaków nawet nie zebrała.

– Ponad 120 hektarów zaoraliśmy. Tego w ogóle nie zebraliśmy. Dlaczego? Bo przy 20 groszach za kilogram to, co bym wykopała, wydałabym potem na sam transport. To byłoby dokładanie do straty – tłumaczy.

Rolnicy apelują do rządu o pilną pomoc

Wobec tak fatalnej sytuacji na rynku ziemniaka w internecie pojawiła się petycja do Donalda Tuska, ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i ministra finansów Andrzeja Domańskiego pod hasłem „Kryzys na rynku ziemniaka – pilna pomoc dla polskich rolników”. Jej autorzy alarmują, że „polscy rolnicy stoją dziś na krawędzi”, a nadprodukcja ziemniaka w Europie i brak możliwości sprzedaży sprawiły, że magazyny są pełne, a ceny nie pokrywają nawet kosztów produkcji. Jak podkreślają, tysiące ton ziemniaków zaczynają się psuć, a każdy kolejny dzień oznacza nowe straty i realne ryzyko upadłości gospodarstw.

Domagają się dwóch podstawowych form wsparcia:

  • 40 gr za kilogram ziemniaka kierowanego do biogazowni lub zakładów przemysłowych,
  • 60 gr za kilogram niesprzedanego ziemniaka sadzeniaka wraz z jego utylizacją.

To, jak mówią, nie jest żadna nadzwyczajna pomoc, tylko próba ratowania producentów przed całkowitym załamaniem.

Zobacz także: Ziemniaki zalegają w magazynach, a import mocno ruszył

„Jesteśmy na skraju bankructwa”. Co piszą producenci

Petycję podpisało już 150 osób i liczba ta cały czas rośnie. Pod nią pojawiły się dramatyczne komentarze. Rolnicy piszą tam bez ogródek: „jestem w takiej samej beznadziejnej sytuacji”, „nie przetrwamy bez interwencji państwa”, „mam pełen magazyn i nie mam z czego spłacać kredytów”, „mam 300 ton w magazynie”, „sam mam 80 ton niesprzedanych ziemniaków, a sytuacja jest katastrofalna”.

Jeden z komentarzy szczególnie pokazuje skalę rozpaczy. Autor napisał: „Podpisuję, ponieważ w moim gospodarstwie również zostanie bardzo duża ilość ziemniaków, około 150 ton, może 120 ton, które będę musiał wywieźć. Jeszcze nie wiem gdzie i za ile, i komu, może do lasu. Jestem zrozpaczony i przerażony całą sytuacją, że nie ma pomocy znikąd. Ministerstwo rolnictwa powinno jak najszybciej interweniować”.

Z kolei pracownik firmy produkującej sadzeniaki stwierdził wprost: „to, co się dzieje na rynku ziemniaka, to farsa i kryminał. Firmy nasienne są również wobec problemu bezradne”.

Inni pisali też:

  • "Mimo kontraktu odrzucono nam 300 ton ziemniaka. Jesteśmy na skraju bankructwa"
  • "Mam pełny magazyn, takiego roku nie było..."

Podpisy pod petycją są zbierane w internecie. Rolnicy apelują, by wchodzić i ją podpisywać. Można to zrobic TUTAJ.

Pismo do ministra rolnictwa. Jakie rozwiązania proponują producenci?

Poza petycją Tołłoczko-Wróbel wysłała także pismo do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego. Napisała w nim, że sezon 2025–2026 jest jednym z najtrudniejszych od lat, a nadprodukcja, niekorzystna pogoda i zwiększony import doprowadziły do tego, że znaczna część krajowej produkcji nie znalazła nabywców.

W piśmie podkreśla, że duże ilości ziemniaków zalegają w magazynach, generując dodatkowe koszty i straty, a w najbliższym czasie zaczną tracić właściwości handlowe i wchodzić w procesy gnilne, co stworzy także problemy sanitarne i środowiskowe.

Rolnicy proponują kilka konkretnych rozwiązań: skierowanie części surowca do zakładów przetwórstwa przemysłowego wraz z dopłatą do transportu, umożliwienie wykorzystania ziemniaków w biogazowniach z rekompensatą dla producentów, a także osobne, zwiększone wsparcie dla producentów sadzeniaków.

W przypadku sadzeniaka wniosek jest jasny: wsparcie do 30 proc. produkcji w wysokości 0,60 zł za kilogram niesprzedanego materiału sadzeniakowego. W odniesieniu do ziemniaka jadalnego rolnicy chcą pomocy liczonej według rzeczywistych danych ewidencyjnych z ARiMR, z limitem do 30 proc. areału i ze stawką 0,40 zł za kilogram.

– Proponujemy, aby wsparcie było przyznawane proporcjonalnie do wielkości produkcji, na podstawie ewidencjonowanych partii ziemniaków, w szczególności tych przebadanych przez Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa, np. w badaniach bakteriologicznych. Zapewni to przejrzystość oraz możliwość weryfikacji systemu pomocy – pisze Tołłoczko-Wróbel.

Zobacz także: Ziemniaki z dopłatą. Rolnik płaci 2,50 euro, żeby ktoś je zabrał

„To tylko kroplówka”. Rolnicy potrzebują rozwiązań systemowych

Tołłoczko-Wróbel nie ma złudzeń, że proponowane dopłaty nie rozwiążą całego problemu. Mówi o nich jako o pomocy ratunkowej.

– To jest kroplówka, żeby rolnicy nie umarli. To nie jest pomoc, która pokryje wszystkie straty. To jest tylko coś, co może dać ludziom trochę oddechu i sprawić, że ktoś nie upadnie już teraz, natychmiast. Bo dziś wielu producentów nie walczy o zysk, tylko o to, żeby dotrwać do jutra – mówi.

Dodaje, że oprócz doraźnej interwencji potrzebne są rozwiązania systemowe.

– Dzisiaj trzeba zagospodarować nadwyżki, ale trzeba też wreszcie wypracować mechanizm na przyszłość. Taki fundusz stabilizacyjny albo forum kryzysowe, które w sytuacji nadprodukcji albo załamania rynku zadziała od razu. A nie tak, że rolnik ma problem teraz, a pomoc przychodzi za rok, kiedy już nie ma czego ratować – tłumaczy.

Brak infrastruktury utrudnia zagospodarowanie nadwyżek

Jednym z pomysłów na zagospodarowanie niesprzedanych ziemniaków są biogazownie. Tyle że i tu zaczynają się schody. Rolnicy mówią, że często nie mają takich instalacji w pobliżu, a jeśli są, to warunki przyjęcia towaru bywają zaporowe. Na przykład towar ma być bez choćby jednego zgnitego ziemniaka, a do tego trzeba jeszcze zapłacić około 30 groszy za odbiór.

W praktyce wielu rolników zaczyna więc wywozić ziemniaki na pola, zrzucać je na ugory albo oddawać za darmo tam, gdzie da się je jeszcze wykorzystać jako paszę.

– Każdy kombinuje po swojemu. Jeden odda bratu do bydła, drugi wywiezie na pole, trzeci myśli, jak to przytalerzować. Ale to nie jest żadne rozwiązanie, tylko rozpaczliwe gaszenie pożaru – słyszymy od rolników.

image

Warzywa od rolnika na abonament? Tak działa "Otwarte źródło" na 4 ha

Czas działa na niekorzyść producentów ziemniaków

Czas działa dziś na niekorzyść producentów. Ziemniaki w przechowalniach nie będą czekać wiecznie. Wraz z cieplejszymi nocami i wzrostem temperatur szybciej ruszy kiełkowanie i psucie.

– Te ziemniaki jeszcze może 2–3 tygodnie poleżą, ale jak przyjdą cieplejsze noce, zacznie się prawdziwy problem. Trzeba opróżniać magazyny, czyścić skrzynie, dezynfekować przechowalnie pod nowy sezon. Tego nie da się odkładać bez końca – mówią rolnicy.

I dodają, że dramat polega na tym, iż wielu z nich nie ma pieniędzy już nawet nie na nową produkcję, ale choćby na utylizację towaru.

„Handlarze kupowali ziemniaki z importu i sprzedawali je jako polskie”

Rolnicy zwracają też uwagę na problem importu i handlu, który ich zdaniem dodatkowo rozregulował rynek. W rozmowach padają oskarżenia, że do Polski trafiało dużo ziemniaka z zagranicy, a część handlujących sprzedawała go później jako polski towar.

– Konsument idzie do marketu i bierze wszystko naraz, bo tak mu wygodniej. A do tego wiele osób mówi, że handlarze kupowali ziemniaki z importu i sprzedawali je jako polskie. Jak to sprawdzi zwykły kupujący? No nie sprawdzi. A my zostajemy z pełnymi magazynami – mówią producenci.

Rolnicy apelują: podpisujcie petycję

Tołłoczko-Wróbel apeluje, by rolnicy podpisywali petycję i nagłaśniali problem. Bo jak podkreśla, sprawa nie dotyczy jednego czy dwóch gospodarstw, tylko całego sektora.

– To nie jest jednostkowa historia. To jest dramat setek gospodarstw. I naprawdę jesteśmy już w takim miejscu, że część ludzi nie ma na paliwo, na prąd, na raty, na podstawowe życie. Jeżeli teraz nie będzie reakcji, to za chwilę będzie za późno – podsumowuje.

Oprac. Kamila Szałaj

Źródło: tygodnik-rolniczy.pl

Kamila Szałaj
Autor Artykułu:Kamila Szałaj
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
16. kwiecień 2026 17:01