Były szef resortu rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski często spotyka się z rolnikami w całej Polsce. Podczas ostatniego spotkania we Wrześni (Wielkopolska) obecny szef Rady ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi przy Prezydencie RP Karolu Nawrockim podzielił się swoimi refleksjami na temat kryzysu, który aktualnie doskwiera polskiemu rolnictwu.
Wojna zmieniła zasady handlu
Były minister rolnictwa przypomniał, że przed wybuchem wojny import z Ukrainy był objęty ograniczeniami. Funkcjonowały kontyngenty i cła, które miały chronić unijny rynek przed destabilizacją. Po wybuchu wojny sytuacja się zmieniła całkowicie.
Pod hasłem pomocy Ukrainie Unia Europejska zniosła wiele zabezpieczeń. W praktyce oznaczało to, że towary rolne mogły płynąć do Europy znacznie szerzej niż wcześniej. Najmocniej odczuły to kraje graniczne, przede wszystkim Polska i Rumunia.
- Jeżeli chodzi o Ukrainę – przed wojną import z Ukrainy nie stanowił zagrożenia dla unijnego rolnictwa, bo był ściśle ograniczony kontyngentami i cłami. Po wybuchu wojny wszystko zostało zniesione pod hasłem pomocy Ukrainie. To była decyzja Unii Europejskiej. Kraje graniczne, takie jak Polska czy Rumunia, poniosły największe konsekwencje, bo to właśnie do nich trafiała ta żywność - tłumaczył były szef MRiRW.
Kto naprawdę sprowadzał zboże z Ukrainy?
Ardanowski nie zgadza się z rozmywaniem odpowiedzialności. Podkreśla, że zboża nie sprowadzały „krasnoludki”, ale konkretne podmioty i konkretne firmy.
Jego zdaniem głównymi importerami nie byli zwykli rolnicy, lecz:
- firmy paszowe,
- młyny,
- duże podmioty przetwórcze,
- gracze wykorzystujący otwarte granice do poprawy własnej rentowności.
- Kto importował? Konkretne firmy, konkretni ludzie. Oczywiście część rolników też sobie coś przywoziła, ale głównymi importerami były firmy paszowe, młyny i wielcy gracze. Największym importerem był Cedrob. Tak to wyglądało - informuje Ardanowski.
Były minister zaznaczył, że oczywiście część rolników także korzystała z tańszego ziarna, ale skala tego zjawiska była nieporównywalna z importem realizowanym przez duże przedsiębiorstwa.
Polska została z problemem nadmiaru zbóż
W ocenie Ardanowskiego największy problem polegał na tym, że otwarcie granic nie zostało połączone z realnym rozproszeniem towaru po całej Unii. Duża część zbóż i innych produktów pozostała w krajach granicznych, zamiast płynąć dalej do Europy Zachodniej.
To doprowadziło do:
- nadpodaży na lokalnych rynkach,
- gwałtownego spadku cen,
- zaburzenia handlu krajowym ziarnem,
- osłabienia pozycji polskich producentów.
Skutki rynkowe odczuwalne do dziś
Ardanowski uważa, że skutki otwarcia rynku nie były chwilowe. Jego zdaniem import z Ukrainy przyczynił się do długotrwałego załamania cen i do utraty stabilności przez wiele gospodarstw.
W jego ocenie błędem było nie tylko samo otwarcie rynku, ale także zbyt późna reakcja państwa polskiego i brak skutecznych instrumentów ochronnych na początku kryzysu.
Potrzebne jasne reguły importu z Ukrainy
Były minister nie kwestionuje potrzeby pomocy Ukrainie, ale podkreśla, że nie można robić tego kosztem destabilizacji własnego rolnictwa. Jego zdaniem pomoc musi mieć granice i musi być powiązana z realną ochroną rynku krajowego.
Bartłomiej Czekała
