Dla gospodarstw mlecznych wahania cen to codzienne ryzyko. Gdy stawki za mleko spadają, pod znakiem zapytania może stanąć nie tylko bieżąca rentowność, ale też inwestycje i płynność finansowa. O tym, jak ograniczać to ryzyko, opisała dziennikarka Anke Reimink na portalu topagrar.com, pokazując przykład Lennardta Pahlsa z gospodarstwa Allerwiesen GbR.
Pahls prowadzi gospodarstwo razem z ojcem i wspólnikiem w Dolnej Saksonii. Hodują 450 krów i produkują około 14,3 tys. kg mleka od sztuki rocznie. Jak przyznaje rolnik, jego sytuacja jest typowa dla wielu mleczarzy: nie ma dodatkowych źródeł dochodu, więc jest całkowicie zależny od ceny mleka. To właśnie dlatego zdecydował się część produkcji zabezpieczać na rynku.
Jak wygląda zabezpieczanie ceny mleka w praktyce jednego gospodarstwa?
Jak opisuje portal, rolnik nie zamyka wszystkich kontraktów od razu. Zamiast tego zabezpiecza mleko etapami – zwykle po 5-10% wolumenu. Jego zdaniem to bezpieczniejsze niż próba „trafienia” w jeden idealny moment. Sam przekonał się, że zbyt duży jednorazowy kontrakt może potem oznaczać stratę, jeśli rynek pójdzie jeszcze wyżej. Dziś Pahls patrzy przede wszystkim na marżę. Uwzględnia koszty paszy, śruty rzepakowej, amortyzacji i innych stałych wydatków. Dopiero gdy liczby się zgadzają, podejmuje decyzję o zabezpieczeniu kolejnej partii mleka.
„W połowie 2025 roku ceny na pierwszy kwartał 2026 roku były wysokie przez kilka tygodni. Po kilku transakcjach zabezpieczyłem 70% wolumenu mleka, uzyskując średnio 50,3 centa/kg” – cytuje rolnika topagrar.com i podkreśla, że jego mleczarnia płaciła mu w tym okresie średnio 38 centów/kg.
Nie chodzi o maksymalną cenę. W tym przypadku liczy się przewidywalność
Rolnik podkreśla, że hedging* nie ma być grą o najwyższą możliwą cenę. Ma przede wszystkim pomóc w planowaniu. Dzięki temu wie wcześniej, jaka część przyszłych wpływów będzie miała zabezpieczoną.
*Hedging to zabezpieczanie się przed ryzykiem cenowym. W praktyce oznacza to, że rolnik wcześniej ustala cenę przynajmniej dla części produkcji, aby późniejsze spadki rynku nie uderzyły w całe gospodarstwo.
To szczególnie ważne, bo gospodarstwo planuje kolejne inwestycje, w tym rozbudowę obory. Pewniejsza cena mleka ułatwia więc podejmowanie decyzji i zmniejsza presję związaną z wahaniami rynku.
Zabezpieczenie ceny mleka w praktyce wymaga wiedzy i przygotowania
Zabezpieczanie cen nie jest jednak proste. Jak opisuje topagrar.com, Pahls musiał założyć konto handlowe i przejść przez sporo formalności. W grę wchodzą też zabezpieczenia finansowe oraz koszty transakcyjne. Rolnik korzysta głównie ze swapów*, a cały proces zajmuje mu około dwóch godzin miesięcznie.
*Swap to jeden z instrumentów używanych do takiego zabezpieczenia. Najprościej mówiąc, jest to umowa pozwalająca rozliczać cenę według wcześniej ustalonego poziomu, niezależnie od późniejszych zmian na rynku.
To pokazuje, że taki model nie jest dla każdego. Wymaga znajomości rynku, chłodnej kalkulacji i gotowości na to, że cena na giełdzie może później jeszcze wzrosnąć. Mimo to dla Pahlsa najważniejsze jest coś innego: stabilność.
Lekcja z praktyki: zabezpieczenie ceny mleka to narzędzie, nie gwarancja
Historia opisana przez topagrar.com dobrze pokazuje, że zabezpieczanie ceny mleka może być narzędziem ograniczania ryzyka, ale tylko wtedy, gdy stosuje się je rozsądnie. Zbyt duży wolumen zamknięty za wcześnie może przynieść rozczarowanie. Zbyt mały – nie ochroni przed spadkiem cen. Dlatego Pahls wybiera drogę pośrednią: zabezpiecza część mleka, ale nie całość. Dzięki temu ma większy spokój i lepszą kontrolę nad finansami gospodarstwa.
Na podst. topagrar.com
