StoryEditor

Automat do pojenia cieląt dał lepsze przyrosty. Rolnicy zyskali nawet 200 g dziennie

W gospodarstwie Damiana Piaseckiego zmiana sposobu pojenia cieląt dała wyraźnie lepszy efekt już w pierwszym etapie odchowu. Po przejściu z wiaderek na stację odpajania hodowca zyskał większą kontrolę nad pobraniem pójła, spokojniejsze odsadzenie i wyższe przyrosty. O tym, jak duża była różnica i co najbardziej ją zrobiło, zdecydowały codzienna powtarzalność oraz lepszy nadzór nad cielętami.

02.05.2026., 12:00h
Z tego artykułu dowiesz się:
  • Z wiaderek na automat: skąd wzięła się ta decyzja?
  • Co w praktyce dała większa powtarzalność pojenia?
  • Przyrosty wzrosły do 900 g dziennie
  • Siara i pierwsze dni życia wciąż są najważniejsze
  • Jak działa odsadzenie i codzienna kontrola cieląt?
  • Ile kosztowała stacja i jak wygląda jej eksploatacja?

– Średnio przyrost dzienny cielaka zwiększył się o 200 gramów. Teraz możemy powiedzieć, że dzienny przyrost w okresie pojenia jest powyżej 900 gramów – tłumaczy Damian Piasecki. Hodowca postawił na stację odpajania cieląt firmy Urbanfarm, która pozwoliła mu na powtarzalność karmienia, kontrolę pobrania pójła i spokojne odsadzanie.

W gospodarstwie utrzymuje się ok. 60 krów dojnych, ale równie ważną częścią produkcji jest młodzież. Jałówek jest dużo, a hodowca od dwóch lat sprzedaje już nawet pierwiastki. Pokazuje to, jak duże znaczenie ma tu skuteczny odchów od pierwszych dni życia. Właśnie dlatego blisko trzy lata temu zapadła decyzja o inwestycji w stację odpajania cieląt.

– Przede wszystkim zależało nam na jakości pójła, żeby było zawsze w tej samej temperaturze, w tej samej dawce, no i na kontroli nad tym, ile dokładnie cielęta wypijają – mówi hodowca Damian Piasecki.

Z wiaderek na automat: skąd wzięła się ta decyzja?

Dziś w obiekcie pracuje jedna stacja z dwoma boksami. Producent podaje, że jeden boks może obsłużyć do 25 cieląt, a więc całość jest przygotowana maksymalnie na 50 sztuk. W praktyce przy tej skali produkcji w gospodarstwie przebywa przy stacji zwykle od 20 do 30 cieląt.

image
FOTO:

Co w praktyce dała większa powtarzalność pojenia?

Wcześniej cielęta były odpajane tradycyjnie – wiaderkami w kojcach indywidualnych. Zmiana nie była jednak podyktowana wyłącznie chęcią oszczędności czasu pracy. Rolnik szukał rozwiązania, które poprawi organizację odchowu i da stabilniejsze wyniki.

– Uznaliśmy, że taka socjalizacja i grupowe wychowanie jest lepsze. Oczywiście, są też zagrożenia zdrowotne związane z takim odchowem, np. szybsze rozprzestrzenianie chorób, ale sumarycznie to i tak wychodzi na plus – podkreśla właściciel.

Powtarzalność karmienia okazała się największą przewagą automatu. W stacji każda dawka jest przygotowana tak samo, a cielę może pobierać ją w kilku mniejszych porcjach.

– Jak patrzę z perspektywy na zużycie mleka teraz i kiedyś, to wcześniej po prostu trochę te cielęta oszukiwaliśmy. Oczywiście, nie było to świadome działanie, ale dostawały mniej, dawka nie była tak dokładna. Teraz dostają dokładnie tyle, ile powinny – przyznaje hodowca.

Przyrosty wzrosły do 900 g dziennie

W gospodarstwie cielęta są ważone po urodzeniu i przy odsadzeniu, dlatego można było dość precyzyjnie ocenić wpływ nowego systemu na wyniki odchowu. Z porównania jasno wynika, że po uruchomieniu stacji przyrosty wzrosły do 900 g/dzień. To bardzo istotny argument, bo właśnie pierwszy etap życia w największym stopniu buduje potencjał przyszłej jałówki czy opasa. Hodowca dobrze to rozumie i nie szuka oszczędności tam, gdzie mogą one odbić się na rozwoju zwierząt.

– Więcej skarmionego mleka to nie jest strata, tylko inwestycja. Ten początkowy wzrost jest najtańszy, jeśli przeliczyć go na kilogramy – zaznacza właściciel.

Siara i pierwsze dni życia wciąż są najważniejsze

Fundamentem początku odchowu pozostaje odpajanie siarą. W tym stadzie cielę przez pierwsze dni zostaje przy krowie, ale pierwsze odpoje są kontrolowane. Gospodarz chce mieć pewność, że cielę otrzyma odpowiednią ilość siary dobrej jakości we właściwym czasie (o sondowaniu w TB 3/2026).

– Dlatego sondujemy siarą wszystkie nowo narodzone cielęta, pierwsze dwa karmienia, żeby cielę było dobrze odpojone – mówi hodowca.

Po tym okresie cielę trafia do kojca indywidualnego, gdzie uczy się picia ze smoczka. Dopiero między 10. a 14. dniem życia przechodzi do grupy i zaczyna jeść ze stacji.

– Niektóre cielęta łapią od razu, a niektórym trzeba przez pierwsze dni pomagać. Wprowadzamy je rano, na głodniaka i w pierwszym odpoju uczymy je, jak mają pić – wyjaśnia właściciel.

image
FOTO:

Jak działa odsadzenie i codzienna kontrola cieląt

W stacji ustawiona jest krzywa pojenia (ilości litrów mleka na dzień) na 72 dni. Cielę startuje z dawką 5 l dziennie, a maksymalnie pobiera 8 l. Jednorazowo może wypić do 2 l, więc odwiedza stację kilka razy na dobę. Ostatnie 10 dni to stopniowe odsadzenia od mleka. To szczególnie ważne, bo właśnie zbyt gwałtowne odstawienie mleka często powoduje stres i spadek pobrania paszy stałej.

– Moment odsadzenia jest łagodniejszy przy odpajaniu w stacji, cielęta nie stresują się, nie "wyją" za mlekiem – podkreśla hodowca.

Cielęta podzielone są na dwie grupy wiekowe, w młodszej przebywają do 3 tygodni, potem przechodzą do starszej. Młodsze dostają müsli, a starsze przechodzą na suchy TMR. Po odsadzeniu od mleka jeszcze przez pewien czas pozostają w grupie starszej, zanim trafią do kolejnego etapu odchowu.

– Automat wymaga przyjścia do cielętnika dwa razy dziennie. Po to by dosypać preparat mlekozastępczy, i co ważniejsze, by sprawdzić, czy wszystkie cielęta wypiły mleko – wyjaśnia Piasecki. Program przypisuje zwierzęta do grup oznaczonych kolorami. Zielona oznacza brak uwag, żółta sygnalizuje potrzebę obserwacji, a czerwona wymaga reakcji – kolory są dobierane na podstawie ustawień programu, w zależności od tego, ile cielak wypije.

– Jeśli cielę pije za wolno, nie dopija albo rzadziej podchodzi, od razu to widać na stacji. I wtedy można zareagować, zanim jeszcze problem się rozwinie – tłumaczy hodowca.

To szczególnie cenne w odchowie grupowym, gdzie infekcje mogą rozprzestrzeniać się szybciej niż w systemie indywidualnym. Tutaj liczy się szybkie wychwycenie pierwszych sygnałów choroby.

Ile kosztowała stacja i jak wygląda jej eksploatacja?

– Słyszałem opinie, że gdy cielęta korzystają z automatu kiedy są małe, to później jest łatwiej z wchodzeniem jałówek do robota udojowego. Dopiero w tym roku pierwsze jałówki odpojone na stacji będą wchodziły do doju – zobaczymy, czy faktycznie tak jest – mówi właściciel. W gospodarstwie, gdzie od 2020 r. działa robot udojowy, taki argument ma znaczenie. Jeśli zwierzę już od odchowu oswaja się z automatyką, późniejsze przejście do doju zrobotyzowanego może być łatwiejsze. Trzy lata temu koszt stacji z dwoma boksami wyniósł ok. 100 tys. zł netto. Eksploatacja to wymiana smoczków co ok. 2 tygodnie oraz płyny do mycia i dezynfekcji (stacja czyści się sama 2 razy na dobę), których zakup przy tej skali produkcji to 800 zł za roczny zapas.

Dominika Zieja
Autor Artykułu:Dominika Zieja

Dominika Zieja – dziennikarka specjalizująca się w hodowli bydła i trzody chlewnej. Z wykształcenia oraz z pasji - zootechnik, od 10 lat związana z branżą hodowli zwierząt. Dzięki kilkuletniej pracy na wielkotowarowych gospodarstwach zajmujących się produkcją prosiąt oraz pracy w firmie zajmującej się żywieniem krów mlecznych łączy wiedzę praktyczną z teorią. Od 2024 roku jest redaktorką w redakcji top agrar Polska w dziale top bydło oraz top świnie, a także autorką publikacji na portalu topagrar.pl. Główne tematy którymi się interesuje to zdrowie, rozród zwierząt, genetyka oraz najnowsze technologie w produkcji zwierzęcej.
Obszary specjalizacji: hodowla bydła, hodowla trzody chlewnej, genetyka zwierząt, rozród zwierząt, zdrowie zwierząt
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
02. maj 2026 13:01