Od amerykańskiej licencji do własnych kombajnów serii SK
Produkcja kombajnów do zboża w Związku Radzieckim sięga przełomu lat 20. I 30 XX wieku. Początkowo ograniczała się do kombajnów zaczepianych wzorowanych na amerykańskiej konstrukcji Holt 36. Pod koniec lat 40. ZSRR kupił od International Harvester licencję na model 123 SP i rozpoczął produkcję pierwszego kombajnu samobieżnego – S-4. Już w latach 50. w Taganrogu, miasta, gdzie będzie produkowany nasz dzisiejszy bohater, powstało biuro konstrukcyjne zajmujące się projektowaniem kombajnów. Jest to niezwykle ważne wydarzenie, bowiem tu rozpoczyna się etap samodzielnej konstrukcji tego typu maszyn, przede wszystkim zaś serii SK. Pierwszy z nich – SK-3 – był modelem przełomowym nie tylko z tego względu.
Poza samym historycznym faktem wytworzenia pierwszego w pełni radzieckiego kombajnu, wyróżniał się on kilkoma ciekawymi rozwiązaniami, jak m.in. możliwość kopiowania terenu przez heder w dwóch płaszczyznach. Następnie na polach nie tylko ZSRR, ale całego niemal RWPG pojawił się model SK-4, a na początku lat 70. niemal równolegle SK-5 Niva – kombajn, do którego na pewno niedługo wrócimy i SK-6 Kolos – kombajn, którym zajmiemy się dziś.
Większy kombajn miał zwiększyć wydajność i zastąpić część pracy ludzi
Historię Kolosa trudno rozpatrywać od początku produkcji, w oderwaniu od kontekstu historycznego. Połowa lat 60. była dla tego politycznego tworu niezwykle trudna; niskie zbiory zbóż lat 1963 i 1965 zmusiło państwo do importu żywności. Pomimo nomen omen kolosalnych areałów przeznaczonych pod uprawy, wydajność sektora nadal była bardzo słaba. Stąd też decyzja o nadaniu sektorowi priorytetu inwestycyjnego. Skala planowanej modernizacji była ogromna. Według FAO w latach 1966–1970 państwo miało przeznaczyć na rolnictwo 41 mld rubli, a kołchozy kolejne 30 mld. Do gospodarstw miało trafić m.in. 555 tys. kombajnów i 1,8 mln ciągników.
Rzecz jasna, część wspomnianych inwestycji pochłonął sektor maszynowy i nowe projekty, do których należały Niva i Kolos właśnie. Bo większy kombajn to większa wydajność i mniejsze zapotrzebowanie na siłę roboczą, którą z sektora rolnego można było przesunąć do przemysłu. Spójrzmy tylko na liczby; podczas gdy kombajn SK-4 miał przepustowość ok. 3,7 kg masy na sekundę, Nivę projektowano już na 5 kg/s, a Kolosa na ok. 6,5 kg/s. Jego dwubębnowa wersja (SK-6-II, o niej za chwilę) miała osiągać ok. 7 kg/s, a więc prawie dwukrotność tego, co potrafił SK-4. SK-6 był więc próbą rozwiązania jednego z głównych problemów dotykającego nie tylko rolnictwa, ale całej gospodarki. Próbą zwiększenia jej technicznego zaawansowania i wydajności.
SK-6 Kolos trafił do produkcji w 1971 roku
Dlaczego cofnęliśmy się o ponad 5 lat od daty produkcji Kolosa? Ano dlatego, że jego projekt i pierwsze próby datowane są na początek drugiej połowy lat 60. Kolos był bowiem „dzieckiem” wspomnianej pięciolatki lat 1966-1970.
Kiedy w 1971 r. w Taganrogu ruszyła produkcja dwubębnowego SK-6-II oraz jego ryżowej odmiany SKPR-6, radzieccy kołchoźnicy musieli przecierać oczy ze zdumienia. Zdumiewały możliwości kombajnów, zdumiewał ich wygląd i jak na ówczesne czasu monstrualne wręcz rozmiary. Jednobębnowy SK-6 dołączył do rodziny w 1973 r.
150 KM, młocarnia 1,5 m i heder do 7 m. Tak zbudowano Kolosa
Maszyny wyposażono w silniki V6 SMD-64 o mocy 150 KM przy 1900 obr./min, z turbodoładowaniem produkowane w Charkowskim Zakładzie Silników Traktorowych. Układ jazdy wykorzystywał wariator współpracujący z mechaniczną skrzynią biegów z trzema przełożeniami do jazdy do przodu i jednym wstecznym. Młocarnia miała 1500 mm szerokości, młocarnia 5 wytrząsaczy, a w kombajnach wykorzystano szczelną, ogrzewaną kabinę z wydajnym systemem filtracji powietrza. Kombajny mogły pracować z nawet 7-metrowymi przyrządami żniwnymi, co ówcześnie również było wartością imponującą.
Automatycznie zwalniał pod obciążeniem i kontrolował straty ziarna
O ile SK-5 Niva miał być kombajnem z założenia prostym, o tyle Kolosa zaprojektowano z rozwiązaniami, które w dużej mierze miały odciążyć operatora. Kombajny wyposażano w automatyczny regulator obciążenia młocarni (ARZM), co w praktyce oznaczało, że to maszyna dostosowywała prędkość jazdy do jej obciążenia.
Jak ów system działał? W przenośniku pochyłym znajdował się mechaniczny czujnik z dwoma ślizgami opierającymi się o rolki łańcuchów przenośnika. Im grubsza warstwa zboża przechodziła pod przenośnikiem, tym bardziej zmieniało się jego położenie. Ruch ten przez wał, dźwignie i cięgna był przekazywany do suwaka rozdzielacza hydraulicznego. W rezultacie kombajn zwalniał, odciążając młocarnię, a kiedy masy było mniej, automatycznie przyspieszał, zachowując stałe obciążenie.
W tym miejscu należy wspomnieć też o wskaźniku strat ziarna (UPZ) wykorzystującym czujniki piezoelektryczne umiejscowione na klawiszach i przy układzie czyszczącym. Oddzielny czujnik rejestrował zaś ziarno trafiające do zbiornika, co pozwalało szacować straty w zakresie od 0,5 do 3% z dokładnością do 0,3 pkt. proc.
Działanie obydwu systemów było niezależne, więc rola operatora była nadal bardzo ważna, bowiem po próbie polowej właśnie na podstawie strat musiał on ustalić odpowiednią wartość przepływu masy, którą następnie utrzymywał ARZM.
Kombajny wyposażano również w zaawansowany jak na swoje czasy system diagnostyczny. Reakcje czujników powodowały uruchomienie lampek kontrolnych i sygnałów dźwiękowych ostrzegających m.in. o zatkaniu przenośnika kłosowego czy problemach z wytrząsaczami. Operator był informowany także m.in. o napełnieniu zbiornika ziarna.
Aby usprawnić opróżnianie charakterystycznego, dwuczęściowego zbiornika, zastosowano hydraulicznie uruchamiane wibratory ułatwiające zsypywanie ziarna.
Prawie 10 ton, duża wydajność i problemy w pracy
Jak widać, Kolos miał naprawdę nieprzeciętne rozwiązania. Był również bardzo wydajny; testy jednobębnowego SK-6 wskazywały na przepustowość nawet większą niż deklarował producent, bo wynoszącą prawie 8 kg/s. Kombajn miał jednak pewne wady wynikające z samej konstrukcji. Operatorzy skarżyli się na słabą widoczność na boki wynikającą z umiejscowienia kabiny nieco pomiędzy zbiornikami. Widoczność do tyłu była oceniana bardzo źle; za kabiną znajdował się trudno dostępny do serwisowania silnik, który dodatkowo ją nagrzewał. Wówczas nawet wydajny system wentylacji na nic się zdawał. Ze względu na dużą masę (prawie 10 ton) SK-6 niezbyt dobrze radził sobie na pochyłościach, a wilgotny materiał często powodował zapychanie się układu młócącego. Jako bolączkę wskazywana jest też często zbyt mała moc silnika SMD-64.
W praktyce okazywało się również, że napęd podzespołów dwubębnowego SK-6-II był zbyt złożony i awaryjny, a same bębny trudne do ustawienia. I tutaj dochodzimy do kolejnego punktu, będącego często bolączką radzieckich konstrukcji, czyli jakości wykonania. Do skomplikowanej konstrukcji dochodziły relacje użytkowników o awariach i problemach z jakością wielu egzemplarzy.
Całkiem nieźle ilustruje to wyrażona po latach anegdota znaleziona przez nas na jednym ze słowackich forów. Otóż niegdysiejszy użytkownik Kolosa wspomina, że maszyna była ciągle uszkodzona, trudna do ustawienia, miała duże straty, a ziarno wysypywało się przez nieszczelności. Gdy zaś kombajn się zapalił, załoga miała być tak zmęczona jego awariami, że pozwoliła mu spłonąć – a po dwóch tygodniach gospodarstwo otrzymało... następnego Kolosa.
Ponad 155 tys. wyprodukowanych Kolosów. Jedni chwalili wydajność, inni narzekali na awarie
Pomimo problemów, Kolos zaznaczył się bardzo mocno w historii radzieckiego przemysłu maszyn rolniczych. Nie tylko rozwiązaniami, ale także skalą produkcji. Jak informuje serwis Historyczny Taganrog, tylko w latach 1974–1984 wyprodukowano ponad 155 tys. sztuk SK-6 w różnych odmianach.
Trudno dziś o jednoznaczną ocenę Kolosa. Z jednej strony zachwycał rozwiązaniami, z drugiej uchodził za maszynę awaryjną. Jedni widzą w nim kombajn trudny do ustawienia, a wg innych relacji sprawny operator potrafiący odpowiednio wykorzystać zastosowane w nim systemy i obrać odpowiednią strategię pracy, potrafił osiągać naprawdę rewelacyjne wydajności.
Dzisiaj patrząc na zdumiewającą sylwetkę kombajnu SK-6 możemy zastanawiać się, skąd w ogóle zaczerpnięto inspirację. Ale kto wie, jak mógłby wyglądać kombajn zaprojektowany w biurze projektowym Tesli. Nie oceniajmy więc zbyt surowo jego twórców w kontekście estetyki. Era Kolosa dobiegała końca w połowie lat 80. W ZSRR jego miejsce w klasie największych i najwydajniejszych kombajnów miał zająć Don-1500 – pierwsze egzemplarze powstały w Rostowie nad Donem w 1984 r., a produkcja seryjna ruszyła dwa lata później.
