Nawłoć to roślina nie tylko ekspansywna, ale zaliczana jest też go gatunków inwazyjnych, które wypierają rodzime rośliny i zmniejszają naturalną bioróżnorodność środowiska.
Nasiona i kłącza: dwa źródła problemu
Chwast ten ma ponadto olbrzymi współczynnik rozmnożenia, a nasiona są zdolne przenosić się z wiatrem na setki metrów od rośliny matecznej. Rozmnaża się nie tylko przez nasiona, ale też wegetatywnie przez podziemne kłącza. Problem ze zwalczaniem nawłoci ma dwa wymiary: spośród środków zarejestrowanych jest tylko glifosat (dopuszczony na torach kolejowych) oraz szybki rozwój roślin.
Zobacz także: Jedna życica może wysiać nawet 5 tys. nasion. Tak szybko rośnie problem w pszenicy
Sam zabieg na ściernisku nie wystarczy
O ile stosowanie glifosatu na pola, np. na ściernisko zwalczy przy okazji nawłoć, to środki selektywne, np. sulfonylomoczników, MCPA, 2,4-D działają także przy okazji, ale na nawłoć w fazie do 4–5 liści właściwych. Później chwast szybko uzyskuje odporność i nawet lekko przypalony regeneruje się.
Dlatego zwalczanie nawłoci musi mieć charakter systemowy – nie tylko zwalczać trzeba ją w ramach pola od fazy siewki, ale warto też zadbać o zniszczenie jej na matecznikach, skąd jesienią przedostają się na pola nasiona.
Ten artykuł pochodzi z wydania top agrar Polska 8/2026
czytaj więcej
