Dla wielu niemieckich rolników tegoroczne żniwa zakończyły się, zanim zdążyły na dobre rozpocząć. Burze z gradem, ulewnym deszczem i silnym wiatrem przechodziły przez północne i środkowe Niemcy od poniedziałku 13 lipca. W jednych gospodarstwach żywioł zniszczył dojrzały rzepak i zboża, w innych uszkodził kukurydzę, buraki cukrowe oraz plantacje owocowe.
Pierwsze zbiorcze dane przedstawiła Vereinigte Hagel (VH). Według ubezpieczyciela szkody mogą obejmować około 50 tys. ha upraw i plantacji specjalistycznych. Rzeczoznawcy nadal prowadzą oględziny, dlatego zarówno powierzchnia, jak i wartość strat mogą się jeszcze zmienić.
Burze przechodziły przez kolejne regiony Niemiec
Pierwsze zgłoszenia napływały z Nadrenii Północnej-Westfalii. Później informacje o uszkodzonych polach pojawiały się również w Dolnej Saksonii, Hesji, Szlezwiku-Holsztynie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
Wśród najmocniej dotkniętych obszarów znalazły się okolice Minden, Getyngi i Hanoweru, a także zachodnia część Meklemburgii-Pomorza Przedniego. VH wskazuje również pas od Münsterlandu przez Paderborn do Calden koło Kassel oraz obszar pomiędzy Mölln a Hagenow.
Nie oznacza to jednak, że przez wszystkie wymienione miejsca przeszła jedna komórka burzowa. Nad Niemcami rozwijało się kilka frontów i lokalnych układów burzowych. W jednych miejscach przyniosły one przede wszystkim ulewny deszcz, w innych opady dużego gradu, który w ciągu kilku minut niszczył całe plantacje.
Susza rolnicza obejmuje już 65% gmin w Polsce. Jakie uprawy są najbardziej zagrożone?
W pięć minut zniknęła praca gospodarstwa całego sezonu
Jedne z najlepiej udokumentowanych strat wystąpiły w Petershagen w powiecie Minden-Lübbecke. Reporter WDR dotarł do gospodarstwa Klaasa Meiera, gdzie grad niemal całkowicie zniszczył kukurydzę i zboża. U jego kolegi Andro Ohlemeyera mocno ucierpiał rzepak.
Na nagraniach widać puste łuszczyny i nasiona leżące na ziemi. Silny wiatr uderzał roślinami o siebie, a grad otwierał dojrzałe łuszczyny tuż przed zbiorem. Jak mówił rolnik w materiale WDR, na plon pracuje się przez cały rok, podczas gdy żywioł potrzebował zaledwie kilku minut, aby go zniszczyć.
Według ustaleń reportera straty w gospodarstwie Klaasa Meiera mogą wynieść od 10 do 15 tys. euro. Na polach rzepaku należących do jego kolegi wstępne szacunki sięgają od 40 do 50 tys. euro. Nie wszystkie uprawy były ubezpieczone, dlatego część kosztów rolnicy będą musieli pokryć samodzielnie.
Dla Meiera był to szczególnie trudny początek samodzielnego prowadzenia gospodarstwa. Przejął je po śmierci ojca zaledwie rok wcześniej, a tegoroczne żniwa miały być pierwszymi, za które odpowiadał już sam.
Rolnicy pokazywali straty niemal od razu
Zanim pojawiły się pierwsze oficjalne szacunki, skalę szkód można było zobaczyć w mediach społecznościowych. Rolnicy publikowali nagrania bezpośrednio z pól, pokazując połamane rośliny, posiekane liście i ziarno wybite na ziemię.
Rolniczka: „Tyle pracy i inwestycji, a wszystko na nic”
Lydia Pelzer, prowadząca profil „lylyslandleben”, poinformowała, że gradziny wielkości piłek golfowych w ciągu około 10 minut zniszczyły buraki cukrowe i część kukurydzy w jej gospodarstwie.
– Praca wielu miesięcy została zniszczona w 10 minut. (…) Jesteśmy oszołomieni i zasmuceni. Tyle pracy, tyle inwestycji, a wszystko na nic. Ubezpieczenie pokryje część strat, ale i tak pozostaje strata. Dla niektórych oznacza to całkowitą klęskę… – podsumowała rolniczka, pokazując uszkodzone rośliny.
Jej relacja uzupełnia obraz strat opisywany przez lokalne redakcje. Pokazuje, że grad nie uderzył wyłącznie w gotowe do zbioru zboża i rzepak. Uszkodził również uprawy, które miały jeszcze przed sobą ważną część okresu wegetacyjnego. Samo nagranie nie pozwala jednak określić powierzchni plantacji ani ostatecznego ubytku plonu.
Grad nie pyta o zgodę. Rolnicy tracą plony w minutę, a Polska nadal nie ma tarczy ochronnej!
Na jednych polach uszkodzenia, na innych niemal całkowita strata
Kiedy kolejne burze dotarły nad Dolną Saksonię, poważne szkody pojawiły się w rejonie Getyngi. Jak ustalił Göttinger Tageblatt, pod Rosdorf grad miejscami całkowicie zniszczył kukurydzę, rzepak i pszenicę.
Rolnicy mówili lokalnej redakcji o całkowitej utracie plonu na niektórych polach. Grad rozbił liście i łodygi kukurydzy, uszkodził kłosy zbóż oraz opróżnił łuszczyny rzepaku. Poszczególne gradziny miały osiągać wielkość paznokcia kciuka.
Sytuację pokazał również w mediach społecznościowych Landvolk Göttingen Kreisbauernverband. Organizacja opublikowała film z pól położonych na południe od Rosdorf, nad którymi gradobicie przeszło w nocy 14 lipca.
Na nagraniu widać uszkodzony rzepak, kukurydzę, pszenicę i buraki cukrowe. Stopień strat różnił się pomiędzy plantacjami. Na części pól rośliny były mocno posiekane, na innych rolnicy musieli liczyć się z niemal całkowitą utratą plonu.
Grad usuwano łopatami, pługami i ładowarkami
Burze przesuwały się dalej na północny wschód. Kolejne poważne szkody odnotowano w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, szczególnie w pasie od Hagenow przez Zarrentin do Wittenburga.
Jak informuje NDR, niektóre gospodarstwa straciły tam dużą część tegorocznych zbiorów. Regionalna redakcja nie podała jeszcze dokładnej powierzchni uszkodzonych pól ani wartości strat.
O sile zjawiska świadczyły nagrania mieszkańców i lokalnych profili pogodowych. W Wittenburgu ulice wyglądały jak po intensywnych opadach śniegu. Miejscami warstwa gradu była tak gruba, że mieszkańcy i strażacy usuwali ją łopatami, pługami i ładowarkami.
Same nagrania nie pozwalają oczywiście oszacować strat w gospodarstwach. Potwierdzają jednak, jak intensywny był opad na terenach, gdzie później zgłoszono poważne uszkodzenia upraw.
Grad uderzył tuż przed rozpoczęciem żniw
Dla rolników szczególnie dotkliwy był termin gradobicia. W wielu regionach rzepak i zboża były już dojrzałe, a do rozpoczęcia zbioru pozostawało niewiele czasu.
Na wcześniejszych etapach rozwoju część roślin może jeszcze odbudować uszkodzone liście lub pędy. Tuż przed żniwami takich możliwości już nie ma. Ziarno wybite z kłosów i łuszczyn pozostaje na ziemi, a połamane rośliny nie wytworzą nowego plonu.
W przypadku kukurydzy i buraków cukrowych ostateczny wpływ gradu będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie. Rośliny mogą częściowo się zregenerować, ale utrata liści i uszkodzenie łodyg oznaczają mniejszą powierzchnię asymilacyjną, większą podatność na choroby oraz możliwy spadek plonu.
Pełny bilans finansowy niemieckiego gradobicia nie jest jeszcze znany. Wstępne 50 tys. ha oznacza powierzchnię objętą szkodami, ale nie na każdym polu straty są takie same. Rzeczoznawcy muszą osobno ocenić stopień uszkodzenia plantacji, przewidywany ubytek plonu i zakres ochrony ubezpieczeniowej.
„Kombajnu nie ma po co wyciągać”. Grad uderzył także w Polsce
W czasie gdy niemieccy rolnicy publikowali nagrania uszkodzonych pól, podobne materiały zaczęły pojawiać się także w Polsce. Hubert Ojdana, rolnik z gminy Hajnówka na Podlasiu, pokazał w mediach społecznościowych osypany rzepak, wybite kłosy zbóż i uszkodzoną kukurydzę.
Dokładniejsze informacje zdobyła następnie Kamila Szałaj z „Tygodnika Poradnika Rolniczego”, która skontaktowała się bezpośrednio z rolnikiem (szczegółowa relacja i zdjęcia tutaj). Z jej ustaleń wynika, że burza przeszła nad gospodarstwem 13 lipca około godziny 16.40, a grad i ulewa trwały około 20 minut.
Według relacji rolnika szkody objęły łącznie około 200 ha. Na 30 ha rzepaku straty mogły sięgać od 80 do 90 proc. Na około 100 ha jęczmienia ozimego grad wybił od 20 do 30 proc. kłosów. W podobnym stopniu ucierpiała pszenica, a żywioł uszkodził również około 50 ha kukurydzy.
– U mnie już dożynki. Kombajnu nie ma po co wyciągać – mówił Hubert Ojdana, opisując najbardziej zniszczone plantacje rzepaku.
Wszystkie uprawy w jego gospodarstwie były ubezpieczone. Nie oznacza to jednak, że rekompensata pokryje cały utracony dochód i poniesione wcześniej nakłady.
Nie ma obecnie podstaw, aby gradobicie na Podlasiu łączyć bezpośrednio z jedną z komórek burzowych, które uderzyły w Niemcy. Oba zdarzenia pokazują jednak, jak gwałtowna i lokalna potrafi być letnia pogoda. Pole pozostające poza pasem gradu może nie ucierpieć niemal wcale, podczas gdy kilka kilometrów dalej rolnik traci znaczną część rocznego plonu.
Niemiecki bilans nadal pozostaje wstępny. Najwięcej konkretnych informacji pochodzi obecnie z okolic Minden, Getyngi oraz pasa Hagenow–Zarrentin–Wittenburg. Ostateczna skala strat będzie znana dopiero po zakończeniu oględzin pól i zebraniu wszystkich zgłoszeń.
Oprac. Maria Khamiuk
