Przedstawiciele sektora mówią wprost o chaosie regulacyjnym. Jak podkreśla Radosław Knap ze Związku Przemysłu Weterynaryjnego POLPROVET, brak ustawy wykonawczej powoduje długotrwałą niepewność po stronie lekarzy weterynarii, hodowców, producentów i dystrybutorów leków weterynaryjnych. Przepisy unijne obowiązują, ale polskie regulacje nie zostały do nich dostosowane. W praktyce oznacza to, że wiele kluczowych kwestii – od zasad obrotu lekami, przez sprzedaż na odległość, po rozliczanie i dokumentowanie terapii – funkcjonuje na podstawie interpretacji, a nie jasnych, spójnych norm.
Konsekwencje tego stanu rzeczy odczuwają bezpośrednio gospodarstwa i firmy pracujące z trzodą, drobiem i bydłem. Brak pełnego wdrożenia rozporządzenia (UE) 2019/6 zaburza funkcjonowanie rynku weterynaryjnych produktów leczniczych i osłabia skuteczność nadzoru państwowego. W wielu przypadkach dostępność leków jest ograniczona, a tam, gdzie krajowe przepisy są nieprecyzyjne lub nieadekwatne, rośnie rola importu docelowego. Hodowcy mierzą się z niejednoznacznymi zasadami obrotu, a lekarze weterynarii – z ryzykiem różnych interpretacji tych samych norm przez poszczególne organy kontrolne.
Braki w systemie kontroli antybiotyków
Dodatkowym sygnałem ostrzegawczym stał się audyt Komisji Europejskiej przeprowadzony w Polsce w październiku 2024 r. Wykazał on m.in. braki w systemie kontroli stosowania niektórych antybiotyków oraz niewystarczające mechanizmy sankcyjne. To sygnał, że obecny model – oparty na częściowo "załatanych" przepisach – nie spełnia unijnych oczekiwań w obszarze bezpieczeństwa i odpowiedzialnego stosowania leków. Polskie władze odpowiedziały zapowiedzią podjęcia prac nad projektem ustawy w I kwartale 2026 r., jednak branża podkreśla, że bez natychmiastowego rozpoczęcia realnych prac legislacyjnych ten termin będzie czystą teorią.
W tym "dualizmie prawnym" – z jednej strony obowiązujące unijne rozporządzenie, z drugiej niedostosowane krajowe przepisy – działają dziś wszyscy uczestnicy łańcucha produkcji: od gabinetów weterynaryjnych, przez fermy i gospodarstwa, po hurtownie i producentów leków. Aleksandra Bieniek, radczyni prawna z kancelarii MOYERS, zwraca uwagę, że brak dostosowania lokalnych przepisów oznacza codzienne, bardzo praktyczne problemy: niepewność przy przepisywaniu i wydawaniu leków, rozbieżne podejście inspekcji, trudności z planowaniem inwestycji w nowe technologie czy systemy zarządzania zdrowotnością stada. W sytuacji, gdy inne państwa członkowskie mają już u siebie pełne ramy prawne pod rozporządzenie (UE) 2019/6, polscy producenci startują z gorszej pozycji.
Przewaga konkurencyjna
Tymczasem stawka jest wyższa niż "porządek w przepisach". W preambule rozporządzenia unijnego wyraźnie zapisano, że ramy regulacyjne dotyczące weterynaryjnych produktów leczniczych mają uwzględniać potrzeby przedsiębiorstw sektora farmaceutycznego i handel tymi produktami w obrębie Unii. W praktyce oznacza to, że kraj, który ma jasne, nowoczesne, zgodne z rozporządzeniem zasady, zyskuje przewagę konkurencyjną – łatwiej tam inwestować, łatwiej planować produkcję, a nadzór nad stosowaniem leków jest przewidywalny i przejrzysty.
Zobacz także: Ubój w gospodarstwie na użytek własny. Co musi wiedzieć rolnik?
Dla producentów świń, drobiu i bydła brak takiej ustawy może w niedługim czasie okazać się czynnikiem decydującym o być albo nie być na rynku. Wraz z zaostrzaniem unijnych wymogów w obszarze zdrowia publicznego, antybiotykooporności i bezpieczeństwa żywności, rola prawidłowego stosowania leków weterynaryjnych będzie rosła. Odbiorcy – zarówno sieci handlowe w UE, jak i partnerzy na rynkach trzecich – coraz częściej oczekują nie tylko jakości produktu, ale też pełnej zgodności z regulacjami i przejrzystości w dokumentacji leczenia zwierząt. Kraj, który ma "dziury" w przepisach, może być postrzegany jako bardziej ryzykowny partner.
Rysa na wizerunku branży
Wprost przekłada się to na konkurencyjność cenową i wizerunkową polskiego mięsa oraz produktów pochodzenia zwierzęcego. Tam, gdzie brakuje jasnych zasad, rośnie koszt zarządzania ryzykiem: więcej czasu na dokumentację, większa niepewność przy ewentualnych kontrolach, wyższe ryzyko sankcji czy kwestionowania partii towaru. Jednocześnie producenci z innych państw UE funkcjonują już w uporządkowanych, przewidywalnych warunkach i mogą koncentrować się na poprawie efektywności, innowacjach i rozwoju eksportu – a nie na "łapaniu równowagi" między krajowymi a unijnymi regulacjami.
Od 2020 r. Związek Przemysłu Weterynaryjnego POLPROVET systematycznie apeluje o uchwalenie ustawy dostosowującej polskie prawo do unijnych przepisów. Organizacja kierowała pisma m.in. do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Głównego Lekarza Weterynarii, ostrzegając przed konsekwencjami wejścia w życie rozporządzenia 2019/6 bez odpowiednich regulacji krajowych. W sierpniu 2024 r. Ministerstwo Zdrowia poinformowało o upoważnieniu Prezesa URPL do opracowania projektu ustawy, ale mimo tych deklaracji formalny proces legislacyjny wciąż nie ruszył. Z perspektywy producentów to stracony czas: każdy kolejny rok niepewności to rok przesuwającej się inwestycji, odkładanych decyzji i rosnącej przepaści względem konkurentów.
W obecnej sytuacji branża formułuje bardzo konkretne oczekiwania wobec decydentów:
- niezwłoczne uruchomienie procesu legislacyjnego i przedstawienie harmonogramu prac oraz konsultacji,
- powołanie międzyresortowego zespołu roboczego z udziałem wszystkich interesariuszy, w tym reprezentantów lekarzy weterynarii, hodowców zwierząt gospodarskich, producentów leków i przetwórców.
Jak podkreśla Robert Kaszyński, Prezes Związku Przemysłu Weterynaryjnego POLPROVET, tylko szybkie uchwalenie ustawy pozwoli na stabilne i zgodne z prawem unijnym funkcjonowanie rynku. Dla producentów świń, drobiu i bydła oznacza to coś więcej niż "porządek w przepisach": to podstawa do budowania przewagi konkurencyjnej na rynku europejskim i globalnym.
Jeżeli luka prawna będzie się dalej utrzymywać, brak tych przepisów może już w najbliższych latach stać się jednym z kluczowych czynników, które przesądzą o pozycji polskiej produkcji zwierzęcej w wyścigu o kontrakty, dostęp do nowych rynków i trwałą obecność w łańcuchach dostaw największych odbiorców. W świecie, w którym regulacje weterynaryjne coraz mocniej łączą się z polityką handlową, bezpieczeństwem żywności i reputacją całego kraju, gra toczy się nie tylko o zapisy w ustawie, ale o realny dostęp do rynku – dziś, jutro i za kilka lat.
