Coraz mniej jest w Polsce miejsc, w których bez problemów i protestów sąsiedzkich można postawić budynki inwentarskie. Jednak ta historia, ktora rozpoczęła się w 2020 r., kiedy inwestor Rafał Białek wraz z żoną Agatą rozpoczęli przygotowywanie raportu środowiskowego, jest nieco inna, bo budynki już stoją. Plany inwestycyjne wywołały lawinę protestów sąsiedzkich, bo gospodarstwo jest polożone we wsi, blisko zabudowań mieszkalnych i innych obiektów użyteczności publicznej.
– Nic o nas, bez nas – twierdzą zgodnie mieszkańcy Objezierza w powiecie obornickim, w którym mieszka obecnie nieco ponad 650 osób i nie ma ani jednego rolnika. Jest to typowa popegeerowska wieś, która ewoluowała w kierunku sypialni Obornik i Poznania.
– Potrzeba wsłuchać się w racje mieszkańców i argumenty, jakie przedstawiają. W postępowaniu głos mieszkańców w ogóle nie był brany pod uwagę. Największą wartość miał raport środowiskowy, który zlecił i za który zapłacił inwestor dla RDOŚ. Raport wykazał, że nic złego nie będzie się działo, a co będzie się działo, zostanie w granicach tych działek, co jest naszym zdaniem nieprawdą – mówi reprezentujący interesy mieszkańców Objezierza Grzegorz Zajączkowski.
Mieszkańcy najbardziej obawiają się towarzyszącego produkcji świń smrodu, much i hałasu oraz zwiększonego ruchu ciężarówek obsługujących fermę.
Gospodarstwo rodzinne
Białek jest rolnikiem z krwi i kości, a nie słupem, za którym stoi obcy kapitał – bo m.in. to zarzucają mu przeciwnicy chlewni, twierdząc, że za inwestycją stoi zagraniczny koncern.
– Wychowałem się w gospodarstwie, w którym ojciec utrzymywał ok. 30 loch w cyklu zamkniętym. Od 15 lat dzierżawię gospodarstwo w miejscowości Osowo Stare. Początkowo miałem tam tysiąc tuczników na kontrakcie z Agri Plusem, a z czasem zacząłem odchowywać dla tej firmy prosięta od odsadzenia do 30 kg m.c. W tej chwili utrzymuję ich ok. 6 tys. – mówi Białek, który ceni sobie doświadczenia z pracą w kontrakcie. Dzięki niej stabilnie zarabia, jednak na Objezierze ma nieco inny pomysł.
– W tej lokalizacji nie planowałem kontraktu, tu ma powstać tuczarnia zasiedlana krajowymi prosiętami przy współpracy z lokalnym producentem – przyznaje rolnik i dodaje, że w budynkach, które chce zaadaptować na tuczarnię, poprzedni dzierżawca jeszcze ok. 10 lat temu utrzymywał kilkaset sztuk bydła.
Raport był gotowy w 2022 r. i wtedy małżeństwo złożyło pierwotny wniosek o wydanie decyzji środowiskowej na inwestycję, polegającą na modernizacji budynków inwentarskich do hodowli świń w obsadzie 14 tys. zwierząt w Objezierzu.
– Trzeba podkreślić, że 14 tys., a potem 10 tys. tuczników to ogromna liczba. To jest obsada, a rocznie przez taki obiekt może przejść nawet 40 tys. świń. Potrzeba dialogu, inwestor mógł dużo wcześniej prowadzić konsultacje społeczne, spotykać się z lokalną społecznością i władzami gminy – uważa Mariusz Kozłowski – radny gminy Oborniki i sołtys Bogdanowa.
Zakaz hodowli świń!
Działając w imieniu mieszkańców sołtys Objezierza Renata Morka rozpoczęła starania o sporządzenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego już jesienią 2024 r.
– Takie rozwiązanie zasugerował mieszkańcowm sam burmistrz Obornik, który nawet w wypowiedziech publicznych informował, że to jedyna możliwość zablokowania mojej inwestycji – twierdzi rolnik. Do tej pory proponowane były już 4 plany miejscowego zagospodarowania przestrzennego, przy czym w ostatnim burmistrz chce całkowitego zakazu hodowli świń.
– To dla mnie skrajnie niekorzystne i sprzeczne z prawem, bo zakłada dopuszczenie chowu i hodowli zwierząt w ilości nie większej niż 40 DJP i, o zgrozo, wprowadza zakaz chowu i hodowli trzody chlewnej i norek – mówi rozgoryczony inwestor, mający duży żal do burmistrza jako organu, który w postępowaniu tym występuje jako organ merytoryczny i powinien kierować się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania, co zdaniem rolnika, w tym przypadku nie ma miejsca.
Burmistrz Obornik w wypowiedzi dla Radia Poznań, zadeklarował publicznie, że dołoży wszelkich starań, by inwestycja Białka nie doszła do skutku, użył nawet słów: po moim trupie. Udaliśmy się do urzędu gminy, gdzie przyjął nas jego zastępca – Piotr Woszczyk.
– Burmistrz pod wpływem presji społecznej zawarł takie informacje, jednak na obecnym etapie trudno jest przesądzać o sprawie, bo toczy się postępowanie. Strony spotkały się i miały możliwość konfrontacji, przy czym nie było otwartego konfliktu, ale zdania stron się różniły – mówi Woszczyk.
W lutowym wydaniu "top świnie" opisujemy szczegółowo ten spór. Zapraszamy do lektury.
Ten artykuł pochodzi z wydania top agrar Polska 2/2026
czytaj więcej
