Zaloguj
Strona główna>Artykuły>Prawo>Aktualności>

„Eskimos” wciąż nie płaci za jabłka. Resort rolnictwa musi się wytłumaczyć

Mimo obietnic i zapewnień firma „Eskimos” wciąż nie rozliczyła się za jabłka odebrane w ramach interwencyjnego skupu. Zdaniem Związku Sadowników ostatnie wypłacane transze nie przekraczały 30% należności i miały na celu tylko uspokojenie sytuacji. Resort rolnictwa został poproszony o przedstawienie wyjaśnień na najbliższym posiedzeniu Sejmu. 

wk27 marca 2019, 08:42
Z ostatnich zapowiedzi ministerstwa rolnictwa wynikało, że sprawa jest załatwiona i mimo opóźnień firma „Eskimos”, która była organizatorem rządowego „interwencyjnego skupu” jabłek należności, wobec sadowników i firm pośredniczących w akcji, wypłaci w ciągu kilku dni. Tak się jednak nie stało. Z informacji Związku Sadowników wynika, że wprawdzie na kontach wierzycieli pojawiły się przelewy, ale nie w pełnej wysokości. – Mamy sygnały, że zaczęli płacić, ale po 10-20% należności, maksymalnie 30%, czyli rzucają jakieś pieniądze, żeby uspokoić sytuacje – tłumaczy Mirosław Maliszewski prezes Związku Sadowników.

Firmy skupowe mają kłopoty

Zdaniem sadowników największe kłopoty mają firmy skupowe, które zdecydowały się na współpracę z „Eskimosem” i do tej pory czekają na wypłatę należności. Wiele z nich utraciła płynność finansową i teraz próbuje dochodzić swoich należności wobec kontrahenta. – Zaległości dotyczyły firm, które pośredniczyły w skupie owoców między sadownikami a „Eskimosem” ale zdarza się, że ci pośrednicy, którzy nie otrzymali pieniędzy od „Eskimosa” nie płacą sadownikom –mówi M. Maliszewski.

Sprawą zajmie się Sejm

Sprawą „interwencyjnego skupu” jabłek zajmował się już na poprzednim posiedzeniu Sejm, ale wszystko wskazuje na to, że także na zaczynającym się w przyszłym tygodniu posiedzeniu resort rolnictwa będzie zmuszony do tłumaczenie się ze sprawy. – Złożyłem wniosek, żeby na najbliższym posiedzeniu Sejmu na komisji rolnictwa rząd  przedstawiło informację dotyczącą skupu jabłek – informuje prezes Związku Sadowników.

Akcja skupu jabłek jednak ma jakiś efekt?

Nie zmienia to faktu, że ogólna ocena działań podjętych przez resort rolnictwa w związku z katastroficznie niskimi cenami skupu jabłek jest dobra. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach. – Sama interwencja jakiś skutek odniosła, bo zahamował spadek cen i spowodowała nawet ich lekki wzrost. Natomiast warunki i zasady były fatalne. Pomysł dobry a wykonanie było złe. Począwszy od wyboru firmy Eskimos. Dlaczego akurat ta firmy, która nigdy nie prowadziła żadnej działalności w zakresie jabłek. I w efekcie musiała zlecać usługi innym przetwórniom. Notabene też im nie zapłaciła za tą usługę. Akcja była uruchomiona też za późno – podsumowuje Mirosław Maliszewski.

Giełdowa spółka „Eskimos” miała skupić 500 tys. ton jabłek po cenie 0,25 zł za kilogram. Skup ruszył pod koniec października.  W sumie „Eskimos” zdjął z rynku 200 tys. ton jabłek. Na realizację zadania firma otrzymała państwowe gwarancje w wysokości 100 mln zł pod kredyt z Banku Ochrony Środowiska.  wk

Przewiń W GÓRĘ LUB KLIKNIj aby WRÓCIĆ DO STRONY GŁÓWNEJ