Nowe wytyczne KOWR wywołały burzę
Minister rolnictwa gasi kolejny pożar w KOWR, który powstał po upublicznieniu nowych wytycznych do organizacji przetargów na dzierżawę ziemi. Najwyraźniej centrala KOWR zamierza znacznie podnieść dochody z tego tytułu, rekomendując – choć nie wprost – ogłaszanie przede wszystkim przetargów licytacyjnych. Oznacza to w praktyce znacznie wyższe stawki uzyskiwane z licytacji niż z ofertówek. Rolnicy są wściekli.
Licytacje zamiast ofertówek?
Wytyczne określił w lutym Tomasz Ciodyk, zastępca dyrektora generalnego KOWR. Dotyczyć miały dzierżawy gruntów pochodzących z wygasających umów, które nie zostały wydłużone przez oddział KOWR. To np. ziemie z tzw. „trzydziestek”, czy wygasających obecnie umów zawieranych w 2016 roku. Wtedy weszły w życie wywalczone przez rolników zasady mające ograniczyć spekulację ziemią rolną i umożliwić także mniejszym rolnikom dostęp do ziemi. Po wielkiej rolniczej batalii (która rozpoczęła się w Zachodniopomorskiem), wprowadzono nowe zasady dzierżawy państwowej ziemi rolnej i wprowadzono dwie formy przetargów: obok licytacyjnych dodano pisemne ofertowe. Startować mogli w nich rolnicy indywidualni spełniający określone kryteria (np. prowadzący gospodarstwa w okolicy). Ustalony też został mechanizm określania stawek czynszu dzierżawnego w ofertówkach, uwzględniający klasę gleby i okręg podatkowy – w ofertówkach to w zasadzie czynsz ustalany urzędowo. Rolnik może zaproponować wyższy czynsz, ale nie jest to czynnik przesądzający o zwycięstwie w przetargu, bo liczą się też inne czynniki. Co innego w przetargach licytacyjnych: tu zwycięża ten, kto da więcej.
Nowe wytyczne z lutego nie mówiły wprost o zaniechaniu organizowania przetargów ofertowych, ale wprowadzały zasady, które w praktyce do tego by doprowadziły.
Dane KOWR: ogromna różnica w czynszach
Punkt wyjścia wytycznych był formalnie neutralny: ziemia z Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa ma być jak najszybciej ponownie wydzierżawiana, przede wszystkim rolnikom indywidualnym w drodze przetargów ograniczonych pisemnych lub licytacyjnych ustnych. Dyr. Ciodyk podkreślał, że obie formy przetargów są równorzędnymi formami rozdysponowania gruntów z zasobów Skarbu Państwa, ale… No właśnie – w praktyce dokument koncentruje się w zasadzie na jednym problemie: dużej rozbieżności między czynszami uzyskiwanymi w licytacjach i w ofertówkach
Z danych KOWR wynika, że w całym kraju w okresie II półrocze 2024 r. – I półrocze 2025 r. osiągnięty czynsz dzierżawny w licytacjach wyniósł średnio 16,54 dt/ha, a w ponad 400 przetargach ofertowych wyniósł średnio 4,87 dt/ha. Średni czynsz rynkowy wyniósł 17,6 dt/ha.
Wniosek jest jasny: stawki z licytacji skutecznie gonią rynek, a z ofertówek – nie. W domyśle: KOWR nie zarabia tyle, ile by mógł. Ponieważ generalnie w Polsce mamy do czynienia z głodem ziemi, stawki na licytacjach faktycznie szybują, odbiegając od stawek w ofertówkach, co – jak się okazuje – jest dla KOWR problemem.
Licytacje zamiast ofertówek?
Nowe wytyczne centrali KOWR ten „problem” miały zredukować, o ile nie zlikwidować. Wg nich pisemny przetarg ofertowy mógłby zostać ogłoszony tylko wtedy, gdy w danej wygasającej umowie czynsz wyliczony według rozporządzenia z 2016 r. nie jest niższy (czyli jest równy lub wyższy) od średniej stawki z ostatnich dwóch lat uzyskiwanej na przetargach KOWR na danym obszarze lub od średniej z rynku prywatnego. Jeśli czynsz jest niższy, oddział KOWR powinien skorzystać przy ponownym rozdysponowaniu gruntu po przetarg licytacyjny, który pozwala podnieść stawkę do poziomu wynikającego z konkurencji między rolnikami. Dodatkowo, jeżeli wcześniej za daną nieruchomość płacono wyższy czynsz niż wynikałoby to z aktualnych tabel, również rekomendowane jest zastosowanie licytacji.
W efekcie przetargi ofertowe, choć formalnie pozostawałyby równorzędnym trybem do licytacji, mogłyby być stosowane tylko w bardzo ograniczonym zakresie – tam, gdzie nie prowadziłoby to do obniżenia stawek poniżej poziomu rynkowego. Można przypuszczać, że takich sytuacji byłoby bardzo niewiele. Uzasadnieniem nowych wytycznych była konieczność przestrzegania zasad dyscypliny finansów publicznych i unikania zarzutu udzielania niedozwolonej pomocy publicznej poprzez zaniżanie czynszów. W rzeczywistości, jak się można domyślić, chodziło o wzrost przychodów KOWR.
Rolnicy: to uderzy w mniejsze gospodarstwa
Pismo wywołało w mediach społecznościowych prawdziwą burzę krytyki ze strony rolników. Na tyle gwałtowną, że sprawa doczekała się dość szybkiej reakcji ministra rolnictwa. W czwartek na stronie internetowej ministerstwa rolnictwa zamieszczony został komunikat, z którego wynika, że minister Stefan Krajewski polecił weryfikację tych wytycznych.
Na razie więc oficjalnie wytycznych nie ma, ale mleko się już jednak rozlało. Sprawa żyje własnym życiem, a wielu rolników wskazuje, że owe uchylone wytyczne były tylko formalnym przyklepaniem stanu faktycznego. Ich zdaniem od dawna preferowaną przez KOWR formą dzierżawy są licytacje, a nie ofertówki.
„To nie takie były ustalenia”
– Nie takie były ustalenia – mówi Marek Dambiec, rolnik z powiatu krapkowickiego na Opolszczyźnie – Ze spotkań z przedstawicielami KOWR i list, które rolnicy sporządzali, jasno wynikało, że przetargi będą w proporcji 70 do 30, z przewagą ofertowych pisemnych. Zdecydowana większość rolników tego chciała. A i tak mimo wcześniejszych ustaleń i konsultacji dominować zaczęły przetargi licytacyjne i mamy teraz proporcje 60 do 40 z przewagą licytacji. A teraz dodatkowo chcą właściwie zupełnie wycofać się z ofertówek. Te zmiany wprowadzono nagle, tuż przed rozdysponowaniem gruntów z „trzydziestek”, co tylko pogłębiło naszą frustrację. Wielu rolników u nas wciąż liczy na dostęp do ziemi na wcześniej uzgodnionych zasadach, czyli na zasadach i stawkach ustalonych dla przetargów ofertowych.
Kontrowersje wokół wyliczania stawek
A jak podkreśla Romuald Tański, prezes Warmińsko-Mazurskiej Izby Rolniczej, te ustalone zasady nie były przypadkowe.
– Te kryteria były z nami wypracowywane – mówi. – W 2015 roku uczestniczyliśmy w ich ustalaniu na poziomie województw. One uwzględniały specyfikę regionów, czyli zarówno dostępność ziemi, jak i realia ekonomiczne gospodarstw. Od lat obowiązują kryteria przetargów ofertowych, uwzględniające m.in. odległość od gospodarstwa czy intensywność produkcji i powinny być utrzymane. Podobnie czynsze, które w przetargach ofertowych były celowo powiązane z jakością gleby i utrzymywane na poziomie znacznie niższym niż w licytacjach, tak aby zapewnić opłacalność produkcji.
Jego zdaniem KOWR, jako państwowa instytucja, powinna wspierać rozwój gospodarstw, a nie maksymalizować czynsze, czyli swój zysk.
– Tam, gdzie jest duży głód ziemi, licytacje windują stawki do bardzo wysokich poziomów, nawet kilku ton z hektara. A później rolnicy mają problem z opłacalnością. To nie na tym powinno polegać gospodarowanie ziemią – podkreśla Tański.
Z kolei Emil Mieczaj, rolnik ze Szczecinka w Zachodniopomorskiem, członek Szczecineckiego Towarzystwa Rolniczego, zwraca uwagę na sposób, w jaki KOWR wylicza średnie stawki czynszów z przetargów licytacyjnych, o których mowa w piśmie z lutego. Jego zdaniem dane te są zawyżone, bo uwzględniają również przetargi zakończone formalnie, ale bez podpisania umowy.
– KOWR bierze do średniej także takie przypadki, gdzie w licytacji padają absurdalne kwoty, często wynikające z emocji czy konfliktów między rolnikami, a potem umowa nie jest podpisywana. Taki przetarg jest uznawany za „odbyty” i trafia do statystyk – tłumaczy rolnik. – W efekcie średnie czynsze wykorzystywane przez KOWR nie oddają realnego poziomu rynku, lecz są „sztucznie podbite”. To fałszuje rzeczywisty obraz i daje fałszywe uzasadnienie do podnoszenia stawek dzierżawnych.
Przyszłość dzierżawy państwowej ziemi pod znakiem zapytania
Tymczasem – według rolnika – pisemne przetargi ofertowe, szczególnie na terenie objętym działaniem OT KOWR w Koszalinie, pełniły szczególną rolę i były świadomie wykorzystywane do kształtowania struktury rolnictwa.
– To był wypracowany system, który premiował małych, młodych rolników i hodowców, a także lokalność, żeby ziemia trafiała do gospodarstw z regionu, a nie do „turystyki gruntowej” – mówi. – Analiza danych z poprzednich lat potwierdziła skuteczność tego modelu: ziemia faktycznie trafiała do mniejszych gospodarstw, które dzięki niższym czynszom mogły się rozwijać i inwestować. Odejście od przetargów ofertowych oznacza odejście od tej filozofii i sprowadzenie rozdysponowania ziemi wyłącznie do kryterium ceny.
Emil Mieczaj także uważa, że termin, w jakim ukazały się nowe wytyczne, nie jest przypadkowy.
– W koszalińskim oddziale KOWR w latach 2016–2017 przeprowadzono około 760 przetargów ofertowych i te umowy właśnie teraz się kończą lub będą kończyć, a więc będą przedłużane – zaznacza. – Sposób tego przedłużenia będzie miał kluczowe znaczenie dla przyszłości lokalnego rolnictwa.
Będziemy uważnie przyglądać się sprawie.
Arkadiusz Jakubowski
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
