Na 134 hektarach irlandzkiego gospodarstwa demonstracyjnego co roku odchowywanych jest 440 cieląt pochodzących ze stad mlecznych. Zwierzęta trafiają tu w wieku około trzech tygodni, korzystają z pastwiska przez większą część życia, a do uboju kierowane są w wieku 20–22 miesięcy. Gospodarstwo sprawdza, czy taki system może być opłacalny po uwzględnieniu pełnych kosztów pracy?
Gospodarstwo demonstracyjne Teagasc
Gospodarstwo prowadzi Teagasc – irlandzka państwowa instytucja zajmująca się doradztwem, badaniami, szkoleniami i edukacją rolniczą. Organizacja zatrudnia około 1500 osób. W finansowanie gospodarstwa zaangażowani są również przetwórcy mleka oraz firma Dawn Meats.
Założeniem jest praktyczne sprawdzenie ekonomiki odchowu cieląt mlecznych do produkcji wołowiny. Jak wyjaśnia Alan Dillon, koordynator programu DairyBeef 500 w ramach projektu Teagasc, gospodarstwo ma pokazać nie tylko wyniki produkcyjne, ale też pełne koszty prowadzenia takiego systemu.
– Chcemy sprawdzić, czy przy zatrudnieniu pracowników i dzierżawie gospodarstwa możemy osiągnąć zysk – mówi.
W ubiegłym roku po uwzględnieniu kosztów pracy gospodarstwo wypracowało około 170 tys. euro zysku netto. W kalkulacji nie uwzględniono dopłat unijnych ani kosztu dzierżawy, który pokrywa Teagasc.
Zobacz cały film z gospodarstwa poniżej! Reszta artykułu pod materiałem wideo
440 cieląt ze stad mlecznych
Każdej wiosny gospodarstwo kupuje 440 cieląt. Zwierzęta pochodzą od współpracujących hodowców bydła mlecznego. Są wśród nich między innymi angusy, herefordy, charolaise, limousiny, simentale oraz różne krzyżówki. Do opasu trafiają zarówno samce, jak i samice.
Cielęta przyjeżdżają w wieku około trzech tygodni. Do 12. tygodnia życia otrzymują preparat mlekozastępczy. Po odsadzeniu są wypuszczane na pastwisko, gdzie pozostają zazwyczaj do listopada.
– Współpracujemy z kilkoma hodowcami bydła mlecznego. Mamy wpływ na wybór buhajów używanych do inseminacji, a hodowcom gwarantujemy również minimalną cenę za cielęta – tłumaczy Delon.
Wszystkie samce są kastrowane. Wynika to ze specyfiki rynku, na którym preferowane są woły. Do uboju trafiają wtedy, gdy osiągną odpowiednią klasę otłuszczenia. W zależności od rasy następuje to zwykle między listopadem a marcem.
Angusy i herefordy dojrzewają wcześniej. Charolaise, limousiny i część cieląt fryzyjskich potrzebują więcej czasu. Różnice w tempie dojrzewania wpływają na długość końcowego opasu oraz koszty żywienia.
Pastwisko jako podstawa systemu
Gospodarstwo ma 134 hektary, z czego około 125 hektarów stanowią użytki zielone. Pozostałe 10 hektarów przeznaczono pod jęczmień. Większość dawki pokarmowej zwierzęta pobierają z pastwiska.
Pierwszej zimy bydło otrzymuje kiszonkę z traw oraz około 2 kg paszy treściwej dziennie. W lutym lub marcu, zależnie od warunków pogodowych, zwierzęta wracają na pastwisko. W drugim roku życia do sierpnia żywione są przede wszystkim trawą.
Od sierpnia gospodarstwo zaczyna wybierać sztuki przeznaczone do końcowego opasu. Jałówki są dokarmiane na pastwisku 4–5 kg paszy treściwej dziennie i mogą być kierowane do uboju pod koniec września lub na początku października. Woły, szczególnie później dojrzewające, trafiają na końcowy opas do budynków.
System wymaga wysokiej jakości runi i sprawnej organizacji wypasu. Na intensywnie użytkowanych pastwiskach stosowana jest głównie życica trwała z dodatkiem koniczyny białej. Koniczyna czerwona jest częściej wykorzystywana przy produkcji kiszonki.
Przyrosty decydują o wyniku
W odchowie cieląt celem jest uzyskanie około 0,7 kg przyrostu dziennie. W pierwszym sezonie pastwiskowym wynik powinien wzrosnąć do 0,8–0,9 kg dziennie. Podczas pierwszej zimy zakładany przyrost wynosi około 0,6 kg.
W drugim roku, od wiosny do początku lata, zwierzęta mogą osiągać 1,2–1,3 kg przyrostu dziennie. Gdy jakość trawy pogarsza się od lipca, tempo wzrostu spada do około 0,7–0,8 kg. Średni cel dla tego okresu to około 1 kg dziennie. W końcowym opasie w budynku zakłada się około 1,2 kg przyrostu dziennie.
– Nie można tracić na żadnym etapie życia zwierzęcia. Trzeba pilnować przyrostów od momentu zakupu cielęcia aż do uboju – podkreśla przedstawiciel Teagasc.
Najdroższy jest końcowy etap opasu. Późno dojrzewające zwierzęta mogą spędzać w budynku około 120 dni. Przy koszcie żywienia wynoszącym około 4 euro dziennie oznacza to około 500 euro na sztukę.
Cena wołowiny wysoka, ale cielęta drożeją
Obecna cena bazowa wołowiny w Irlandii wynosi około 6,60 euro/kg. Po uwzględnieniu premii za większe partie można uzyskać około 7 euro/kg. Dla porównania, jeszcze dwa lata wcześniej cena wynosiła około 5–5,10 euro/kg, a w ubiegłym roku chwilami dochodziła do 8 euro/kg.
Koszt produkcji w gospodarstwie oceniany jest na około 5,70 euro/kg, bez kosztu zakupu cielęcia. To właśnie zakup materiału do opasu jest dziś jednym z największych problemów.
Wiosną 2020 roku cielęta fryzyjskie kosztowały 50–100 euro. Obecnie ich cena wynosi 300–400 euro. Za cielęta angus i hereford trzeba zapłacić około 450–500 euro.
– Średnio za cielę płacimy około 450 euro, licząc zarówno lepsze, jak i słabsze sztuki. W ciągu dwóch lat ceny wzrosły o 200–250 euro za sztukę. W tym roku oznacza to dla gospodarstwa dodatkowe 100 tys. euro wydatków na zakup cieląt – wylicza Delon.
Wyższe ceny są korzystne dla hodowców bydła mlecznego, ale ograniczają marżę producentów wołowiny. Opłacalność zależy więc od utrzymania wysokich przyrostów, ograniczenia strat i szybkiego kierowania zwierząt do uboju.
Pastwiska wymagają stałej pracy
W gospodarstwie stosuje się intensywny system wypasu i stosunkowo wysokie nawożenie. Oprócz azotu mineralnego wykorzystywana jest koniczyna, a nawożenie obejmuje również fosfor i potas.
Teagasc zaleca odnawianie około 10% intensywnie użytkowanych pastwisk rocznie, czyli pełne odnowienie runi mniej więcej co dziesięć lat. Ważna jest również infrastruktura: podział kwater, drogi przepędowe, dostęp do wody i możliwość szybkiego przenoszenia zwierząt.
Irlandzkie warunki pogodowe nie zawsze sprzyjają wypasowi. W tym regionie roczna suma opadów sięga około 1,2 m. Na zachodzie kraju może dochodzić do 1,8 m, a na wschodzie wynosi około 900 mm.– Najczęściej problemem nie jest susza, ale nadmiar wody. Gleba szybko staje się podmokła, a wjazd na pola jest trudny. W 2023 roku bydło trzeba było sprowadzić z pastwisk już we wrześniu, ponieważ całe lato było bardzo mokre – wyjaśnia rozmówca.
Zdrowotność cieląt pod szczególną kontrolą
Jednym z wyróżników systemu jest ścisła współpraca z gospodarstwami mlecznymi już na etapie doboru buhajów i zakupu cieląt. Dzięki temu można wpływać na jakość zwierząt kierowanych do opasu oraz ograniczać ryzyko produkcyjne.
Drugim ważnym elementem jest profilaktyka zdrowotna. W ostatnich latach coraz większą wagę przywiązuje się do szczepień przeciwko chorobom układu oddechowego, szczególnie zapaleniu płuc.
– Szczepienia cieląt stały się powszechne, ponieważ obserwujemy coraz więcej problemów z chorobami układu oddechowego. W takich gospodarstwach jest to obecnie jedno z największych zagrożeń – zaznacza Delon.
System zależny od dopłat i rynku
Irlandzkie gospodarstwa wołowe są zazwyczaj niewielkie. Średnia powierzchnia gospodarstwa wynosi około 32 hektary. Dla wielu rolników dopłaty pozostają ważnym elementem dochodu, szczególnie w latach niższych cen wołowiny.
– W latach, gdy cena wołowiny jest wysoka, a cielęta nie są zbyt drogie, można prowadzić produkcję bez dopłat. Bywały jednak sezony, w których bez dopłat utrzymanie gospodarstwa było bardzo trudne – mówi przedstawiciel Teagasc.
Gospodarstwo demonstracyjne, dzięki większej skali i pełnemu rozliczaniu pracy, pokazuje, jak wygląda ekonomika opasu w warunkach irlandzkich. Wynik 170 tys. euro zysku netto potwierdza możliwości systemu, ale rosnące ceny cieląt szybko zmieniają rachunek.
Największe znaczenie mają dziś trzy elementy: cena zakupu, tempo wzrostu oraz długość końcowego opasu. Właśnie na nich opiera się dalsza obserwacja gospodarstwa. Kolejne sezony pokażą, czy przy wysokich kosztach zakupu cieląt i zmiennej pogodzie system utrzyma zakładaną rentowność.
Polecamy śledzenie całej serii reportaży z Irlandii TUTAJ

