„A co będzie jak mi nie wyjdzie?”. Każdy kto zaczynał przygodę z Rolniczym Handlem Detalicznym (RHD), miał wątpliwości, ale wszystko co nowe, inne i niszowe jest nieco przerażające. Jednak sprzedaż bezpośrednia to często jedyna przyszłość dla wielu małych gospodarstw i jedyne co może je uratować.
- Wóz, albo przewóz – tak też było w przypadku rodziny Sirych z Dynowa na Podkarpaciu. 9 lat temu ceny mleka były niskie i coraz trudniej było utrzymać się całej rodzinie.
Mogli rzucić rolnictwo, jak wielu i iść na etat, ale nie poddali się i znaleźli niszę w swojej okolicy. Teraz klienci pchają się drzwiami i oknami, a towaru zaczyna brakować dla licznego grona odbiorców, podobnie jak doby na produkcję, przetwórstwo i marketing.
20 krów, własne przetwórstwo i sprzedaż poza tradycyjnym skupem
Dorota i Michał z córką Natalią i synem Mateuszem w Dynowie na Podkarpaciu utrzymują 20 simentali mlecznych, a każdego dnia około 200 litrów mleka trafia do własnej serowarni. Kolejne 50–70 litrów sprzedają przez mlekomat, a sery, masło i śmietana trafiają do sklepów, restauracji, na bazarki i do klientów w całej Polsce. W gospodarstwie Michała Sirego mleko przestało być wyłącznie surowcem dla mleczarni — stało się podstawą własnej marki i sposobem na utrzymanie stabilności produkcji. Gospodarują na ok. 50 ha, utrzymują 20 krów mlecznych i około 20 sztuk młodzieży.
Zrezygnowali z HF-ów i postawili na simentale. Liczy się jakość mleka i długowieczność krów
Początkowo w oborze utrzymywano czerwono-białe hf-y. Po kilku latach gospodarze zdecydowali jednak, że w ich warunkach lepiej sprawdzi się inny model hodowli. W 2010 r. sprzedali dotychczasowe zwierzęta i zaczęli budować stado simentali, które kupowali głównie z gospodarstw położonych w Bieszczadach. Kluczowe były czystość rasy i jakość materiału hodowlanego.
– Nie nastawiamy się na maksymalną eksploatację krów. Ważniejsze są dla nas zdrowie, długowieczność i jakość mleka, bo to później przekłada się na przetwórstwo – podkreśla Michał Siry.
Średnia wydajność stada wynosi ok. 7 tys. litrów mleka rocznie od krowy. To poziom niższy niż w stadach ukierunkowanych wyłącznie na maksymalizację produkcji, ale gospodarze świadomie wybrali tę rasę. W oborze jest obecnie krowa w dziesiątej laktacji, a wcześniej zdarzały się sztuki, które osiągały nawet czternastą laktację.
Dobór genetyczny zwierząt Michał Siry prowadzi samodzielnie. Ukończył kurs inseminacyjny. W doborze nasienia buhajów zwraca szczególną uwagę na parametry mleka, przede wszystkim zawartość tłuszczu i białka. To właśnie te cechy mają znaczenie w serowarni.
– Stosujemy nasienie konwencjonalne i seksowane, zwłaszcza przy jałówkach. Byczki sprzedajemy zwykle po tygodniu, po prawidłowym odpojeniu siarą. Chętnych na cielęta tej rasy nie brakuje – mówi rolnik.
Własne pasze i pastwisko od maja. Kiszonkę z kukurydzy podają przez cały rok
Produkcja mleka opiera się przede wszystkim na własnej bazie paszowej. Sianokiszonka, kiszonka z kukurydzy i zboże pochodzą z własnych pól. Dzięki temu rodzina ogranicza zakupy podstawowych pasz z zewnątrz. Pasze zadawane są ręcznie, budynek ma wąski stół paszowy.
Od maja do października krowy korzystają z pastwisk. Rano wychodzą na cały dzień, a wieczorem wracają do obory na dój. W budynku każda sztuka ma swoje stałe stanowisko. Pastwisko uzupełnia dawkę, ale nie zastępuje całorocznego systemu żywienia opartego na paszach objętościowych.
– Kiszonkę z kukurydzy podajemy przez cały rok, a sianokiszonkę zwierzęta mają do woli. Śrutę zbożową krowy otrzymują w zależności od wydajności, do tego dochodzą koncentraty i dodatki mineralne – wyjaśnia gospodarz. Przy niewielkiej skali stada każda sztuka ma znaczenie, dlatego gospodarze nie chcą budować wyniku na krótkotrwałym, intensywnym użytkowaniu zwierząt.
300–350 litrów mleka dziennie. Tylko część nadal trafia do mleczarni
Gospodarstwo uzyskuje dziennie około 300–350 litrów mleka. Surowiec nie trafia jednak do jednego odbiorcy. Około 200 litrów dziennie jest przerabiane w serowarni, 50–70 litrów sprzedawane przez mlekomat, a pozostała część nadal trafia do mleczarni.
Taki podział pozwala zachować elastyczność. Mleczarnia pozostaje odbiorcą nadwyżek, ale to przetwórstwo i sprzedaż bezpośrednia decydują dziś o ekonomice gospodarstwa.
– Nie chcieliśmy rozwijać się wyłącznie przez zwiększanie liczby krów. Przy 50 czy 200 sztukach cena w skupie nie jest dużo wyższa. Nam zależało, żeby zostać przy tej samej liczbie krów – zaznacza Michał Siry.
Dój 20 krów zajmuje od półtorej do dwóch godzin. Wraz z zadawaniem paszy, podścielaniem i pozostałymi pracami przy stadzie poranny lub wieczorny obrządek trwa zwykle od dwóch do dwóch i pół godziny.
W starszej oborze część czynności nadal wykonuje się ręcznie. Są zgarniacze, które usprawniają utrzymanie czystości stanowisk, jednak zadawanie paszy nie zostało w pełni zmechanizowane. Inwestycje prowadzono stopniowo, korzystając z dostępnych programów wsparcia, ale także z kredytów.
Przy niskich cenach mleka postawili na mlekomat. Dziś sprzedają 50–70 litrów dziennie
Mlekomat działa w gospodarstwie już dziewiąty rok. Powstał w okresie silnego spadku cen mleka, kiedy sprzedaż surowca do mleczarni przestała dawać gospodarstwu poczucie bezpieczeństwa.
– Wtedy uznaliśmy z żoną, że musimy albo zacząć przetwarzać mleko, albo sprzedawać je bezpośrednio klientom. Pomysł na mlekomat znaleźliśmy w internecie, później pojechaliśmy zobaczyć, jak takie urządzenie działa w praktyce – wspomina rolnik.
Urządzenie ustawiono około 2 km od gospodarstwa, na terenie spółdzielni mieszkaniowej w Dynowie. Rodzina płaci czynsz za plac, a energię rozlicza z właścicielem pobliskiego budynku. Mlekomat pracuje przez całą dobę, dlatego stałe zasilanie jest niezbędne.
Zbiornik ma pojemność 200 litrów, lecz gospodarze zazwyczaj wlewają do niego około 100 litrów. Nie chcą zapełniać urządzenia do maksimum, ponieważ priorytetem jest świeżość. Mleko jest wymieniane wieczorem, więc klient kupuje produkt mający maksymalnie 24 godziny. Codziennie sprzedaje się 50–70 litrów mleka za 4 zł/l. Klientami są mieszkańcy Dynowa, okolicznych miejscowości, a także osoby przyjeżdżające z Rzeszowa. Po słabszym okresie w czasie pandemii Covid-19 gospodarze rozważali nawet zmianę lokalizacji, ale zdecydowali się przeczekać.
– Dziś sprzedaż jest stabilna i mamy wielu stałych klientów. Wiemy mniej więcej, ile mleka schodzi, dlatego możemy codziennie dostarczać świeży produkt, bez ryzyka, że zostanie na kolejny dzień – tłumaczy Michał Siry.
Mlekomatu nie planują rozbudowywać o sery, bo one zbywane są innymi drogami.
200 litrów mleka dziennie trafia do serowarni. Powstaje około 40 rodzajów sera
Drugim, a obecnie najważniejszym etapem rozwoju gospodarstwa było uruchomienie własnego przetwórstwa. Produkcja serów w ramach RHD zaczęła się sześć lat temu. Najpierw były próby na potrzeby rodziny i znajomych, później pojawili się pierwsi klienci.
– Ludzie zaczęli wracać po sery, polecać je innym i pytać o kolejne smaki. W pewnym momencie wiedzieliśmy, że nie da się tego dalej robić w domowej kuchni – mówi gospodarz.
Rodzina rozpoczęła produkcję w ramach RHD i stworzyła serowarnię. Na wyposażenie pozyskano 120 tys. zł dofinansowania. Zakupiono między innymi większy kocioł serowarski, pakowarkę próżniową i maselnicę.
Kocioł jest jednym z najważniejszych elementów wyposażenia, ponieważ automatyzuje część procesu i ułatwia obróbkę skrzepu. W warunkach gospodarstwa rodzinnego, bez zatrudnionych pracowników, każda oszczędność czasu ma duże znaczenie.
Dziś w serowarni powstaje około 40 rodzajów serów: podpuszczkowe, twarde i częściowo pleśniowe. Oferta obejmuje też masło, śmietanę oraz inne wyroby mleczne.
– Zainteresowanie jest duże i często po prostu nie wyrabiamy się z produkcją. Nie chcemy jednak zwiększać skali za wszelką cenę, bo przy obecnej liczbie produktów trzeba pilnować jakości i organizacji pracy – podkreśla Michał Siry.
Sery sprzedają w sklepach, na bazarkach i wysyłają w całą Polskę
Najczęściej sprzedawane są sery o masie 250–300 g, zwykle w cenie około 20 zł za sztukę. Sery podpuszczkowe kosztują około 55 zł/kg, wędzone około 80 zł/kg, a sery pleśniowe około 60 zł/kg.
Produkty są pakowane próżniowo, przebadane i bez konserwantów, ale z różnymi dodatkami np. z chilli, z czosnkiem, czarnuszką czy ziołami. Smak wyborny, bo próbowałam.
W lodówce mogą być przechowywane około dwóch tygodni. Naturalne zabezpieczenie stanowią odpowiednia technologia produkcji, solanka oraz właściwe warunki przechowywania.
Sprzedaż odbywa się wielokanałowo. Wyroby można kupić bezpośrednio w gospodarstwie, w pięciu sklepach, na lokalnych bazarkach oraz z dostawą wysyłkową. Rodzina regularnie pojawia się między innymi na bazarkach w Boguchwale, na bazarku w Parku Papieskim w Rzeszowie i na zielonym bazarku w Dynowie. Współpracuje też z hotelami i restauracjami.
Klasycznego sklepu internetowego gospodarze jeszcze nie prowadzą, głównie z braku czasu. Mimo to sery wysyłają do klientów z całej Polski — często do osób, które wcześniej spróbowały ich podczas wakacji albo na targowiskach. Sklepy odbierają towar nawet dwa razy w tygodniu.
– Największą wartością jest dla nas kontakt z klientem. Jeśli sklep odbierze 100 litrów mleka, a po dwóch dniach prosi o następną dostawę, to wiemy, że produkt rzeczywiście znajduje nabywców – mówi rolnik.
Dzień zaczynają o 4 rano. Nie chcą zwiększać stada za wszelką cenę
Produkcja mleka, serowarnia, mlekomat, sprzedaż na bazarkach i praca w polu wymagają dobrej organizacji. Gospodarstwo nie zatrudnia pracowników. Większość zadań wykonują Michał Siry i jego żona, wspierani przez rodzinę.
Żona zajmuje się głównie oborą, stadem i produkcją serów, natomiast Michał Siry odpowiada częściej za pracę maszynami oraz uprawy. Syn, uczeń piątej klasy technikum, coraz bardziej angażuje się w gospodarstwo i interesuje się ciągnikami. Kształci się także w kierunku odnawialnych źródeł energii, rozważa dalszy rozwój i naukę w kierunku rolnictwa.
– Dzień często zaczynamy o 4.00 rano, a kończymy o 23.00 albo nawet o północy. Pracy jest bardzo dużo, dlatego naszym celem nie jest dziś szybkie powiększanie stada, tylko utrzymanie tego, co już zbudowaliśmy – zaznacza gospodarz.
Przez około 15 lat rodzina uczestniczyła również w wystawach bydła. Dziś czasu jest mniej, ale nadal pojawiają się na wydarzeniach branżowych ze swoimi produktami. W Dynowie kierunek rozwoju jest już jasno określony - nie więcej mleka za wszelką cenę, lecz lepsze wykorzystanie własnego surowca.
Dzieci coraz mocniej wchodzą w gospodarstwo. Natalia pomaga w serowarni, Mateusz pracuje w polu
W gospodarstwie rodzice mogą liczyć na pomoc córki i syna. Natalia łączy naukę z pracą w rodzinnym gospodarstwie. Rozpoczęła studia pedagogiczne, rozwijając swoje zainteresowania i zdobywając wiedzę, która w przyszłości pozwoli jej realizować własne marzenia. Jednak kiedy tylko pozwala jej na to czas, z radością wraca do rodzinnego gospodarstwa, gdzie wspiera mamę w codziennej pracy w serowarni.
- Pomaga na różnych etapach powstawania naszych serów – od ich przygotowywania, przez ważenie i pakowanie, aż po staranne opisywanie gotowych produktów. Dba o to, by każdy ser był odpowiednio przygotowany i pięknie prezentował się przed naszymi klientami. Na jej barkach spoczywa również część działań marketingowych, dzięki którym możemy pokazywać naszą codzienną pracę, opowiadać historię gospodarstwa i dzielić się z innymi pasją do tworzenia naturalnych, tradycyjnych produktów - mówi Michał Siry. Mateusz więcej pomaga ojcu na polu, przy zbiorach pasz oraz już samodzielnie wykonuje wszystkie prace w polu, a tata nie musi się martwić, że coś jest niedopilnowane.
Choć przed nią własna droga i wiele planów na przyszłość, już dziś dokłada swoją cegiełkę do rozwoju gospodarstwa. Łączy młodzieńczą energię, świeże pomysły i kreatywność z pracowitością oraz przywiązaniem do rodzinnych wartości.
Natalia jest jedną z tych osób, dzięki którym to, co wspólnie tworzą, może się rozwijać i docierać do coraz większej liczby osób.
Przy 20 krowach, własnej bazie paszowej, mlekomacie i serowarni gospodarstwo Sirych stworzyło model, w którym produkcja zwierzęca, przetwórstwo i sprzedaż wzajemnie się uzupełniają. Jeśli popyt na sery nadal będzie rósł, to właśnie organizacja pracy, a nie liczba krów pozostanie tu największym wyzwaniem.
