Z wyraźnymi wzrostami cen na krajowym rynku mamy do czynienia już od paru tygodni, ale to właśnie pierwszy tydzień maja pokazuje nam, jak istotny jest wpływ mniejszej podaży połączonej z rosnącym eksportem. Te dwa czynniki, pomimo pojawiającego się spadkowego trendu w notowaniach pszenicy na giełdzie MATIF powodują rosnącą rywalizację o towar na krajowym rynku, za czym idą wzrastające ceny.
Giełda zaczyna odpuszczać
Przeniesienie giełdowych transakcji terminowych na pszenicy z maja, na sporo drożej wcześniej wyceniane notowania wrześniowe zaczyna skutkować tym, że giełda MATIF i na tym pierwszym dotyczącym nowego sezonu terminie zaczyna odpuszczać. Od początku maja mamy do czynienia z regularnymi obniżkami kursów pszenicy na wrzesień 2026 r. i w czwartek te kontrakty wyceniane są już tylko na 206,50 €/t.
Tak głębokie spadki giełdowych notowań na nowe zbiory oznaczają, że w ciągu tygodnia pszenica ze żniw 2026 r. potaniała na europejskiej giełdzie o 11 euro, co kompletnie nie współgra z tym co widzimy aktualnie na naszych polach i tym co dzieje się w krajowym handlu zbożami.
Ceny rosną, zboża nie chcą
Krajowy rynek jest jednak zupełnie innego zdania. Są oczywiście tacy skupujący, którzy ślepo podążają za MATIF-em i ceny obniżyli, ale generalnie, zwłaszcza u przetwórców i tych handlowców co wyczekiwali do ostatniej chwili wyczuwa się atmosferę podwyżek. Drożeje głównie pszenica i kukurydza, ale pozostałe zboża jakby wyczekują tylko chwili, by także pójść do góry.
Podaż bowiem jeszcze się zmniejszyła i trudno jest teraz mówić o jakimkolwiek handlu.– W ostatnich tygodniach było bardzo spokojnie, ale teraz ruch praktycznie ustał – słyszymy od obsługi magazynu położonego w centralnej Polsce. I nie jest to odosobniony przypadek. – Ruch jest taki jak był, dalej jest nieciekawie – mówi pracownik elewatora na Lubelszczyźnie. – Dostawyw ostatnich dniach mocno się ograniczyły, skup trochę sfolgował – słyszymy z młyna na Śląsku i podobnie jest tez w młynach na południu kraju i w woj. kujawsko-pomorskim.
U rolników panują minorowe nastroje, bo sytuacja z suszą na polach nie wygląda dobrze. Większość regionów wyczekuje na upragniony deszcz, którego wciąż jest niewiele, albo nie ma go wcale. Na wielu plantacjach zboża są zagłodzone poprzez brak wody utrudniające pobieranie nawozów i słabo rozkrzewione.
Nawet ci skupujący, którzy dotychczas na brak pracy nie narzekali informują o kompletnym wyciszeniu. – Słabo się teraz kupuje, bo rolnicy obserwują pola i uważają, że straty plonów będą już nieodwracalne. Pozostające zboże być może sprzedawać będą dopiero po nowych żniwach, gdy będą wiedzieć już co i ile zebrali, bo u nas w ciągu ostatnich dwóch miesięcy spadło może 5 l wody – informuje szef skupu na Kujawach.
Eksport większy
Pomimo ograniczonej podaży, eksport morski idzie całkiem nieźle. Jak informuje Sparks Polska od początku sezonu nasze porty załadowały 3 mln t pszenicy, o połowę więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego sezonu. W kwietniu br. załadunki pszenicy na eksport były niemal dwukrotnie większe niż przed rokiem.
Pszenica z dostawami do portów jednak też zaczyna tanieć, obecnie dla zawartości białka 12,5% oferty wynoszą ok. 840 zł/t, co przy wielu ofertach obowiązujących w kraju, jest często na pograniczu opłacalności płacenia za dłuższą ekspedycję, co mocno ogranicza portowy handel. Pomimo tego pojawiają się w portach kolejki spowodowane natężeniem dostaw w krótkim czasie.
Przyczyna leży oczywiście w ekonomii, bo przetrzymywanie zboża w przyportowych magazynach jest najzwyczajniej w świecie dużo droższe niż w magazynie sprzedającego, gdzie zwykle towar leży bez kosztów i czeka na gwizdek. I nie warto tu wysyłać w świat sygnałów, że nasze porty są zbyt mało wydajne, bo przy ekstremalnie kurczących się marżach winy należy upatrywać głównie w ostrej kontroli kosztów i logistyce.
Potrzebny towar idzie w górę
Ograniczenia podażowe już dają się we znaki przetwórcą i od razu widać reakcję podwyższania cen i z rozmów wydaje się, że to nie są ostatnie podwyżki. W tym tygodniu pszenica konsumpcyjna idzie do góry średnio o 4 zł, do 756 zł/t, a ceny w kraju wahają się pomiędzy 720–800 zł/t. Jeszcze bardziej drożeje pszenica paszowa, tu mamy wzrost o 5 zł do średniej 722 zł/t. Oferowane przez skupy ceny „paszówki” to dziś 660–800 zł/t, jak widać maksymalnie za pszenicę paszową płaci się podobnie do tradycyjnej „chlebówki”.
Pozostałe zboża po dwóch tygodniach podążania w gorę robią sobie przerwę, jakby zbierały siły do dalszych wzrostów. Jęczmień nadal ma cenę średnią 665 zł/t i jest skupowany po 590–740 zł/t. Pszenżyto pozostaje w granicach 580–710 zł/t i ze średnią 638 zł/t. Natomiast żyto nieznacznie staniało, średnia cena spadła o 3 zł do 575 zł/t, z utrzymującymi się ofertami w zakresie 500–640 zł/t.
Z tego marazmu pozostałych zbóż odcina się wyraźnie kukurydza, która drożeje w ciągu tego tygodnia o 12 zł, do średniej 782 zł/t. Oferty zakupu kukurydzy zaczynają się od 720, a kończą na 860 zł/t.
Na podwyżkach pozostałych zbóż zyskuje także owies, ale tu wzrosty są bardzo nieznaczne, bo wynosząc zaledwie 2 zł podnoszą średnią do 510 zł/t. Owies na krajowym rynku obecnie sprzedamy po 460–580 zł/t.
