– Gdybym miał nieograniczony dostęp do pofermentu, to wykorzystywałbym go na wszystkich swoich polach – mówi Wojciech Ślawski, dyrektor zarządzający spółką PoliEuro, powstałej w Nieżychowie niedaleko Piły po likwidacji PGR w 1998 r. Gospodarstwo uprawia 300 ha, z czego 200 stanowią dzierżawy z KOWR.
W Nieżychowie sieją pszenicę, pszenżyto, jęczmień zimowy i kukurydzę. Całość plonu trafia na sprzedaż. Rozwój produkcji zwierzęcej został zahamowany przed laty, z uwagi na stare budynki inwentarskie, które bez zgody konserwatora zabytków nie mogły zostać zmodernizowane.
– Poza tym gospodarstwo, a właściwie folwark, mieści się pośrodku wsi, więc odpuściliśmy – mówi.
Atrakcyjny nawóz
– Od trzech lat stosujemy poferment z oddalonej o trzy kilometry w linii prostej biogazowni w miejscowości Wysoczka. Mówię o tym nie bez powodu, bo to odległość transportu ma dziś największy wpływ na opłacalność – dodaje rolnik. Transport i rozlewanie tego zabiera wszelkie korzyści finansowe. Im dalej jest biogazownia, tym się to mniej opłaca.
– Współpraca z biogazownią oddaloną o 40 km nie ma najmniejszego sensu – podkreśla.
Na początku to spółka zarządzająca biogazownią szukała pól, gdzie mogliby wywozić poferment jako odpad w ramach tzw. pozwolenia R10. Dla rolnika było to bardzo korzystne, bo biogazownia brała na siebie całą odpowiedzialność i koszty. Odkąd poferment zakwalifikowano jako nawóz rolniczy, sytuacja się zmieniła i trzeba płacić, bo chętnych rolników przybywa, a jednym z jego atutów jest możliwość stosowania na polach przez cały rok z wyjątkiem czasu, gdy pola są zamarznięte lub pokryte śniegiem. Ten nawóz jest bogaty w azot i ma zasadowy odczyn – ok. 8,5 pH (ramka).
– Początkowo myślałem, że to wystarczy i nie będę musiał wapnować, ale to był błąd i szybo wróciliśmy do wapnowania. Nie zmienia to jednak faktu, że rośliny rosną po tym rewelacyjnie – mówi z uśmiechem rolnik. Koszt zakupu pofermentu jest relatywnie niski (1 zł/t), ale samo rozlewanie wykonywane przez zewnętrznego usługodawcę kosztuje. Zdarza się, że poferment przyjeżdża z oddalonej o 30 km drugiej biogazowni, wtedy stawka transportowa rośnie.
Strategia na poferment
Pod kukurydzę mniej więcej 3–4 tygodnie przed siewem dawka sięga 60 t/ha (750 zł/ha). To w zupełności zaspokaja wszystkie potrzeby rośliny.
– Zauważyłem jednak, że mimo wszystko warto podczas siewu podać nawóz startowy, choćby w dawce 50 kg/ha, co zapewnia roślinom lepszy wigor na starcie – dodaje. Zaraz po przejeździe na pole wkracza talerzówka lub kultywator, mieszając nawóz na głębokości 15–25 cm. Podobną strategię stosuje się tu także latem. Pod jęczmień ozimy aplikuje się 35 t/ha, pszenicę 40 t/ha, a rzepak 50 t/ha. To załatwia całość jesiennego nawożenia.
Rzepak na wiosnę nawożony jest nawozem mineralnym (tylko azot), dlatego że przejazd beczką mógłby spowodować zbyt duże straty roślin. Tego problemu nie ma w zbożach, gdzie szerokie koła powodują mniejsze szkody.
– Szerokość aplikatora jest mniejsza niż opryskiwacza w naszym gospodarstwie (24 m), dlatego beczką trzeba wjeżdżać między ścieżki. Musi być więc w miarę sucho, by nie ugrzęznąć – dodaje Ślawski. Rolnik docenia zastosowanie opartych na GPS rozwiązań, dzięki czemu aplikator nie robi nakładek podczas sąsiednich przejazdów i na uwrociach.
– Być może w tym roku spróbujemy pogłównego nawożenia pofermentem w kukurydzy, ale do tego potrzebna będzie beczka z węższymi kołami – zdradza. Uznanie budzi bardzo dobra organizacja nawożenia. Beczka nie opuszcza pola i zatrzymuje się tylko na tankowanie, a poferment na odcinku 3 km szybko dowożą aż trzy cysterny.
– Przy dobrej logistyce w ciągu doby są w stanie wywieźć tysiąc ton pofermentu – dodaje.
Ślawski podkreśla, że dobierając dawki pofermentu zwraca uwagę na ryzyko przekroczenia norm podania azotu w czystym składniku i ściśle trzyma się planów nawozowych. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że przy stosowaniu tego nawozu w ciepłe letnie dni, a nie zawsze można czekać do jesieni, część azotu mimo szybkiego wymieszania z glebą może się ulotnić.
W Nieżychowie nawożenie mineralne jest też potrzebne, np. gdy badania gleby lub łanu wskazują na miejscowe niedobory siarki albo magnezu.
– Uważam, że biogazownie powinny być zdecydowanie bardziej dostępne, najlepiej po jednej w gminie. Zapewniam, że poferment rozszedłby się momentalnie. Jest to bardzo dobry nawóz naturalny, efekt jest bardzo dobry, ale nie należy zapominać o wapnowaniu – mówi.
Niepewne plany
Ślawski obawia się, czy kończąca się za dwa lata umowa dzierżawy zostanie przedłużona, dlatego rozwija działalność gorzelni nie tylko w zakresie technologii i mocy produkcyjnych, ale również pod kątem turystycznym. To obiekt, który działa nieprzerwanie od 1885 roku. Ma piękne wnętrza, dlatego w przyszłości planuje umożliwić zwiedzanie obiektu ze ścieżką edukacyjną oraz spędzenie czasu na terenie gospodarstwa, czemu sprzyja pobliskie jezioro oraz stajnia, w której niebawem po latach przerwy pojawią się znów konie.
– W okresie międzywojennym w Nieżychowie hodowano konie rasy wielkopolskiej dla potrzeb Wojska Polskiego i bardzo mi zależy, by konie tu powróciły – zdradza.
Więcej o doświadczenia trzech naszych Czytelników, którzy stosują azot w trzech postaciach, tj. w granulowanych nawozach mineralnych, w formie płynnej oraz jako poferment z biogazowni przeczytasz w marcowym numerze top agrar Polska. Każdy z nich stawia na precyzję aplikacji, co przekłada się na niższe koszty, lepsze plony oraz dbałość o środowisko. Przeczytaj, a zaoszczędzisz!
