Bioasekuracja od lat pozostaje jednym z najważniejszych filarów bezpieczeństwa produkcji trzody chlewnej. W nowo powstających fermach wiele rozwiązań można przewidzieć już na etapie projektu: odpowiedni podział na strefy, ciągi komunikacyjne czy zaplecze sanitarne. Znacznie większym wyzwaniem są jednak obiekty starsze, często budowane w innych realiach technologicznych i dziś modernizowane pod kątem nowych wymagań.
Jak podkreślała Urszula Pałyska - zootechnik, przewagą nowych ferm jest możliwość planowania wszystkiego od podstaw.
– Na nowych obiektach, kiedy jesteśmy w fazie projektu, łatwiej jest zaplanować podział na strefy oraz nowoczesne rozwiązania, jeżeli chodzi o utrzymanie bioasekuracji – mówiła podczas VIII Forum Świnie.
Nie ma jednej matrycy dla wszystkich ferm
W przypadku starszych obiektów sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Wiele ferm funkcjonuje w układzie kilku oddzielnych budynków, pomiędzy którymi pracownicy przemieszczają się na zewnątrz. Często brakuje pomiędzy nimi korytarzy komunikacyjnych, a sam układ gospodarstwa nie sprzyja prostemu wdrażaniu nowych zasad.
Dodatkowym utrudnieniem jest to, że część takich obiektów była wcześniej wykorzystywana w innym kierunku produkcji, np. po bydle. To sprawia, że modernizacja pod kątem bioasekuracji wymaga nie tylko inwestycji, ale przede wszystkim bardzo uważnej analizy konkretnego miejsca.
– Nie ma jednolitej takiej siatki, matrycy bioasekuracyjnej, którą możemy nałożyć na każde gospodarstwo i mamy efekt – zaznaczała Pałyska.
To właśnie indywidualne spojrzenie na gospodarstwo decyduje o skuteczności wdrażanych rozwiązań.
– Da się to wdrożyć wszędzie, tylko trzeba z uwagą przyjrzeć się temu, jakie mamy wyzwania na danym obiekcie – mówiła zootechniczka.
Starszy obiekt też może być bezpieczny
Dostosowanie starszej fermy do zasad bioasekuracji nie polega wyłącznie na spełnieniu formalnych wymagań. Chodzi przede wszystkim o stworzenie systemu, który będzie działał w codziennej praktyce. To oznacza konieczność oceny ruchu ludzi, sprzętu i zwierząt, wyznaczenia stref oraz ograniczenia miejsc, w których może dojść do przenoszenia zagrożeń biologicznych.
Właśnie dlatego w starszych gospodarstwach tak istotne jest realne dopasowanie zasad do warunków technicznych obiektu. Rozwiązania muszą być możliwe do wdrożenia i przestrzegania przez pracowników każdego dnia.
Zmiana obuwia to podstawa
Jednym z najważniejszych elementów bioasekuracji pozostaje zmiana obuwia przed wejściem do budynków inwentarskich. W fermach rozproszonych, gdzie poszczególne budynki stoją oddzielnie, ten element nabiera szczególnego znaczenia.
– Jeżeli mamy budynki rozmieszczone osobno, nie mamy korytarzy, warto jest zastosować zmianę obuwia przed wejściem do każdego budynku – podkreślała specjalistka.
Urszula Pałyska zwracała przy tym uwagę, że nie każde rozwiązanie sprawdza się w każdych warunkach. Przykładem są maty dezynfekcyjne, które często traktowane są jako standardowy element zabezpieczeń. Ich skuteczność zależy jednak od właściwego użytkowania.
– Niekoniecznie stosujmy matę dezynfekcyjną, jeżeli nie mamy jej zadaszonej i nie bylibyśmy w stanie utrzymać środka dezynfekcyjnego w odpowiednim stężeniu – dodała Pałyska.
Trzy obowiązkowe filary bioasekuracji
Choć każde gospodarstwo wymaga indywidualnej oceny, Urszula Pałyska wskazała trzy elementy, które powinny być absolutnym standardem na każdej fermie. Pierwszym jest bezwzględna zmiana odzieży roboczej i obuwia przed kontaktem ze zwierzętami. To podstawowa bariera ograniczająca wniesienie patogenów do budynku.
– Nigdy nie wchodzimy z dworu do pomieszczenia ze zwierzętami w tych samych butach i ubraniach – zaznaczała zootechniczka.
Drugim filarem jest rozdzielenie strefy fermowej od części gospodarstwa związanej z uprawą pól i ruchem maszyn rolniczych. W praktyce oznacza to oddzielenie dróg przejazdowych oraz wykluczenie swobodnego przenikania się ruchu sprzętu polowego i ruchu związanego z obsługą chlewni.
Trzecim elementem jest dobrze przygotowany plan bioasekuracji, oparty na procedurach zrozumiałych dla wszystkich pracowników. Nawet najlepsze zasady nie będą skuteczne, jeśli okażą się zbyt skomplikowane lub niemożliwe do realizacji w codziennej pracy.
–Procedury, które wymyślamy, muszą być przystępne tak, żeby każdy rozumiał i był w stanie w godzinach pracy te procedury wykonać – podkreślała ekspertka.
