Były minister rolnictwa spotkał się w ubiegłym tygodniu z rolnikami we Wrześni (Wielkopolska). Podczas spotkania komentował aktualną sytuację w polskim rolnictwie. Zabrał także głos w sprawie rolniczych protestów, ich sensu i skutków.
Protestować trzeba, ale to nie wystarczy
Były minister rolnictwa wyraźnie podkreśla, że rolnicy nie mają innego wyjścia niż walczyć o swoje interesy. Jeśli przestaną protestować i przestaną zabierać głos, nikt nie będzie się z nimi liczył.
Jednocześnie dodaje, że same protesty nie rozwiązują problemu, jeśli za nimi nie idzie trwała siła polityczna, społeczna i organizacyjna.
Rolnicy są coraz słabszą grupą społeczną
Ardanowski uważa, że jednym z głównych powodów spadku skuteczności protestów jest zmiana struktury społecznej. Rolników jest coraz mniej, a ich znaczenie jako elektoratu maleje.
- Rolnicy muszą walczyć o swoje interesy, bo nikt inny tego za nich nie zrobi. Ale skutek protestów jest niewielki. Rolnicy przestali się liczyć jako istotna siła wyborcza. W Niemczech rolnicy stanowią około 1–2 proc. elektoratu. Kto się liczy z 1 proc. wyborców? Nikt - podkreśla były szef MRiRW.
Jego zdaniem podobny proces zachodzi również w Polsce.
Brak jedności osłabia polską wieś
Drugim wielkim problemem – według Ardanowskiego – jest brak jedności między samymi rolnikami. Często każdy sektor walczy o swoje indywidualnie:
- producenci zbóż osobno,
- hodowcy osobno,
- sadownicy osobno,
- producenci mleka osobno.
- Brakuje myślenia, że rolnictwo jest systemem naczyń połączonych. Ktoś mówi: „mam krowy, to co mnie obchodzi sadownictwo?”, „mam zboża, to co mnie obchodzi trzoda?”. A przecież padnie produkcja zwierzęca, to komu sprzeda zboże rolnik zbożowy? - pyta retorycznie szef prezydenckiej Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich.
Tymczasem rolnictwo jest systemem naczyń połączonych. Upadek jednego sektora szybko odbija się na innych. Jeśli zniknie produkcja zwierzęca, ucierpi rynek pasz i zbóż. Jeśli padnie przetwórstwo, ucierpią producenci surowca.
Protest jako sygnał alarmowy
Były minister nie deprecjonuje protestów. Uważa je za potrzebne i często konieczne, bo pełnią funkcję alarmową. Pokazują władzom, że sytuacja na wsi jest graniczna.
Jednak sam protest – bez pomysłu, organizacji i zaplecza – nie zmienia systemu. Dlatego tak ważne jest budowanie trwałych struktur reprezentacji rolników i szukanie realnego wpływu na politykę.
- W Europie nie widzę dziś żadnej poważnej refleksji. To, co przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wyglądało na ustępstwa wobec rolników, było tylko na pokaz. Po wyborach Ursula von der Leyen jasno zapowiedziała przyspieszenie Zielonego Ładu i polityki klimatycznej - ocenia Jan Krzysztof Ardanowski.
Rolnicy muszą być słyszalni
Ardanowski podkreśla, że jeśli rolnicy zrezygnują z nacisku i aktywności, ich problemy jeszcze szybciej zostaną zepchnięte na margines. W jego ocenie protest nie jest celem samym w sobie, ale musi pozostać ważnym narzędziem walki o wieś.
- Dlatego, jeśli nie mamy wpływu na Brukselę, musimy prowadzić twardą politykę narodową. Oczywiście jesteśmy w Unii Europejskiej i pewne ramy nas obowiązują, ale państwo polskie musi bronić własnego rolnictwa narzędziami krajowymi. Inaczej to rolnictwo upadnie - przekonuje były minister rolnictwa.
Bartłomiej Czekała
