Rynek zbóż
W zbożach za wcześnie na ocenę
W tym sezonie zboża zareagowały na suche warunki i słabe pobieranie nawet podanych składników pokarmowych, a przecież i w tym zakresie pojawiają się oszczędności. Zboża są słabo rozkrzewione, na szczęście temperatury po Majówce przyhamowały i wracają warunki tradycyjnie panujące w naszym klimacie.
Jeszcze deszczu poprosimy. Jest jeszcze druga strona medalu, bo rzadkie łany są mniej podatne na zagrzybienie i to może delikatnie wesprzeć plonowanie, a mniejsza liczba kłosów, gdyby wystąpiły teraz opady może spowodować pełniejsze późniejsze wypełnienie ziarna na plantacjach, które i tak mniej nawozu dostały i lepsze jego parametry.
O parametrach i plonach jest jednak mówić za wcześnie, bo weszlibyśmy w nadmierną fazę gdybania. Jeszcze wiele może się wydarzyć, czynnikiem dającym jeszcze szansę naszym zbożom jest opóźniona wiosna, choć już dziś możemy powiedzieć, że zarówno u nas, jak i na całym świecie o rekordowych zbiorach możemy zapomnieć.
A to, przy nadal rosnącej i rekordowej konsumpcji daje szansę na samoregulację rynku i wyższy poziom cen pszenicy na zakończenie tego i na starcie nowego sezonu. O tym co będzie potem zadecydują efekty plonów pochodzących z europejskich, w tym naszych pól.
Więcej o przyszłości rynku i cenach zbóż mówić będziemy na VIII Ogólnopolskiej Giełdzie Rzepaczano-Zbożowej
Rynek rzepaku
W rzepaku już raczej jasne
Inaczej jest w naszym rzepaku, tutaj pola wyraźnie pokazują, że nowy sezon będzie pod znakiem walki o surowiec. Większość plantacji już zakwitła i często mamy do czynienia z roślinami mającymi pół metra wysokości, a pomiędzy słabo rozgałęzione pędy można postawić nogę wręcz nie depcząc roślin. Dodatkowo można zobaczyć degenerujące pod wpływem lekkich przymrozków kwiatki i popękane łodygi. Z takiego rzepaku, choćby nasionka były potem grube niczym groch, plonu nie będzie.
Takie efekty widzimy na zachowanych plantacjach, a przecież początek maja jest ostatnim terminem siewu kukurydzy i ten fakt powoduje, że na pasie wschodnim kraju od Elbląga, poprzez Podlasie, po Lubelszczyznę i Podkarpacie rolnicy widząc słabo rokujące plantacje rzepaku obecnie talerzują je i przesiewają kukurydzą.
I jak zwykle jest to dobra informacja i zła. Dobra, bo tym u których rzepak na polach pozostał, ten sezon może poskutkować lepszą opłacalnością, a zł, bo wczesny sygnał, że rzepaku będzie mniej już dziś ustawia przetwórców w kolejkach do poszukiwania surowca poza granicami kraju. Tu jednak koło się zatacza i poszukiwanie rzepaku powodować będzie wzrost ich cen i tym samym to nasze pola mogą spowodować wzrosty giełdowych notowań.
Niech tylko ta sytuacja na Bliskim Wschodzie się uspokoi, bo to co dzieje się na rynku paliwowy nie jest przecież normalne, a rzepak mocno na każdy ruch reaguje. Choć i to może nieco chronić nasz rynek, bo import obciążą większe koszty transportu i zawsze krajowy surowiec będzie tańszy.
Kursy walut
Waluta też zależna od rolników?
Złotówka ostatnio znów się umocniła, a szef NBP jest dumny, z polityki banku centralnego, która powoduje, że mieścimy się w celu inflacyjnym.
Za jedno z zagrożeń rosnącej inflacji wskazuje on niski poziom cen żywności, które pod presją poprawy sytuacji w rolnictwie mogą rosnąć. Wydaję się więc, że z założenia ceny płodów rolnych wzrosną, co spowoduje większą inflację, a ta może wpłynąć na osłabienie złotego. Rolnik to jednak potęga.
Juliusz Urban
