Podczas debaty "Wspólna Polityka Rolna po 2027 roku. Jak to zrobić?", zorganizowanej w Senacie, eksperci zgodnie przekonywali, że jednym z najważniejszych kryteriów przyszłego wsparcia może stać się zdolność gospodarstw do zatrzymywania wody i budowania odporności na zmiany klimatu.
Nie chodzi już tylko o dopłaty
Prace nad nową Wspólną Polityką Rolną na lata 2028–2034 dopiero nabierają tempa, jednak kierunek zmian zaczyna być coraz bardziej widoczny.
Zamiast koncentrować się wyłącznie na rekompensowaniu strat spowodowanych suszą czy innymi kryzysami, przyszły system wsparcia ma w większym stopniu zachęcać do działań, które ograniczą skutki tych zjawisk jeszcze zanim się pojawią.
Oznacza to odejście od myślenia o dopłatach wyłącznie jako wsparciu dochodów na rzecz finansowania rozwiązań zwiększających odporność gospodarstw.
Liczyć się będą efekty, a nie samo wydawanie pieniędzy
Debatę otworzył dr Jerzy Plewa, były dyrektor generalny Komisji Europejskiej ds. Rolnictwa i Rozwoju Obszarów Wiejskich. Jak podkreślił, po 2027 roku Wspólna Polityka Rolna stanie się testem strategicznego wykorzystania środków publicznych.
Najważniejsze pytanie nie będzie już brzmiało, ile pieniędzy udało się wydać, lecz jakie efekty udało się dzięki nim osiągnąć – gospodarcze, środowiskowe i społeczne.
Plewa zwrócił uwagę, że polskie rolnictwo znajduje się dziś pod presją wielu czynników, ale jednym z najważniejszych pozostaje deficyt wody.
– Deficyt wody dotyka znaczną część Unii Europejskiej, a Polska jest szczególnie wrażliwa na suszę i niską retencję – przyznał ekspert.
Jednocześnie zaznaczył, że płatności bezpośrednie nadal będą potrzebne jako stabilizator dochodów. Powinny jednak w coraz większym stopniu wspierać rozwój gospodarstw i ich odporność na kryzysy.
Wśród najważniejszych priorytetów wymienił retencję wody, poprawę jakości gleb, zarządzanie ryzykiem oraz współpracę producentów.
Czy kolejne zbiorniki retencyjne wystarczą?
Najbardziej dyskusyjną tezę przedstawił dr inż. Mikołaj Troczyński z WWF Polska. Jego zdaniem w naszym kraju zbyt często myśli się o wodzie dopiero wtedy, gdy jej zaczyna brakować. Tymczasem kraj korzysta wyłącznie z wody pochodzącej z opadów, dlatego najważniejszym zadaniem jest zatrzymanie jej tam, gdzie spada.
– W Polsce mamy wodę wyłącznie z deszczu. Nie mamy monsunów, nie mamy lodowców, dlatego tą wodą musimy gospodarować, która nam spada z nieba – wyjaśnił.
Ekspert przypomniał, że straty powodowane przez niedobory wody sięgają od 3 do 11 mld zł rocznie, a ponieważ ponad połowę powierzchni kraju stanowią użytki rolne, sposób gospodarowania wodą przez rolników ma znaczenie dla całej gospodarki.
Jego zdaniem przyszła WPR powinna przede wszystkim wspierać rozwiązania zwiększające naturalną retencję.
– Należałoby odejść od kultu zbiorników retencyjnych (...). Przede wszystkim powinno być zatrzymywanie wody w miejscu opadu – mówił.
Dopiero w dalszej kolejności – jak przekonywał – powinno się inwestować w kosztowne zbiorniki retencyjne. Znacznie większe znaczenie mają działania poprawiające strukturę gleby, ograniczające odpływ wody czy wspierające renaturyzację mokradeł i cieków wodnych.
Od rekompensat do zapobiegania
Podobny kierunek zmian wskazywali pozostali uczestnicy debaty. Dr Justyna Zwolińska z Koalicji Żywa Ziemia zwróciła uwagę, że polityka rolna zbyt często koncentruje się na łagodzeniu skutków zmian klimatu zamiast usuwać ich przyczyny.
– Jeżeli w którymś momencie ekosystem przestanie być wydajny, to nie będzie produkcji rolnej – stwierdziła.
Jej zdaniem nawet najbardziej zaawansowane technologie nie zastąpią zdrowej gleby i dobrze funkcjonujących ekosystemów.
Z kolei Aleksandra Król z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków przekonywała, że rozwiązania oparte na przyrodzie nie tylko skuteczniej ograniczają skutki suszy, ale są również tańsze od wielu inwestycji technicznych. Dlatego to właśnie one powinny być traktowane priorytetowo przy projektowaniu nowego systemu wsparcia.
Mniej biurokracji, więcej rezultatów
W dyskusji dużo miejsca poświęcono również uproszczeniu zasad korzystania z funduszy unijnych.
Joanna Gierulska, była wiceprezes ARiMR przekonywała, że prawdziwe uproszczenia nie powinny oznaczać rezygnacji z celów środowiskowych. Administracja powinna natomiast szerzej wykorzystywać dane, cyfryzację i automatyzację, aby ograniczyć formalności oraz lepiej oceniać efekty prowadzonych działań.
Jednym z proponowanych rozwiązań jest tworzenie jednego planu dla całego gospodarstwa. Dzięki temu rolnik mógłby jednocześnie realizować działania dotyczące retencji wody, poprawy jakości gleby, ochrony bioróżnorodności czy dobrostanu zwierząt, zamiast rozliczać każde z nich oddzielnie.
Co to oznacza dla rolników?
Choć ostateczne decyzje dotyczące Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2028–2034 jeszcze nie zapadły, z debaty wyłania się wyraźny kierunek. Eksperci nie postulują odejścia od wsparcia dochodów rolników. Coraz mocniej podkreślają jednak, że publiczne pieniądze powinny jednocześnie zwiększać odporność gospodarstw na zmiany klimatu.
Jeżeli ten sposób myślenia zostanie uwzględniony podczas przygotowywania nowego Planu Strategicznego WPR, większego znaczenia mogą nabrać inwestycje poprawiające retencję wody, jakość gleb i odporność krajobrazu rolniczego.
To właśnie one – obok produkcji żywności – mogą stać się jednym z najważniejszych kryteriów przyszłego wsparcia.
Krzysztof Zacharuk
