Zapraszamy do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu "Czekał(a) na Urbana, czyli rynkowy last minute"!
Pszenica, kukurydza i paszówka w górę. Co dzieje się na rynku zbóż?
Na krajowym rynku zbóż drugi tydzień z rzędu widać podwyżki. Jak mówi dr Juliusz Urban w podcaście „Czekał(a) na Urbana, czyli rynkowy last minute”, wzrosty są wyraźne zwłaszcza w pszenicy, paszówce i kukurydzy.
Średnia cena pszenicy konsumpcyjnej wzrosła w tym tygodniu o 3 zł/t, po wcześniejszym skoku o 8 zł/t. Obecnie wynosi 734 zł/t, a oferty w skupach mieszczą się w przedziale 690–790 zł/t.
Jeszcze mocniej rośnie pszenica paszowa. W tym tygodniu zyskała średnio 8 zł/t, a tydzień wcześniej 9 zł/t. Dziś jej średnia cena to 700 zł/t, przy widełkach 650–780 zł/t.
Na plusie jest też kukurydza, która podąża śladem pszenicy. Jej średnia cena wzrosła o 10 zł/t w tym tygodniu i o 2 zł/t w poprzednim. Dziś wynosi 730 zł/t, a oferty skupowe mieszczą się w granicach 670–810 zł/t.
Nieco spokojniej zachowują się pozostałe zboża:
- jęczmień: średnio 660 zł/t, widełki 590–730 zł/t,
- pszenżyto: średnio 624 zł/t, oferty 580–660 zł/t,
- żyto: średnio 573 zł/t, oferty 520–620 zł/t.
Na minusie pozostaje natomiast owies, którego średnia spadła do 506 zł/t, przy cenach 460–580 zł/t.
Dlaczego ceny zbóż rosną? MATIF, porty i droższy transport
Zdaniem dr. Juliusza Urbana obecne podwyżki nie są przypadkowe. Głównym impulsem pozostają wzrosty notowań pszenicy na MATIF-ie.
– Pszenica wydaje się na dłużej usytuowała się powyżej 200 euro za tonę, dziś nawet zaczyna zbliżać się do 210 euro za tonę – wskazuje ekspert.
Problem w tym, że część tych wzrostów rolnikowi „zjada” logistyka. Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie podrożał transport, napędzany wyższymi cenami ropy.
– Handlowcy z centralnej Polski mówią, że transport od wybuchu wojny podrożał o 10–15 zł/t – podkreśla Urban.
Porty za pszenicę 12,5% białka płacą dziś około 835 zł/t, a przy lepszych warunkach nawet 850 zł/t. W kraju pojawiają się już także oferty młynów na poziomie 750–770 zł/t, a miejscami nawet 790 zł/t.
Jednak to nie oznacza, że rynek będzie rósł bez końca.
– Nie wszystkie młyny tak drogo i chętnie pszenicę kupują i to może być hamulcem dla dalszych podwyżek – zaznacza dr Urban.
Czy ceny zbóż jeszcze wzrosną? Ekspert ostrzega przed korektą przed żniwami
Na razie rynek zbóż pozostaje mocny, ale eksperci nie wykluczają, że im bliżej żniw, tym większe ryzyko korekty.
Zdaniem dr. Urbana w ostatnich tygodniach ważną rolę odegrały firmy paszowe, które zaczęły aktywniej kupować surowiec.
– To firmy paszowe zdecydowały się na większe podwyżki, żeby mocniej się zaopatrzyć – mówi.
Jednocześnie zaznacza, że ten efekt może być krótkotrwały. Jeśli po pracach polowych rolnicy ruszą ze sprzedażą, a kupujący ograniczą zakupy lub wydłużą terminy dostaw, rynek może się schłodzić.
– Na razie korekt się nie spodziewam, ale im bliżej żniw mogą one stawać się realne – ocenia ekspert.
Rzepak: wzrosty wyhamowały, a nerwowość jest ogromna
Na rynku rzepaku sytuacja jest jeszcze bardziej nieprzewidywalna. Ceny wzrosły, ale zdaniem dr. Urbana ten trend może nie być trwały.
Średnia cena rzepaku w tym tygodniu wzrosła o 11 zł/t, a w ciągu dwóch tygodni o 41 zł/t. W firmach handlowych ceny wynoszą dziś od 2030 do 2200 zł/t, a u przetwórców od 2130 do 2260 zł/t bez dopłat.
Jednocześnie notowania rzepaku są bardzo rozchwiane.
– To, co działo się ostatnio z notowaniami rzepaku, które raz wzrosły o 12 euro, a za parę dni spadły o 13 euro, jest naprawdę nieprzewidywalne – mówi dr Urban.
Ekspert porównuje obecną sytuację nie do „zębów piły”, jak kiedyś, lecz wręcz do „zębów na grzebieniu”.
I stawia dość jasną tezę:
– Nie wierzę, żeby rzepak w dłuższej perspektywie utrzymywał się powyżej 500 euro za tonę – ocenia.
To oznacza, że w średnim terminie spadki cen rzepaku wydają się bardziej prawdopodobne niż dalsze trwałe wzrosty.
Nawozy azotowe już podrożały o 80–100 zł/t. I to może nie być koniec
Najbardziej niepokojące sygnały płyną dziś jednak z rynku nawozów. W podcaście gościł Piotr Zarosiński, prezes GoudenKorrel, od lat związany z handlem nawozami i zarządzaniem w tej branży.
Jak podkreśla, po wybuchu konfliktu gwałtownie wzrosły ceny surowców energetycznych, a zwłaszcza gazu.
– Przed wojną gaz kosztował około 36 euro za MWh. Dzisiaj kształtuje się na poziomie 50 euro za MWh – mówi Zarosiński.
To natychmiast przełożyło się na ceny nawozów azotowych w Polsce.
– Producenci nawozów w Polsce podnieśli ceny nawozów azotowych o 80–100 złotych, może odrobinę więcej. Gdyby przeliczyć wzrost ceny gazu na cenę nawozu, ta podwyżka powinna być jeszcze wyższa – zaznacza.
Ekspert nie ma złudzeń: producenci i tak podnoszą ceny ostrożnie, bo muszą brać pod uwagę fatalną opłacalność produkcji rolnej i ograniczoną akceptację rynku.
Rolnicy czekali na spadki cen nawozów. Dziś ustawiają się w kolejkach
Zarosiński zwraca uwagę na jeszcze jeden problem: wielu rolników nie było przygotowanych zakupowo nawet na pierwszą dawkę azotu.
– Bardzo wielu rolników kupuje dziś nawozy azotowe na pierwszą dawkę. To nie powinno mieć miejsca – mówi.
I dodaje wprost:
– Wszyscy czekali na to, że może ceny spadną. No nie spadną – podkreśla.
Dystrybutorzy sygnalizują, że po wybuchu wojny przed ich bramami ustawiały się kolejki. To pokazuje, jak niski był poziom wcześniejszego zabezpieczenia gospodarstw w nawozy.
Zdaniem prezesa GoudenKorrel podwyżki do końca sezonu są praktycznie nieuniknione.
– Zakładam, że producenci będą chcieli jeszcze odrobinę ceny podwyższać. To bardziej kilkadziesiąt złotych, a nie kilkaset, ale podwyżki do końca sezonu są nieuchronne – ocenia.
Nie tylko azot. Drożeć mogą także fosfor, potas i nawozy NPK
Wzrosty nie dotyczą wyłącznie nawozów produkowanych z gazu. Rosnące ceny ropy i transportu podnoszą koszty w całym łańcuchu dostaw, dlatego presja cenowa obejmuje praktycznie wszystkie grupy nawozów.
– Wszystkie nawozy mają szansę na wzrosty cen. Nie dlatego, że wszystkie są produkowane z gazu, ale dlatego, że drastycznie wzrosły koszty transportu – wyjaśnia Zarosiński.
Jego prognozy są jednoznaczne:
- azot – jeszcze lekko w górę,
- fosfor – również w górę,
- potas – stabilizacja lub niewielki wzrost,
- NPK – także wzrosty.
Szczególnie mocno rynek może odczuć drożejącą siarkę.
– Ceny siarki wzrosły o prawie 100 proc., więc nawozy z siarką też pójdą do góry – zaznacza ekspert.
Mocznik może być towarem deficytowym. „W Polsce chyba go nie będzie”
Jedna z najmocniejszych tez pada przy okazji mocznika. Według Piotra Zarosińskiego jego cena wzrosła już o około 20 proc., a przy takich poziomach import może być mocno ograniczony.
– Myślę, że tak należy szacować wzrost ceny mocznika. To bardzo dużo. I tego mocznika w Polsce chyba nie będzie – mówi.
Jak tłumaczy, przy obecnych cenach mało kto zdecyduje się na duże zakupy tego nawozu na polski rynek.
– Jakieś małe ilości może tak, ale duże? Nie sądzę – dodaje.
To szczególnie ważna informacja dla gospodarstw planujących strategię nawożenia na kolejny sezon.
Ceny zbóż nie nadążają za kosztami. Nożyce znów się rozwierają
Największy problem rolników polega dziś na tym, że choć ceny zbóż ruszyły w górę, to nie kompensują wzrostu kosztów środków produkcji.
– Nożyce się rozwierają i te proporcje są zachwiane. Nie są najlepsze – przyznaje Piotr Zarosiński.
W praktyce rolnicy znów stają przed trudnym wyborem:
- ograniczyć nawożenie i pogodzić się z niższym plonem,
- albo utrzymać dawki i liczyć, że ceny skupu w kolejnym sezonie będą wyższe.
Ekspert zaznacza, że przy nawozach NPK zużycie może jeszcze spaść, ale w przypadku azotu przestrzeń do dalszych cięć jest coraz mniejsza.
– Nie ma takiej przestrzeni, żeby w nieskończoność obniżać nawożenie mineralne – podkreśla.
Czy nawozy mogą jeszcze stanieć? Ekspert wskazuje tylko jeden możliwy scenariusz
Na razie rynek nie daje powodów do optymizmu. Zdaniem Zarosińskiego w trakcie sezonu nawozowego nie ma przestrzeni na obniżki po stronie producentów.
– Do końca sezonu nie oczekiwałbym przełamania. Firmy produkcyjne są w słabej kondycji finansowej i walczą o przetrwanie – mówi.
Jeśli jakikolwiek impuls do obniżek miałby się pojawić, to raczej ze strony niektórych dystrybutorów, którzy będą zbyt mocno zatowarowani i finansowo nie wytrzymają kosztów magazynowania.
– Jeżeli miałbym się spodziewać obniżki, to na początku raczej z tej strony – ocenia.
Ale nawet wtedy skala ewentualnych przecen może być ograniczona.
Co dalej z rynkiem zbóż i nawozów?
Po trzech tygodniach od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie obraz rynku jest dość wyraźny:
- zboża w Polsce rosną, zwłaszcza pszenica i kukurydza,
- rzepak pozostaje bardzo nerwowy,
- nawozy podrożały i raczej dalej będą drożeć,
- mocznik może być trudno dostępny,
- a koszty produkcji znów uciekają szybciej niż ceny skupu.
Dla rolników oznacza to jedno: nadchodzące tygodnie będą kluczowe zarówno dla decyzji sprzedażowych, jak i zakupów nawozów na kolejne etapy sezonu.
Bartłomiej Czekała
dr Juliusz Urban

