Anna i Damian Szczyszyk nie planowali tworzyć jesiennej atrakcji dla turystów. W 2020 roku, gdy pandemia pokrzyżowała im plany po studiach, zasiali dynie na niewielkim kawałku ziemi przy domu. Warzywa szybko znalazły nabywców, a pomysł zaczął się rozwijać. Dziś w Rokitnie w woj. lubuskim prowadzą Dyniowe Pole, gdzie sprzedaż płodów rolnych połączyli z jesiennymi atrakcjami i lokalnymi przysmakami.
Z 5 arów przy domu do pierwszych klientów z ogłoszeń w internecie
Początek Dyniowego Pola sięga 2020 roku. Anna i Damian kończyli wówczas studia magisterskie w Zielonej Górze. Pandemia sprawiła, że musieli opuścić akademik i wrócić do rodzinnego domu. Zamiast od razu szukać kolejnego zajęcia, postanowili spróbować swoich sił w uprawie warzyw. Na początku mieli do dyspozycji przydomowy ogródek o powierzchni około 10 arów, z czego dynie zajęły 5. Jesienią okazało się, że warzyw jest więcej, niż potrzebują. Zaczęli więc wystawiać ogłoszenia na platformie OLX. Dynie kupowali znajomi i klienci szukający dekoracji na Halloween, a także do jesiennych potraw i aranżacji. Zainteresowanie było na tyle duże, że w kolejnym roku małżeństwo zwiększyło powierzchnię uprawy do 10 arów. Również wtedy dynie znalazły nabywców. To był sygnał, że niewielki eksperyment może przerodzić się w coś większego.
Z 5 arów do około 2 ha uprawy dyni i dzierżawy kolejnych gruntów
W 2022 roku Anna i Damian postanowili stworzyć w Rokitnie miejsce, do którego klienci będą mogli przyjeżdżać nie tylko po dynie, ale również po to, by spędzić czas w jesiennej scenerii. Tak narodziło się Dyniowe Pole. W tym roku powstały pierwsze ścianki do zdjęć, a także profil na Facebooku i Instagramie – Dyniowe Pole Rokitno. Z czasem przydomowy kawałek ziemi przestał wystarczać. Właściciele zaczęli dzierżawić grunty i stopniowo powiększać areał i w obecnym sezonie dynie zajmują już powierzchnię 2 ha. Przedsięwzięcie znacznie wyrosło poza pierwotne kilka arów przy domu. Małżeństwo nie prowadzi całego gospodarstwa samodzielnie.
Rodzinne gospodarstwo zajmuje powierzchnie około 18 ha (14 ha to grunty własne, a 4 ha to ziemia wydzierżawiona w ostatnich latach pod uprawę dyni) Gospodarstwem zajmuje się wujek Damiana. Uprawia przede wszystkim zboża takie jak pszenica, jęczmień i żyto. Anna i Damian rozwijają Dyniowe Pole jako własny projekt, korzystając z pomocy przy pracach polowych i części sprzętu rolnika.
Zobacz także: Miała 26 lat, gdy została sołtyską. Dziś mieszkańcy sami zmieniają swoją wieś
Dynie sprzedają bez pośredników. Klienci przyjeżdżają bezpośrednio na pole
Dynie sprzedawane są bezpośrednio w Rokitnie. Właściciele nie wysyłają ich w dużych ilościach do odbiorców hurtowych. Klienci przyjeżdżają na miejsce, wybierają warzywa i mogą przy okazji skorzystać z przygotowanych atrakcji. To ważny element ich pomysłu. Zamiast ograniczać się do sprzedaży samego produktu, stworzyli przestrzeń, w której dynia staje się częścią jesiennego wyjścia z rodziną. Przygotowują dekoracje i ścianki do zdjęć, dbają o scenerię oraz rozwijają ofertę o kolejne elementy. W ostatnich latach nawiązali współpracę z lokalną lodziarnią i restauracją. W sezonie można skosztować m.in. lodów dyniowych, kawy o dyniowym smaku i ciasta dyniowego. Pojawia się także zupa dyniowa oraz bułeczki. Na miejscu można spotkać również wystawcę miodu, który udostępnia materiały edukacyjne dotyczące pszczół i pszczelarstwa. Takie połączenie sprzedaży z dodatkowymi atrakcjami sprawia, że odwiedzający nie przyjeżdżają wyłącznie po warzywa. Sam pobyt na polu staje się częścią oferty.
Oboje pracują na etatach, a uprawę i Dyniowe Pole rozwijają po godzinach
Dyniowe Pole nie jest jedynym zajęciem małżeństwa. Damian pracuje w administracji i księgowości w Domu Pomocy Społecznej w Rokitnie, a Anna jest zatrudniona w starostwie powiatowym. Prace związane z uprawą i obsługą odwiedzających muszą więc godzić z obowiązkami zawodowymi. Ze względu na obecną skalę działalności w pracy przy uprawie i zbiorach pomagają im rodzice i przyjaciele. W sezonie miejsce jest otwarte od środy do piątku w godzinach 15.00–20.00, a w weekendy od 11.00 do 20.00. Poniedziałek i wtorek pozostaje dniem wolnym. Przy takim modelu działalności organizacja czasu ma duże znaczenie: pole wymaga pracy zarówno przed otwarciem dla gości, jak i po ich wyjeździe.
Początki były pracochłonne. Przy odchwaszczaniu i zbiorach wiele czynności wykonywali ręcznie. Z czasem zaczęli inwestować w sprzęt, który ułatwia przygotowanie gleby i obsługę uprawy. Korzystają z ciągnika i części maszyn wujka, a sami kupili m.in. sprzęt do uprawy gleby oraz mechanicznego odchwaszczania. Mają też ładowarkę przydatną przy przemieszczaniu palet. Damian i Ania nie mają wykształcenia rolniczego. Ukończyli studia ekonomiczne, a wiedzę o uprawie zdobywali przez internet i praktykę. Damian dorastał w rodzinie rolniczej, co ułatwiło mu jednak wejście w temat. Kolejne sezony pozwalały sprawdzać, co działa, a co wymaga zmian.
Po dyniach posadzili buraki. Zmianowanie jest częścią rozwoju uprawy
Rozwijanie uprawy to nie tylko zwiększanie areału. Trzeba również planować, co będzie rosło na polu w kolejnych latach. Szczyszykowie zwracają uwagę na zmianowanie. W tym sezonie na przydomowym ogrodzie, gdzie wcześniej rosły dynie, posadzili buraki. To właśnie podczas prac w sierpniu natrafili na wyjątkowo duży okaz. Nie był to jednak pierwszy raz, gdy ich warzywa przyciągnęły uwagę. W poprzednim roku podczas wydarzenia w Gliśnie zaprezentowali dwie ogromne dynie, ważące około 180–190 kg. Zdobyli pierwsze i drugie miejsce w konkursie. Dla niewielkiego przedsięwzięcia bez dużej kampanii reklamowej liczy się nie tylko sam produkt, lecz także historia, którą można opowiedzieć klientom.
Dyniowe Pole łączy uprawę, sprzedaż bezpośrednią i dodatkowe atrakcje
Anna i Damian Szczyszyk pokazują, że na rolnictwie można zarabiać nie tylko dzięki samej uprawie, ale również przez stworzenie wokół niej dodatkowej oferty. W ich przypadku podstawą są dynie, ale ważną rolę odgrywa też klimat Dyniowego Pola w Rokitnie. Przygotowali jesienne dekoracje i ścianki do zdjęć, przy których goście mogą zrobić pamiątkowe fotografie. Ofertę uzupełniają sezonowe dyniowe smakołyki. Dzięki temu klienci przyjeżdżają nie tylko po dynię do dekoracji czy kuchni, ale również po pomysł na jesienne popołudnie z rodziną. To właśnie dodatkowe atrakcje pomagają wyróżnić gospodarstwo, przyciągnąć odwiedzających i zachęcić ich do skorzystania z szerszej oferty. Ten przykład pokazuje, że warto szukać sposobów na połączenie uprawy, sprzedaży bezpośredniej i usług związanych z pobytem na miejscu. Sam produkt pozostaje podstawą, ale towarzyszące mu doświadczenia mogą zwiększać zainteresowanie gospodarstwem i wspierać sprzedaż.
Najpierw sprawdzili popyt, później zwiększali areał i rozwijali ofertę
Anna i Damian nie zaczynali od dużych inwestycji ani gotowego planu na sezonową atrakcję. Najpierw sprawdzili, czy klienci będą zainteresowani dyniami, później zwiększyli areał, a następnie stworzyli miejsce, do którego można przyjechać całą rodziną. Dyniowe Pole pokazuje, że sprzedaż bezpośrednia może wykraczać poza samo oferowanie płodów rolnych. W tym przypadku wartością dodaną są jesienna sceneria, lokalne produkty i możliwość spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Za atrakcyjną ofertą stoją jednak także konkretne obowiązki: uprawa, zbiór, przygotowanie terenu, obsługa gości i praca po godzinach.
Zobacz także: Skończyła ekonomię, wybrała pole. Dziś ma 3 ha warzyw, 250 kur i własnych klientów
Dla właścicieli przedsięwzięcie jest sposobem na rozwijanie własnego pomysłu obok pracy zawodowej. Zaczęło się od kilku arów dyni, które miały znaleźć nabywców jesienią. Dziś Dyniowe Pole w Rokitnie jest rozpoznawalnym miejscem, a kolejne sezony pozwalają małżeństwu sprawdzać, jak dalej rozwijać ten projekt.
fot. Damian Szczyszyk
