StoryEditor

Przeszedł na 100% bezorki. Na wyraźny efekt czekał 3 lata

Rolnik z Mazowsza prowadzi dziś cały areał w systemie bezorkowym, ale poprawa nie przyszła od razu. Kamil Wileński mówi wprost, że pierwsze wyraźne efekty w glebie i organizacji pracy zobaczył dopiero po około trzech sezonach.

26.06.2026., 15:18h

W gospodarstwie w Skwierczynie Lackim Kamil i Jolanta Wileńscy prowadzą produkcję roślinną i zwierzęcą. Uprawiają około 80 hektarów, które stanowią grunty orne, a kolejne 20 hektarów to łąki.

- Łąki te nie są obecnie wykorzystywane na pasze. Są to tereny zalewowe, ponieważ ziemia znajduje się nad Bugiem. Dużo wody tam zwykle stoi, a dodatkowo teren nie został skutecznie zmeliorowany. Kiedyś melioracja była wykonana, ale później bobry zrobiły swoje i obecnie niewiele da się z tym zrobić. Ze względu na uwarunkowania środowiskowe utrzymujemy te działki głównie pod dopłaty rolno-środowiskowe, jednokośne. Na razie to się jeszcze opłaca, a później zobaczymy, co dalej z tym będzie – wyjaśnia Kamil Wileński.

Rezygnacja z soi – problematyczna sprzedaż i dwa ekoschematy

Co roku w tym gospodarstwie od lat uprawia się pszenicę, rzepak i kukurydzę. Jednak były też lata z soją. 

- Przez trzy sezony próbowałem również soi, ale w tym roku z niej zrezygnowałem ze względu na ograniczenie ekoschematów. W ubiegłym roku nastawiłem się na kilka ekoschematów, a w trakcie sezonu okazało się, że realnie można było skorzystać tylko z dwóch. Z tego powodu zdecydowałem się zrobić przerwę w uprawie soi i zobaczyć, co będzie dalej. Sama soja jest też problematyczna pod względem sprzedaży. W praktyce można ją sprzedać tylko w większych ilościach, całosamochodowych, do jednej firmy w kraju. Przy mniejszych ilościach pojawia się problem – mówi rolnik i dodaje, że dotychczas sprzedawał soję do Agroloku. To firma, która ma dużą przetwórnię i potrzebuje tego towaru.

- W moim przypadku wyglądało to tak, że miałem trzy samochody surowca i zostało jeszcze pięć ton, których nie było jak sprzedać. Średni plon soi wynosił u mnie około 2,5 t/ha. W kolejnych trzech latach było to odpowiednio 2,4 t, 2,6 t i 2,5 t. Przy takim poziomie same plony nie pozwalają osiągnąć dobrego wyniku ekonomicznego. Bardzo mocno ratowały to dopłaty. Obecnie ekoschematy i dopłaty zostały ograniczone, dlatego zrobiłem przerwę w tej uprawie – wyjaśnia rolnik.

Ziarnowa kukurydza daje zadowalający plon

W gospodarstwie uprawiane są odmiany typowo ziarnowe. Akurat w tym roku jest to 35 ha.

- W naszym regionie dominuje produkcja mleka, dlatego mocno promowane są także odmiany kiszonkowe, ale ja w gospodarstwie stawiam na typową ziarnówkę, głównie odmiany dentowe, ponieważ suszą się dużo lepiej niż flint – mówi rolnik i dodaje, że zwykle wybiera odmiany o FAO 240–250 i to jest zakres, który sprawdza się od wielu lat.

image
FOTO: Kolasińska

- Próbowałem też odmian o FAO 270–280, ale tylko raz trafił się sezon, w którym to się udało. Jeśli zależy mi na wcześniejszym zejściu z pola, na przykład po to, żeby zasiać jęczmień ozimy po kukurydzy ziarnowej, wtedy wybieram coś wcześniejszego, na poziomie FAO 220, żeby zdążyć maksymalnie do 10 października – mówi Kamil Wileński i zaznacza, że w tym roku siał kukurydzę wyjątkowo wcześnie, około 20 kwietnia.

- Na ten moment wygląda bardzo dobrze. Nie ucierpiała od przymrozków, nie ma braków w obsadzie, a wschody były wyrównane. Na razie radzi sobie zaskakująco dobrze, choć oczywiście wiele będzie zależeć od tego, jak przetrwa nadchodzącą falę upałów, bo wody zaczyna już brakować – mówi rolnik.

image

Co w tym sezonie naprawdę decyduje o plonie rzepaku i pszenicy? W Paprotni konkrety z pola

Kukurydza w gospodarstwie dobrze plonuje, mimo różnych rodzajów gleb i ich zasobności.

- Mam to szczęście, że mam dobry dostęp do nawozów naturalnych, takich jak podłoże popieczarkowe czy obornik kurzy. To jest taki region, gdzie łatwiej o tego typu nawozy, więc kukurydza jest uprawiana na oborniku. W przeliczeniu na suche ziarno plony wahają się u mnie między 10 a 14 ton z hektara. Mam własną suszarnię, dlatego mogę sobie pozwolić na odmiany typowo dentowe. Mimo że niektóre flinty nie odbiegają już masą od dentów, to jednak w suszarni wymagają więcej czasu i energii, więc są mniej korzystne – mówi Kamil Wileński. Zbiór kukurydzy rozpoczyna się zwykle w połowie października.

- Zdarzył mi się jeden sezon, kiedy ruszyłem już we wrześniu, ale był to wyjątkowy rok, w którym sąsiedzi skończyli kukurydzę na kiszonkę jeszcze w sierpniu. W normalnym sezonie zaczynamy zbiory po 10–15 października i w gospodarstwie trwają one około dwóch tygodni. Zazwyczaj do listopada jestem w stanie wszystko zakończyć, chyba że sezon jest późniejszy, wtedy przeciąga się to nawet do połowy listopada – mówi rolnik. Kukurydza sprzedawana jest w zależności od sytuacji rynkowej.

- Tam, gdzie cena jest lepsza, tam kieruję towar, ale przez ostatnie dwa sezony sprzedaję głównie na kurniki. Sprzedaż odbywa się partiami. Generalnie, poza rzepakiem, który mam w mniejszych ilościach, staram się rozkładać sprzedaż pszenicy i kukurydzy przynajmniej na dwie, a najczęściej na trzy partie. Dzięki temu można uśrednić cenę i lepiej zachować płynność finansową. Kredyty też są, więc trzeba pilnować płynności. Cena na kurnikach jest podobna jak w skupach, bo te działają mniej więcej na jednej bazie cenowej, ale kurnik mam blisko, więc koszt transportu jest praktycznie znikomy i to daje przewagę – wyjaśnia rolnik.

Rzepak hybrydowy najlepiej się sprawdza

W tym gospodarstwie od wielu lat siane są wyłącznie odmiany hybrydowe rzepaku. Rolnik podkreśla, że są stabilniejsze i w trudniejszych latach wyraźnie widać ich przewagę.

image
FOTO: Kolasińska

- Dodatkowo są mniej podatne na osypywanie, więc można je dłużej przytrzymać w polu. Najczęściej koszę rzepak po pszenicy. Może dłużej postać na polu i potem dużo lepiej się go zbiera. Nie chodzi nawet tylko o wilgotność nasion, ale o sam komfort zbioru. Kombajn ma wtedy lżej, a straty są mniejsze. W przypadku odmian populacyjnych jest to trudniejsze, bo szybciej się osypują i niepotrzebnie traci się plon – mówi rolnik. Zaznacza, że dotychczas siał głównie odmiany Limagrain, bo najlepiej się sprawdzały.

- W tamtym sezonie bardzo dobrze wypadł LG Arnold i w tym sezonie widzę, że również postawię na tę odmianę, bo na poletku wygląda bardzo dobrze. Jeśli chodzi o warunki w tym roku, to rzepak dobrze przetrwał zimę. Nie było większych uszkodzeń, jedynie miejscami pojawiały się uszkodzenia punktowe tam, gdzie zwierzyna rozgrzebywała śnieg. Generalnie jednak duże mrozy rzepak przetrwał pod okrywą śnieżną i przezimował bardzo dobrze. Wiosną też nie było źle, chociaż fala przymrozków ograniczyła liczbę łuszczyn. Rzepak jest jednak rośliną, która potrafi to kompensować. Nadrabia wielkością pozostałych łuszczyn i grubością ziarna, dlatego uważam, że w tym roku nie powinien wypaść źle – mówi. Zapytany o prognozowane żniwa rzepaczane mówi, że wszystko będzie zależało od pogody. W przyszłym roku planuje siew RGT Ceos.

image
FOTO: Kolasińska

- Na ten moment zapowiada się, że żniwa będą nieco późniejsze niż w poprzednich latach, ale fala upałów może jeszcze diametralnie zmienić sytuację i przyspieszyć dojrzewanie. W ostatnich trzech sezonach kończyłem kosić pszenicę i dopiero wtedy wjeżdżałem w rzepak. W zeszłym roku próbowałem zacząć od rzepaku, ale odpuściłem, bo jeszcze ciężko się kosił. Na dole było dużo zielonych łuszczyn, mimo że z góry wydawał się dojrzały. Potrzebował jeszcze tygodnia stania na polu. Po skoszeniu pszenicy wjechałem w rzepak i wtedy zbiór wyglądał już dobrze – wyjaśnia Kamil Wileński.

Rolnik jest zadowolony z plonów rzepaku. Od trzech–czterech sezonów średnio osiąga powyżej 4 t/ha.

- Trzeba jednak zaznaczyć, że na tym samym stanowisku rzepak pojawia się u mnie nie częściej niż co 4–5 lat – mówi Kamil Wileński.

Trochę za słabe gleby na pszenicę

Rolnik oprócz rzepaku i kukurydzy sieje również pszenicę. Ta uprawa plonuje różnie, między 6 a 8,5 tony z hektara, w zależności od sezonu.

image
FOTO: Kolasińska

- Gleby pod pszenicę mamy jednak trochę za słabe. Są to gleby od trzeciej do szóstej klasy, przy czym trójki jest niewiele i szóstki też nie ma dużo. Dominują klasy czwartej i piątej. Na czwórce pszenica wygląda jeszcze dobrze, natomiast na piątce wyraźnie sobie gorzej radzi – wyjaśnia rolnik.

Podkreśla, że stara się utrzymywać gleby w dobrej kulturze, dlatego od wielu lat prowadzi gospodarstwo bezorkowo.

- Stosuję poplony, obornik i w tej chwili już od około 5–6 lat 100% areału jest uprawiane w systemie bezorkowym – mówi rolnik.

Jakie były początki uprawy bezorkowej i jaka maszyna?

U Kamila Wileńskiego pomysł na uprawę bezorkową pojawił się podczas wizyt w innych gospodarstwach.

- Podczas rozmowy z rolnikami oraz firmami stosującymi ten system uprawy postanowiłem spróbować również na swoim gospodarstwie. Jak wiadomo głównym celem jakiejkolwiek uprawy jest osiągnięcie zysku ekonomicznego i na tym też się skupiam, lecz dla mnie (jak i dla wielu innych rolników) ważne jest również dobro gleby, a po tych kilku latach zauważam pozytywny wpływ tego typu uprawy na glebę. Nie jest to efekt natychmiastowy, poprawę struktury gleby, większą nośność gruntu, mniejszą podatność na "zaskorupianie" i erozję zacząłem zauważać około 3 roku takiej uprawy - wyjaśnia rolnik. 

Podkreśla, że zaczynał stopniowo od kilku hektarów maszyną "testową". Po 2 sezonach prób kupił 3 belkowy agregat bezorkowy Horsch Terrano i od tego czasu 100% gruntów w gospodarstwie prowadzi tym systemem.

- Według mnie "bezorka" też nie jest dla każdego. Najważniejszy jest odpowiedni płodozmian. Ten typ uprawy nie sprawdzi się w gospodarstwach z dużym udziałem zbóż w płodozmianie gdyż będzie problem ze zdrowotnością roślin oraz samosiewami. Natomiast kukurydza radzi sobie bardzo dobrze w tym systemie nawet w monokulturze (często jest wysiewana 2 lata pod rząd na jednej działce, czasem nawet 3). Inaczej trzeba też podchodzić do ochrony herbicydowej. W kukurydzy i rzepaku robię to sekwencyjnie: pierwsza dawka herbicydu (ok 60%) jest aplikowana doglebowo, natomiast później jest stosowana korekta powschodowa. Taki system odchwaszczania mimo iż pozornie wychodzi trochę drożej, sprawdza się bardzo dobrze, gdyż nie ma ryzyka fitotoksyczności rośliny uprawnej (ze względu na obniżoną dawkę ś.o.r.) oraz pole jest wolne od chwastów od siewu aż po zbiór. W zbożach wystarcza zazwyczaj jeden zabieg wczesny powschodowy - tłumaczy rolnik. 

Jakie oszczędności daje uprawa bezorkowa?

Kamil Wileński podkreśla, że oszczędności w paliwie w pierwszych 2 latach były niewielkie gdyż spalanie na hektar głębokiej uprawy było podobne (a nawet czasami wyższe od orki). Dodaje, że zauważył trochę mniejsze spalanie w momencie siewu, gdzie ciągnik z siewnikiem nie "topił" się w pulchnej glebie tak jak w przypadku orki.

- Natomiast po każdym kolejnym sezonie spalanie jednostkowe na hektar się zmniejszało i w 4-5. roku całościowo możemy mówić o oszczędności paliwa na poziomie 15-20%. Do tego są duże oszczędności czasu, gdyż hektar jestem w stanie uprawić 30% szybciej niż zrobić orkę. Liczbę przejazdów również redukuję gdyż np. po kukurydzy na ziarno wcześniej musiałem wykonać przejazd talerzówką, a następnie wykonać orkę, później dopiero siew. Obecnie po skoszonej kukurydzy robię jeden wjazd ciągnikiem zagregowanym z przednim wałem nożowym Horsch Cultro oraz z tyłu z agregatem Horsch terrano - podkreśla rolnik i zaznacza, że po takim przejeździe pole jest bardzo dobrze przygotowane do siewu. Oczywiście nawet niewielkie oszczędności paliwa czy maszyn są ważne, ale przy napiętym grafiku prac polowych bardzo ważny jest również zaoszczędzony czas.

Specjalistyczne maszyny są potrzebne

Rolnik zaznacza, że wbrew pozorom do bezorki potrzebne są odpowiednie maszyny np. kultywator, ewentualnie pług dłutowy. Ważne aby maszyna miała możliwość głębokiego spulchniania gleby.

- Są osoby, które próbowały uprawy samą talerzówką, ale efekty nie były zadowalające. Aby rośliny mogły budować silny i głęboki system korzeniowy ziemia musi być odpowiednio spulchniona. Co kilka lat również warto użyć głębosza, gdyż tzw "podeszwa płużna" powstaje nie tylko podczas orki, ale także podczas bezorki (aczkolwiek w dużo mniejszym stopniu) - dodaje Wileński. 

Mówi, że po części głębosz stara się zastępować żywymi korzeniami roślin poplonowych takimi jak: łubin, słonecznik, facelia, gryka, olejarka abisyńska czy wyka.

- Tą funkcję świetnie spełnia również rzodkiew oleista, ale jej nie wysiewam w mieszankach poplonowych ze względu na bliskie pokrewieństwo z uprawianym w plonie głównym rzepakiem - wyjaśnia rolnik. 

Mocny ciągnik to podstawa

Kamil Wileński podkreśla, że według niego do dobrej uprawy bezorkowej potrzebny jest również mocny ciągnik.

- Przy agregacie 3 metrowym, 10 zębowym, aby osiągnąć głębokość uprawy 25-30cm i odpowiednią prędkość potrzebowałem min. 200KM. Przy dodatkowym zagregowaniu na przód ciągnika wału nożowego, moc ta była niewystarczająca, dlatego osobom posiadającym ciągnik 140-180 KM zalecam agregat 2.5m. Aczkolwiek najlepszym rozwiązaniem są testy przeprowadzone na własnym gospodarstwie i dobranie odpowiedniej szerokości roboczej do warunków gospodarstwa - mówi rolnik i dodaje, że według niego aby dobrze prowadzić uprawę bezorkową potrzebne są dwie podstawowe maszyny - agregat do głębokiego spulchniania gleby oraz odpowiedni siewnika (najlepiej talerzowy), który poradzi sobie z dużą ilością resztek pożniwnych na powierzchni pola.

- Ja posiadam dodatkowo wał nożowy, który jest używany do rozdrabniania poplonów, ścierniska po rzepaku oraz po kukurydzy. Ważną rolę w moim gospodarstwie pełni również talerzówka, którą mieszam obornik oraz robię płytkie uprawy np. ścierniska - mówi rolnik. 

Jakich błędów unikać podczas bezorki?

Zawsze jest ten pierwszy raz i wtedy często popełniamy błędy, a Kamil akurat chętnie dzieli się swoją wiedzą z innymi, więc również podpowiada innym jak uniknąć kłopotów.

- Pierwszym błędem jaki popełniłem było zbyt optymistyczne podejście do zapotrzebowania na moc przy takiej uprawie. Kupiłem zbyt słaby ciągnik i w konsekwencji w późniejszym czasie musiałem kupić mocniejszy. Kolejnym błędem w początkowych latach było zwalczanie chwastów, które chciałem zrobić "na raz". Wysokie dawki środków doglebowych nie wykazywały zadowalającej skuteczności gdyż część substancji trafiała na resztki roślinne, a nie na glebę. Konieczna była poprawka. Następnie gdy próbowałem pryskać powschodzono, chwasty (głównie samosiewy) zagłuszały młode siewki roślin uprawnych. Odkąd zacząłem odchwaszczanie sekwencyjne, te problemy już nie wystąpiły - mówi Kamil Wileński. 

Czy plony przy uprawie bezorkowej są wyższe?

Kamil Wileński mocno stąpa po ziemi i nie maluje trawy na zielono.

- Jeśli ktoś myśli, że po przejściu na uprawę bezorkową niemal natychmiastowo plony nam wzrosną, to nie mam dobrych wiadomości. W moim przypadku w pierwszych 2-3 latach plony nie wzrosły, zostały na podobnym poziomie jak wcześniej, ale znam przypadki, że w pierwszych latach te plony mogą nawet delikatnie spaść. Wzrost plonu był zauważalny w 3-4 roku bez orki na danym stanowisku. Obecnie po 5, a na niektórych działkach po 7 latach bez orki widzę naprawdę pozytywny wpływ na plony - mówi rolnik. Zaznacza, że bardzo ważnym etapem przy takim systemie uprawy jest też moment zbioru.

- Jeśli zostawiamy słomę, kombajn musi być wyposażony w dobrą sieczkarnię, aby odpowiednio pociąć i równomiernie rozrzucić słomę. Bardzo ważny jest również rozrzutnik plew, szczególnie przy szerokościach hedera przekraczających 4 m. Przy hederze jaki posiada mój kombajn, jest to wręcz obowiązek. Ważne jest także aby zbóż nie kosić zbyt wysoko. Oczywiście rzepak i kukurydzę koszę stosunkowo wysoko, ale tam pomaga mi wspomniany wcześniej wał nożowy - wyjaśnia.

Jakie maszyny są wykorzystywane w gospodarstwie Wileńskiego?

- Ja praktycznie cały swój park maszyn uprawowych oraz siewnych opieram na marce Horsch. Do uprawy głębokiej wykorzystuję Horsch Terrano. Do płytkiej uprawy oraz mieszania obornika czy poplonów talerzówkę Horsch Joker. Do siewu zbóż oraz rzepaku Horsch Pronto. Do rozdrabniania resztek pożniwnych oraz poplonów wał nożowy Horsch Cultro. Przygodę z tą marką zacząłem od maszyny testowej Terrano. W mojej ocenie są to maszyny solidne, które bardzo dobrze wykonują swoją pracę, na pewno kupiłbym je ponownie mimo iż nie są tanie - wyjaśnia rolnik. 

Które rośliny najlepiej się nadają do uprawy bezorkowej?

Rolnik podkreśla, że przy odpowiednim płodozmianie i dobrze rozdrobnionymi resztkami pożniwnymi w zasadzie każda roślina dobrze zareaguję na brak orki.

- Aczkolwiek najbardziej problematyczny może okazać się rzepak, który często wysiewamy przy dużym deficycie wody w glebie, a kumulacja resztek pożniwnych w wierzchniej warstwie gleby może pogłębić ten problem, dlatego tak ważne jest odpowiednie ich zagospodarowanie. Czasami również kukurydza może delikatnie opóźniać wschody gdyż gleba przykryta resztkami roślin nagrzewa się wolniej niż "goła" ziemia, natomiast w dalszej części sezonu kukurydza te opóźnienia nadrabia bardzo szybko i z nawiązką, przez co finalnie odwdzięcza się większym plonem. Jeśli ktoś chce zacząć przygodę z bezorką to polecam siew zbóż po rzepaku lub właśnie kukurydzy. Siew rzepaku na "pierwszą" bezorkę może być ryzykowny - podpowiada innym rolnikom Kamil Wileński. 

Rolnik podkreśla, że dla niego bardzo ważnym aspektem "bezorki" jest jej pozytywny wpływ na glebę. 

- Gleba po kilku latach takiej uprawy ma wyraźnie lepszą strukturą, większą nośność, lepiej chłonie i wolniej oddaje wodę, jest bardziej odporna na zaskorupianie się oraz na erozję wietrzną czy spływy wody podczas gwałtownych opadów. Życie biologiczne gleby również uległo poprawie, najprościej zaobserwować to po bardzo licznie występujących dżdżownicach, których przez te kilka sezonów liczebność zwiększyła się kilkukrotnie - podkreśla Wileński. 

Siew i zabiegi w gospodarstwie

Rolnik wymienia szczegółowo zabiegi w rzepaku, pszenicy i kukurydzy i dzieli się swoimi spostrzeżeniami dlaczego wybiera czasem nietypowy termin lub robi coś inaczej niż wszyscy: 

  • Rzepak w gospodarstwie staram się wysiewać między 16 a 25 sierpnia w zależności od warunków, staram się nie opóźniać siewów, wolę zasiać wcześniej i najwyżej zrobić dwie regulacje pokroju jesienią niż pobudzać rośliny do szybszego wzrostu, bo w razie czego łatwiej jest zahamować wzrost rośliny niż go przyspieszyć. Rzepak wysiewany jest po pszenicy, po której uprzednio staram się wykonać dwie płytkie uprawki broną talerzową. Głęboką uprawę na ok 25-27 cm wykonuję bezpośrednio przed siewem, aby rzepak zasiać w możliwie wilgotną glebę.
  • W przeciwieństwie do rzepaku siew pszenicy staram się trochę opóźniać. Z mojego punktu widzenia optymalnym terminem jest połowa października gdyż wtedy zazwyczaj są dobre warunki do wchodów i odpowiedniego rozwoju przed zimą, natomiast rośliny nie zdążą rozrosnąć się zbyt mocno i nie są tak podatne na choroby grzybowe. Czasami zdarza mi się siać po kukurydzy nawet w listopadzie i też to się sprawdza, ale preferuję siewy październikowe. Pod pszenicę nie uprawiam tak głęboko, z moich doświadczeń wynika że wystarczające jest 20-22 cm.
  • Kukurydzę natomiast staram się wysiewać w kwietniu, aby jeszcze wykorzystać zapasy wilgoci w glebie, oczywiście patrzę na temperaturę gleby i prognozy na najbliższe dni po planowanym siewie. Pod kukurydzę głęboką uprawę wykonuję tylko jesienią (jak najpóźniej się da) na głębokość ok 25 cm. Wiosną gdy obornik był aplikowany jesienią wykonuję przejazd broną talerzową na głębokość siewu nasion ok. 5-6 cm. ok 2 tygodnie przed siewem. Gdy obornik jest stosowany wiosną talerzuję trochę głębiej aby został dobrze wymieszany, ale typowa głęboka uprawa jest wykonywana tylko jesienią

- Uprawa bezorkowa, tak jak każdy rodzaj uprawy nie jest pozbawiona wad. Zauważyłem problem kumulacji fosforu w wierzchniej warstwie gleby, który nie jest przepłukiwany głębiej, jest oczywiście rozwiązanie rozwiązujące ten problem, ale niestety będzie ode mnie wymagało kolejnych inwestycji - dodaje na koniec Kamil Wileński. 

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
26. czerwiec 2026 15:18