StoryEditor

Ferrari w chlewni: dlaczego prawdziwe oszczędności zaczynają się w jelitach?

W nowoczesnej produkcji świń jesteśmy dziś bliżej wyścigów Formuły 1 niż tradycyjnego gospodarstwa. Mamy fantastyczne "bolidy" – nowoczesną genetykę, świetne pasze, dopracowaną technologię. Ale tak jak w Ferrari kluczowy jest silnik, tak w tuczu kluczowe są… jelita. To one decydują, czy te inwestycje naprawdę się zwrócą.

02.01.2026., 17:00h

W latach 70. tucznik do 100 kg zjadał około 3,8 kg paszy na 1 kg przyrostu. Dziś wynik na poziomie 2,4–2,5 kg do 120 kg to na wielu fermach codzienność. To efekt postępu genetycznego i żywieniowego, ale też presji ekonomicznej – przy koszcie paszy sięgającym co najmniej 70% kosztów produkcji.

– Z produkcją świń jest jak z wyścigiem Formuły 1. Cały czas walczymy o lepszy wynik i to nie na wysokim poziomie, walczymy o wynik na poziomie setnych albo dziesiętnych części i w wielu chlewniach nam to wychodzi – mówiła podczas VII Międzynarodowej Konferencji Techniczno-Naukowej w Szczyrku organizowanej przez AB Neo, Pellon i MSD lek. wet. Agnieszka Mańka z MSD i zwracała uwagę, że w tym wyścigu skupiamy się niemal wyłącznie na jakości "paliwa" – paszy.

– Mamy świetne genetyki, mamy świetne pasze. Ale najważniejsze jest to, gdzie ta pasza trafia. Bo gdzie ona trafia? Do jelit. I to właśnie stan przewodu pokarmowego decyduje, czy ten drogi surowiec zostanie realnie wykorzystany – podkreślała lekarka.

Jelito kręte – miejsce, w którym zarabiasz albo tracisz

Kluczowym odcinkiem dla ekonomiki tuczu jest jelito kręte. To tam, na powierzchni kosmków jelitowych, odbywa się wchłanianie aminokwasów, energii i innych składników pokarmowych. Jeśli kosmki są zdrowe, wysokie, z dobrze rozwiniętą siecią naczyń, pasza zamienia się w mięso z minimalnymi stratami.

Problem zaczyna się wtedy, gdy strukturę kosmków coś zaburzy – infekcje, stany zapalne, błędy żywieniowe.

image
Agnieszka Mańka, MSD Animal Health
FOTO:

– Wtedy tracimy. To, co nie zostanie pobrane w jelicie krętym, jest definitywnie stracone z punktu widzenia FCR – niezależnie od tego, ile kosztowała mieszanka. Dodatkowo ogromną rolę pełnią tzw. połączenia ścisłe między komórkami. Niedobory niektórych aminokwasów, np. treoniny, czy stan zapalny jelit prowadzą do rozszczelnienia bariery. W efekcie toksyny i bakterie przechodzą do krwiobiegu, obciążając cały organizm, a nie tylko układ pokarmowy – wyjaśniała Mańka.

Drugi mózg świni

Świnia ma mózg, to wszyscy wiedzą. Ale czy my wiemy, że świnia ma dwa mózgi? Drugi "mózg", zdaniem specjalistki, znajduje się w jelitach. To układ nerwowy liczący 100–200 milionów neuronów, więcej niż ma cały rdzeń kręgowy.

Ten jelitowy mózg:

  • samodzielnie steruje pracą przewodu pokarmowego,
  • komunikuje się z mózgiem "w głowie" i układem odpornościowym,
  • współpracuje z mikrobiotą jelitową,
  • uczestniczy w produkcji neuroprzekaźników, w tym serotoniny – hormonu odpowiedzialnego m.in. za nastrój i reakcję na stres.

U ludzi coraz więcej badań wiąże zaburzenia mikrobioty z depresją. U świń przełożenie jest bardzo praktyczne: zaburzone jelita, zła mikroflora i niski poziom serotoniny to więcej problemów behawioralnych, gorsza adaptacja przy przeniesieniach, a nawet nasilenie zjawiska obgryzania ogonów.

– To wszystko stres – podkreśla Mańka – a stres zawsze kosztuje: zdrowie, wydajność, paszę.

Lawsonia intracelluaris – cichy złodziej paszy

Jednym z patogenów, który szczególnie dotyka ekonomikę tuczu, jest Lawsonia intracellularis, czynnik odpowiedzialny za  adenomatozę. To bakteria wyspecjalizowana właśnie w jelicie krętym. W odróżnieniu od E. coli nie jest stale obecna – jej obecność oznacza rzeczywisty problem na fermie.

Lawsonia nie niszczy kosmków, ale powoduje, że komórki nabłonka zaczynają się szybko namnażać, nie dojrzewając.

– A jak nie dojrzewają, to nie są w stanie wchłaniać. Powierzchnia jelita grubieje, przybiera charakterystyczny "mózgowy" wygląd. Na zewnątrz tucznik może wyglądać nie najgorzej, ale w środku pasza przechodzi przez przewód pokarmowy z minimalnym efektem – wyjaśniała Mańka.

Co gorsza, na wielu fermach problem pozostaje niewidoczny klinicznie. Brak biegunek, brak padnięć – a jednak na sekcjach z ubojni widać:

  • przerośnięte grudki chłonne,
  • jelita, które świadczą o pracy na "wysokich obrotach" układu odpornościowego,
  • wyraźne zmiany odpowiadające przewlekłemu zapaleniu.

– Hodowca mówi: nie mam problemów, wszystko ładnie rośnie. Ale jelita mówią same za siebie – podkreśla specjalistka. 

O tym, jak skutecznie walczyć z Lawsonia intracellularis przeczytacie w lutowym wydaniu "top świnie". Zapraszamy do lektury. 

Anna Kurek
Autor Artykułu:Anna Kurek

redaktor „top agrar Polska”, zootechnik, specjalistka w zakresie hodowli trzody chlewnej.

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
02. styczeń 2026 17:02