Czy to się opłaca? Jak wygląda codzienność takiej sprzedaży i ile papierów trzeba prowadzić? Sprawdziliśmy to na miejscu w Rzędowicach.
Młody rolnik, duże decyzje
W latach szkolnych Damian Morcinek marzył o tym, aby jak najszybciej uciec od rolnictwa i zająć się gastronomią. Jednak, jak sam mówi, życie pisze różne scenariusze, więc z zamiłowania jest wprawdzie kucharzem, ale na gospodarstwie spełnia się jako hodowca, przetwórca i sprzedawca.
W wieku 19 lat przejął od rodziców ok. 6 z 30 hektarów ziemi i 12 z 20 krów w rasie jersey, holsztyńsko-fryzyjskiej i simental.
Znaczną większość gruntów stanowią użytki zielone. Z nich pochodzi zielonka i kiszonka dla krów. Na gruntach ornych rośnie kukurydza oraz takie zboża jak jęczmień i owies z myślą o kurach, kaczkach i gęsiach, które hodowane są na wolnym wybiegu.
Tuszki drobiowe sprzedawane są w ramach sprzedaży bezpośredniej po uboju gospodarczym, a cała reszta jako Rolniczy Handel Detaliczny.
Mleko dobrej jakości, klienci wracają
Najstarsza spośród 12 krów ma 13 lat i w tej chwili jest to jej 10 laktacja. - Mimo swojego wieku jest w pełni sił i zdrowia, a jej mleko nie odbiega jakościowo od tego, które dają inne krowy – mówi nie bez dumy Damian Morcinek.
Parametry surowca robią wrażenie: liczba komórek somatycznych utrzymuje się poniżej 200 tys./ml, tłuszcz wynosi około 5 proc., a białko 3,6 proc. Dojarka przewodowa pozwala przeprowadzić udój w około 1,5 godziny dziennie. Jedna krowa daje średnio ok. 20 litrów mleka dziennie, co w skali laktacji przekłada się na 7–8 tys. litrów.
Mlekomat w Opolu
Wspomniane wartości białkowo-tłuszczowe oraz somatyka powoduje, że klienci chwalą sobie smak i jakość mleka. Dostawa do mlekomatu odbywa się codziennie samochodem w warunkach chłodniczych. Oprócz mleka można tutaj kupić jeszcze kefir i mleko zsiadłe.
- Od razu po doju, mleko jest schładzane i ta temperatura jest utrzymywana aż do momentu zakupu przez klienta - zapewnia Damian Morcinek i dodaje - Jest mi niezmiernie miło, że przeważnie wszystko, co jest wstawiane do mlekomatu, zostaje wykupione, co jest dla mnie dodatkową motywacją do dalszego działania.
A co dzieje się z produktami, które nie zostaną kupione?
- Na taką sytuację również jesteśmy przygotowani. Po wielu konsultacjach z powiatową i wojewódzką inspekcją weterynaryjną ustalono, że te produkty mogą zostać skarmione przez zwierzęta, utrzymywane w naszym gospodarstwie – wyjaśnia nasz gospodarz.
Rozlewnia mleka obok obory
Zanim Damian Morcinek zawiezie mleko od swoich krów do mlekomatu, musi wejść do rozlewni. To małe ale ważne pomieszczenie znajduje się tuż przy oborze a najważniejszym wyposażeniem jest tutaj nalewarka.
- Koszt jej zakupu wyniósł ok. 4 tysięcy, ale był dobrą inwestycją, gdyż proces nalewu jest znacznie szybszy niż przy nalewie ręcznym. Skutkuje to wyższą jakością i bezpieczeństwem dla klienta, bo schłodzone mleko jest szybko nalane do butelki, a zarazem szybko transportowane i nie nagrzewa się – mówi rolnik, hodowca i przetwórca w jednym.
Opłacalność? Tak, ale pod jednym warunkiem
Na pytanie o opłacalność mlekomatu, Damian Morcinek odpowiada bez wahania: -Tak, jeśli chodzi o względy ekonomiczne, to mlekomat się opłaca, tylko trzeba znaleźć sobie rynek zbytu i produkt musi się wybronić swoją jakością. Rynek jest pełen produktów nabiałowych a klienci szukają jakościowego produktu. Jeśli zaproponuje się wysokojakościowy produkt i klient się do niego przekona, to zawsze wróci z powrotem.
Czy polecał by ten model sprzedaży, jakim jest mlekomat, dalej?
- Oczywiście! Jest to według mnie nadal rynek niszowy, choć od stycznia, gdy uruchomiłem swój mlekomat, to już kilka następnych takich punktów powstało a i telefonów od rolników z pytaniami miałem sporo – potwierdza pan Damian.
Największy problem: papierologia
Jest jednak jeden trudny aspekt, który niesie ze sobą posiadanie mlekomatu i sprzedaż mleka w ramach RHD. To konieczność prowadzenia dokładnej i obszernej dokumentacji.
- Jeśli ktoś z państwa zdecydowałby się na mlekomat, to życzę wytrwałości w procedowaniu administracyjnym. Zdaniem wielu RHD-owców i przetwórców rolnych, stanowczo za dużo jest papierologii. Regularnie dokładane są kolejne obowiązki prowadzenia rejestrów: rejestry temperatury, rejestrów dostawy, rejestrów zwrotu, rejestrów napraw, a w związku z takim typowym przetwórstwem to rejestr sprzedaży i wszystkich temperatur. W moim przypadku jest to ok. 12-15 rejestrów, które muszę regularnie prowadzić – wyjaśnia i ostrzega właściciel mlekomatu.
Ojciec też uwierzył w ten model
Ojciec Damiana, Alfred Morcinek sprzedawał dotychczas mleko od swoich krów wyłącznie do OSM. Obecnie za litr mleka spółdzielnia płaci niecałe 2 złote. Litr mleka w mlekomacie kupowany jest za 5,50 zł (razem z butelką). Ta różnica zauważalna nawet przez kogoś, kto tak jak ojciec, całe życie był wierny mleczarni.
- W kwietniu tego roku ojciec zakupił i uruchomił swój własny mlekomat – mówi Damian Morcinek.
Tym to sposobem nastąpiła zmiana: większa część z gospodarstwa ojca sprzedawana jest bezpośrednio do klienta, a mniejsza do spółdzielni. Czy spółdzielnia jest tym zawiedziona? W tej chwili jest nadmiar mleka na rynku, więc jest im pewnie na rękę, gdy ktoś oddaje go mniej – mówi młody hodowca krów.
Tekst: Anna Malinowski
Zdjęcia i montaż: Michał Heluszka
