Negocjowana właśnie umowa sanitarna i fitosanitarna między UE a Wielką Brytanią może znacząco uprościć handel produktami rolno-spożywczymi i poprawić konkurencyjność polskich producentów.
Brexit wciąż utrudnia sprzedaż polskiej żywności na Wyspy
Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zakończyło swobodny przepływ towarów między obiema stronami. W jego miejsce pojawiły się dodatkowe kontrole sanitarne i weterynaryjne, procedury celne oraz obowiązek przygotowywania znacznie większej liczby dokumentów.
Dla eksporterów żywności oznacza to wyższe koszty działalności i dłuższy czas realizacji dostaw.
Najbardziej odczuwają to firmy wysyłające na brytyjski rynek mięso, nabiał, jaja, ryby oraz przetwory spożywcze.
Każda dodatkowa kontrola wydłuża transport, zwiększa koszty logistyczne i podnosi ryzyko opóźnień, które w przypadku świeżych produktów mogą oznaczać wymierne straty finansowe.
Mimo tych utrudnień Wielka Brytania pozostaje czwartym największym odbiorcą polskiego eksportu. Według danych GUS od stycznia do kwietnia 2026 roku wartość sprzedaży towarów na ten rynek wyniosła 6,4 mld euro.
Wśród eksportowanych produktów znaczącą pozycję zajmują również mięso i podroby, przetwory mięsne oraz inne artykuły spożywcze.
Dla wielu gospodarstw rolnych oraz zakładów przetwórczych współpracujących z eksporterami rynek brytyjski pozostaje ważnym kierunkiem sprzedaży. Każde usprawnienie handlu może przełożyć się na większy popyt na krajowe surowce rolne i stabilniejsze warunki współpracy z odbiorcami.
Branża liczy na prostsze procedury i krótsze kontrole
Największe nadzieje przedsiębiorcy wiążą z negocjowaną umową sanitarną i fitosanitarną między UE a Wielką Brytanią. Zakłada ona ograniczenie rutynowych kontroli produktów mlecznych, mięsa, ryb i jaj oraz uproszczenie procedur obowiązujących na granicy.
Jeżeli porozumienie wejdzie w życie, eksporterzy będą mogli szybciej dostarczać towary do odbiorców, ograniczyć koszty administracyjne i zmniejszyć ryzyko przestojów w transporcie. Dla sektora rolno-spożywczego byłaby to najważniejsza zmiana od czasu brexitu.
– Nikt nie oczekuje zniesienia wszystkich kontroli. Firmom zależy przede wszystkim na prostszych i bardziej przewidywalnych procedurach. To pozwoli lepiej planować produkcję, ograniczyć koszty i zwiększyć konkurencyjność polskiej żywności na rynku brytyjskim – mówi Joanna Michałowska z firmy DTA Logistics (Grupy DTA).
Każdy dzień zwłoki oznacza zamrożony kapitał
Problemy nie kończą się na samej logistyce. Opóźnienia na granicy wydłużają czas dostarczenia towaru, przesuwają termin wystawienia faktury i wydłużają oczekiwanie na zapłatę.
W praktyce przedsiębiorcy przez wiele tygodni finansują sprzedaż z własnych środków, co pogarsza płynność finansową i ogranicza możliwości dalszego rozwoju. Szczególnie dotyczy to małych i średnich firm z sektora rolno-spożywczego.
– Każdy dodatkowy dzień oczekiwania na zapłatę ogranicza możliwość zakupu surowców czy realizacji kolejnych zamówień. Dlatego uproszczenie procedur odczują nie tylko eksporterzy, ale cały łańcuch dostaw – od gospodarstwa rolnego po zakład przetwórczy – uważa Michałowska.
Brytyjski biznes również naciska na zmiany
Potrzebę uproszczenia przepisów dostrzegają także przedsiębiorcy z Wielkiej Brytanii. Ponad połowa tamtejszych eksporterów uważa, że obecna umowa handlowa z Unią Europejską nie pomaga zwiększać sprzedaży.
Coraz więcej małych i średnich firm deklaruje również ograniczenie współpracy z partnerami z UE, jeśli obowiązujące regulacje nie zostaną uproszczone.
To pokazuje, że oczekiwanie na zmiany jest wspólne po obu stronach Kanału La Manche.
Nie tylko towary. Branża chce łatwiejszego przepływu pracowników
Po Brexicie utrudnione stało się nie tylko przewożenie towarów. Firmy wskazują również na problemy z delegowaniem technologów żywności, serwisantów maszyn, specjalistów oraz menedżerów projektów do Wielkiej Brytanii.
Dla nowoczesnego rolnictwa i przemysłu spożywczego, które coraz częściej wykorzystują zaawansowane technologie, sprawna wymiana specjalistów ma równie duże znaczenie jak swobodny przepływ towarów.
Przedsiębiorcy liczą, że przyszłe porozumienia obejmą również uproszczenie procedur związanych z mobilnością pracowników.
– Nowoczesna produkcja żywności wymaga szybkiego dostępu do specjalistycznej wiedzy i serwisu. Im mniej formalności przy delegowaniu ekspertów, tym łatwiej rozwijać współpracę między polskimi producentami i brytyjskimi partnerami – podkreśla Marcin Wiktorowski, którego firma przetwórcza od 4 lat współpracuje z odbiorcami w Wielkiej Brytanii.
Branża czeka na decyzje Londynu i Brukseli
Dla polskiego sektora rolno-spożywczego uproszczenie procedur oznaczałoby nie tylko mniejszą biurokrację. Sprawniejsze odprawy mogłyby obniżyć koszty eksportu, przyspieszyć obrót kapitału i poprawić konkurencyjność polskich producentów na rynku brytyjskim.
Według obecnych założeń umowa sanitarna i fitosanitarna miałaby zostać wdrożona do połowy 2027 roku, choć tempo prac będzie zależało od dalszych negocjacji prowadzonych między Londynem i Brukselą.
Na efekty tych rozmów czekają dziś nie tylko eksporterzy, lecz także gospodarstwa rolne i zakłady przetwórcze dostarczające surowce na rynki zagraniczne.
Krzysztof Zacharuk
