Areał rzepaku pod znakiem zapytania
Jeszcze na początku wiosny obawy o stan plantacji były spore. Po trudnej zimie część upraw mogła zostać przesiana innymi roślinami, zwłaszcza tam, gdzie zabrakło okrywy śnieżnej, a przymrozki i susza dały się we znaki. Jak podkreśla Adam Stępień, na ostateczne wnioski trzeba jeszcze poczekać, ale już dziś widać, że areał rzepaku może być nieco niższy niż przed rokiem.
Według danych ARiMR obecnie w Polsce zasiano około 1,005 mln ha rzepaku ozimego i jarego, podczas gdy rok wcześniej było to 1,1 mln ha.
- Myślę, że te kilkadziesiąt tysięcy hektarów pewnie będziemy mieć mniej - ocenia dyrektor PSPO. Zastrzega przy tym, że ostateczny wynik zależy od tego, jak zakończy się sezon i jakie będą zbiory w lipcu.
Deficyt surowca będzie się utrzymywał
Problemem polskiego rynku nie jest dziś tylko pogoda, ale przede wszystkim bilans surowcowy.
- Produkujemy około 3,5 miliona ton, więc mamy deficyt - przypomina Stępień, odnosząc się do krajowej podaży rzepaku. Branża potrzebuje natomiast około 4 mln ton rocznie do przerobu.
Co ważne, ten deficyt może się jeszcze zwiększyć. PSPO wskazuje, że członkowie stowarzyszenia - biorąc pod uwagę najlepsze kwartały z ostatnich dwóch lat - są już dziś w stanie przerobić ponad 4,1 mln ton rzepaku. A to nie koniec, bo trwające inwestycje mogą podnieść krajowy potencjał nawet do 4,6–4,7 mln ton. - Jest to gigantyczna skala wzrostu, za którą nie idzie oczywiście podaż rzepaku - podkreśla dyrektor generalny PSPO.
Rzepak nadal opłacalny dla rolników
Mimo napiętego bilansu surowca branża olejarska nie wysyła rolnikom sygnału ostrzegawczego, lecz raczej zachętę. Stępień przekonuje, że rzepak pozostaje jednym z najbardziej stabilnych kierunków produkcji roślinnej. - Z ekonomicznego punktu widzenia rzepak jest bardzo stabilnym kierunkiem produkcji roślinnej – mówi ekspert.
Według PSPO istnieje nawet przestrzeń do dalszej ekspansji tej uprawy. - Różne analizy wskazują, że jest to jeszcze możliwe, ta ekspansja do poziomu miliona dwustu tysięcy hektarów - zaznacza Stępień. Jego zdaniem zarówno z punktu widzenia agronomii, jak i ekonomii, rzepak wciąż ma w Polsce mocne fundamenty.
Biopaliwa znowu na pierwszym planie
Duża część rozmowy dotyczyła także rynku biopaliw. W ocenie PSPO globalny trend jest jasny: świat zwiększa udział biokomponentów w paliwach. - Cały świat stawia na biopaliwa - mówi Stępień, wskazując, że po wzrostach cen ropy wiele regionów poza Europą zdecydowało się na mocniejsze wykorzystanie surowców rolniczych.
W Polsce również pojawił się pozytywny sygnał. Majowa nowelizacja ustawy biopaliwowej podniosła limit dla biopaliw pierwszej generacji do 7 punktów procentowych. To ważne, bo - jak ocenia PSPO - częściowo odwraca wcześniejsze ograniczenia wynikające z implementacji RED II.
Polski biodiesel potrzebuje polskiego rzepaku
Zdaniem Stępnia biopaliwa powinny być traktowane nie tylko jako element polityki energetycznej, ale również jako ważne narzędzie wsparcia dla rolnictwa. - Myślę, że jest to dobry moment, aby o biopaliwach dyskutować w charakterze strategicznego rozwiązania dla rolnictwa, ale także właśnie w obszarze energii - podkreśla.
Z perspektywy krajowego rynku kluczowe jest jedno: wykorzystanie polskiego surowca. - Polski rzepak jest podstawą polskiego biodiesla, a polski biodiesel to już ponad milion ton gotowych paliw - przypomina dyrektor generalny PSPO. Jak dodaje, oznacza to nie tylko produkcję paliwa w kraju, ale też miejsca pracy i mniejszy ślad środowiskowy.
Co dalej z rzepakiem?
Rzepak pozostaje jedną z najważniejszych roślin w krajowym rolnictwie, a jego znaczenie może jeszcze wzrosnąć. Z jednej strony rolnicy mierzą się z ryzykiem pogodowym i presją na areał, z drugiej przemysł olejarski i biopaliwowy potrzebuje coraz większych ilości surowca.
Dlatego - jak zaznacza Adam Stępień - warto walczyć o polski rzepak, bo jest on nie tylko surowcem rolniczym, ale też filarem krajowej produkcji oleju i biodiesla.
Bartłomiej Czekała
Fot. Szymon Śliwiński
