Rynek zbóż
Zbóż wystarczy, ale mogą drożeć
Nawet przy słabszych tegorocznych plonach, co oczywiście poskutkuje mniejszymi zbiorami na zaspokojenie krajowego zapotrzebowania zbóż wystarczy. Co ciekawe, wydaje się że nawet struktura jakościowa zbieranego tegorocznego plonu mocniej odzwierciedli krajową ich konsumpcję. Wszak zdecydowanie więcej przeznaczamy zbóż na paszę dla zwierząt niż na konsumpcję i na eksport zbóż konsumpcyjnych łącznie. Jeśli GUS w swoim wstępnym szacunku prognozuje, że w tym roku zbiory zbóż podstawowych z mieszankami zbożowymi wyniosą 25,3 mln t i będą o 4,9% niższe od roku ubiegłego, to oznacza korektę o zaledwie nieco ponad milion ton.
Jeśli wciąż mamy w pamięci wielokrotnie przytaczane informacje o zapasach przenoszonych z poprzednich lat, to przecież właśnie są to zapasy na tzw. w razie W. To W jednak oznacza, że zboża w obrocie jest i będzie mniej. I choć szybka akcja żniwna i pryzmy w niektórych skupach usypane nawet na dworze, tę optykę nieco zakłócają, to u większości skupujących i przetwórców wyraźnie widać smutek przy podsumowaniu efektów tegorocznych zbiorów.
No tylko te zbiory się nie skończyły, ale i ich tempo spowodowało, że rolnicy woleli jechać szybko kosić niż wieźć zboże do skupu. Woleli i też patrząc na mniejsze plony uważali, że lepiej schować to skoszone zboże na później. Dylemat sprzedawać, czy czekać nadejdzie właśnie w chwili, gdy trzeba będzie wyjść w pole z nawozem i zasiewami. Ten dylemat jest powszechnym i jednoczesnym dla wszystkich zajmujących się produkcją polową, a przy wciąż sporym rozdrobnieniu gospodarstw rolnych w Polsce, może doprowadzić do żniw w skupach, po żniwach.
Nie musi to jednak oznaczać spadków cen, bo skupy, które kupiły, jak twierdzą tylko połowę tego co przed rokiem, też wiedzą, że towaru jest mniej i będą chciały brakujące do realizacji celów wolumeny dokupić, tym bardziej, że rynek pokazuje im szanse na zarobki. Trochę zamieszania w tym myśleniu może wnieść MATIF, bo jeśli ktoś ma wątpliwości w którym kierunku w drugiej połowie sierpnia podąży wykres wrześniowych notowań pszenicy, to niech zerknie na linię przedstawiającą sezon 2024/25 (szara kreska). To jeszcze raz pokazuje, że handel zbożami nie dzieje się na dziś tylko na później, Na szczęście to później oznacza, że we wrześniu i październiku kursy się stabilizują i mogą nawet iść do góry. Tylko, kto tak długo wytrzyma? Jeśli większość, to i większa szansa na podwyżki w kraju.
Rynek rzepaku
Rzepak przejdzie fazę stabilizacji zanim podrożeje
Z rzepakiem może być inaczej, zwykle sierpień i wrzesień na rzepakowym rynku, po przetoczeniu się żniwnej nawałnicy oznacza czas stabilizacji i jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie znów nie wtrąci swoich trzech groszy, tak się z notowaniami na MATIF zapewne stanie.
Krajowi przetwórcy już zapewne przyglądają się z niepokojem słabemu pokryciu mocy przerobowych, kłopot jest w tym, czy obwieszczenie powszechnie światu 4 mln t możliwego przerobu z górką już wcześniej pod wpływem informacji o zbiorach nie zostało zredukowane do realnych planów 3 mln t na ten sezon. Naszym przetwórcom, mającym swoje europejskie centra decyzyjne poza granicami Polski, trudno jest przekonać swoich zagranicznych szefów, że rzepaku będzie zdecydowanie mniej.
Polski przemysł przez lata radził sobie bardzo dobrze z zaopatrzeniem, często ustawiając rolników pod ścianą zakupów na za miesiąc, lub nawet dwa. Dodatkowo argument w wewnętrznych negocjacjach o podwyższenie premii do MATIF wytrąca słabsze zaolejenie. - Jak chcesz podnosić ceny jeśli oleju mamy w rzepaku mniej - słyszą pewnie od swych sceptycznych zarządzających zakupami na Europę.
To przekonywanie musi jeszcze chwilę potrwać, ale zmiany premii muszą się wydarzyć. Już widzę jak przetwórcy raportują do swoich centrali dane ze wstępnego szacunku GUS, że w Polsce rzepaku w tym roku zbierzemy tylko 3,1 mln t tj, o 14,4% mniej od roku ubiegłego. To musi zrobić wrażenie. Może również słabsze pokrycie tłoczni na Zachodzie wspomoże ten ruch, bo sam MATIF ze wsparciem może ruszyć dopiero w październiku.
Klikając na baner poniżej pobierzesz darmowy PDF z omówieniem wszystkich najważniejszych zagadnień z rynku rzepaku!
Kursy walut
Słabszy PKB może złotego osłabiać
Choć złotówka się trzyma, nawet lekko się umacniając, to pojawiają się znaki, że sytuacja ekonomiczna w kraju może w dłuższej perspektywie wpływać na jej osłabienie. To wszystko zależy od realizacji szacunków PKB i tego, co się dziać będzie w otoczeniu naszej waluty w innych krajach.
Według Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych w drugim kwartale 2026 r. dynamika wzrostu produktu krajowego brutto (PKB) osiągnęła 3,8%, co oznaczało nieznacznie lepszy wynik niż w pierwszym kwartale tego samego roku.
Problem w tym, że według analiz ekspertów w kolejnych kwartałach tego roku tempo wzrostu gospodarczego będzie się stopniowo obniżać i całoroczny wzrost PKB w 2026 r. ma wynieść 3,4%, co stanowi spadek w porównaniu do 3,6% w 2025 r. Na rok 2027 r. przewidywany jest jeszcze większy spadek do poziomu 2,9%.
