Rynek rzepaku
Nerwowy przełom rzepakowego sezonu
Większość polskich rolników przyglądając się rzepakowi, ma się czym denerwować. Cześć z plantacji poszło już w zapomnienie, ze względu na wymarznięcia i teraz swój wzrok przekierowują na rynek kukurydzy. Pozostali widzą bardzo dziwnie wyglądające rzepaki i wiedza jedno plonu z takiego zagęszczenia i niewyrównanego łanu nie będzie.
Dodatkowo, jeśli jeszcze można było liczyć, że mniej liczne nasionka się teraz wypełnią, to parzące wręcz słońce z nieba próbuje już w łuszczynach usmażyć je na na swoim własnym oleju. Rynek tych trosk zapewne nie zwróci, bo cenami rządzić będą duże bilanse i to co dobre, chyba się już na giełdach stało. Wypracowane kursy sa i tak dość wysokie, a na więcej liczyć można tylko w momentach jakiś wydarzeń nadzwyczajnych.
Nerwowość ogarnia także przetwórców, choć to są wprawieni w robieniu marsowych min gracze, to też dostrzegają powyższe i słuchając prognoz o rzepaku w Niemczech, Francji czy Rumunii wyczuwają, ze tamte rzepaki mogą być dla nich niczym lizak za szybą. Przecież upały dotykają też tamte regiony i być może większości plantacji w tamtych krajach efekt upałów już nie zaszkodzi, ale na pewno nie da wsparcia w budowaniu jeszcze większych plonów.
Rumuński rzepak tani być nie chce, a Niemcy popatrzą tylko na nas ze zdziwieniem, bo przecież to my mieliśmy do nich rzepak przywieźć, a jak nie, to dzięki nieco większym własnym plonom mniej może zakupią z Ukrainy. Ta Ukraina tez wciąż jest dla nas nieosiągalna i sprzedając do nas olej i śrutę, co prawda zaspokoi nieco potrzeby handlu, ale przyłoży się do pogarszającej się kondycji naszego przemysłu przetwórczego, a w konsekwencji rolników uprawiających rzepak.
Bo przecież krajowe ceny opierają się na notowaniach rzepaku na MATIF, a giełda widząc dobre zbiory we Francji, Niemczech i Rumunii łaskawą dla naszych rolników nie będzie. Przy zbiorach nieznacznie powyżej 3 mln t rzepaku w Polsce grozi nam wykorzystanie mocy przerobowych jedynie w 75%, a tego żaden przemysł nie zniesie.
Handlowcom też udziela się ta nerwowość, bo na płaskim rynku coraz trudniej jest wypracować pozycję pozwalającą na zbudowanie zadowalającej, nie zadowalającej, jakiejkolwiek marży! Świadczenie jedynie usług magazynowych dla chcących zagrać swoim towarem tez jest coraz trudniejsze do skalkulowania, ceny energii, pracy ludzkiej i inne stałe obciążenia skaczą niemiłosiernie, a przecież trzy razy po 10 zł/t przyjęcia, przechowywania miesięcznego i wydania zniesie niewielu klientów.
Rynek zbóż
Zbożowe rozterki
Jakby rzepakowych trosk, które dotyczą jednak węższego grona, niż uprawiających i przetwarzających zboża, było mało to bezlitosna aura dostarcza nam kolejnych rewelacji w zbożach. I znów słyszymy o rekordowych zbiorach w Rumunii, a u nas przyglądamy się naszym polom i szlag nas trafia, bo żar z nieba zaczyna niweczyć nasze nadzieje na wypełnienie ziarna w ostatniej chwili życia biologicznego uprawianych zbóż. Ważą się tu bowiem losy nie tylko parametrów, bo gęstość zapewne poleci na łeb, ale co najistotniejsze plonu.
A już po opadach zaczęło się wydawać, że wystarczy jeszcze trochę dołożyć nawozu na kłos i ochronić go przed grzybami i może niedobory krzewienia wyrówna masa tysiąca ziaren. Niestety tracimy i tę szansę, bo wegetację gwałtownie przerywa sączący się z nieba żar. Zanim ziarno dojrzeje, to uschnie i może nie trzeba będzie go dosuszać, ale plony to obniży.
Wydaje się, że do handlowców zbożowych to jeszcze nie dociera, bo rzeczywiście tylko parę dni mamy teraz upały, są to jednak kluczowe dni dla zbóż i chyba powinni już zacząć rozmyślać nad planem awaryjnym obniżenia zakresu parametrów handlowych, zwłaszcza w kontraktach na dłuższy czas, bo i rolnikom i eksporterom, wciąż nie mogącym doładować statku nie uśmiecha się jeżdżenie w kółko z towarem, który o parę kresek nie jest w stanie spełnić oczekiwań finalnego odbiorcy.
U traderów panuje powszechne przekonanie o tym, że podobnie jak w poprzednim roku w żniwa może być najdrożej, a potem ceny spadną. Ja jednak do takich osądów ustawiam się bokiem, bo z czego tu obniżać, jeśli pszenica konsumpcyjna w kraju kosztuje ostatnio najczęściej 740–800 zł/t. To mają być te najwyższe ceny?! Nie można nie brać pod uwagę kosztów produkcji, w dłuższej perspektywie musi się te dwie składowe porównać i ten proces może potrwać, ale się wydarzy.
Kursy walut
Waluta wspiera decyzje o sprzedaży
Osłabienie złotówki, niby nieznaczne i przypadające w sumie w tradycyjnym dla takiego trendu wakacyjnym czasie powoduje korzystniejsze przeliczniki dla cen zbóż kierowanych na eksport i cen skupu rzepaku w kraju.
Przecież wskaźniki płynące z notowań pszenicy i rzepaku na giełdzie MATIF są nominowane w euro, więc im więcej złotówek przeznaczają Polacy w kantorach na wypełnienie europejska waluta swoich wakacyjnych portfelików, tym korzystniej będzie można sprzedać zboża do Niemiec, czy Hiszpanii a nawet rzepak w krajowym handlu.
Podnosi się jednak poziom ryzyka, że gdy żniwa i wakacje miną, to złotówka na nowo się umocni i zdejmie owe parę złotych z dotychczasowych cen naszych płodów. To także musimy brać pod uwagę zastanawiając się czy sprzedać, czy zaczekać.
Juliusz Urban
