Rynek zbóż
Ze zbożami przesadzili
Rozumiem skupujących, że widząc przez chwilę w poniedziałek pszenicę na MATIF poniżej 200 euro mogli lekko spanikować. Ale bez przesady, przecież teraz za wiele się nie kupuje i nie ma ryzyka obkupienia się zbyt drogim zbożem. Tym bardziej pozbawione sensu jest obniżanie wszystkich zbóż o tyle samo, a więc z góry na dół cenników o 20 zł/t. Przecież mówimy o zupełnie różnych cenach wyjściowych i nawet matematycznie (procentowo) jeśliby chcieć to kalkulować, to ceny żyta powinny być zdecydowanie inaczej potraktowane jak ceny pszenicy. Ale dość tej matematyki, bo rzeczywiście obniżki w niektórych firmach skupowych nie były potwierdzone żadną matematyczną kalkulacją, tylko emocjami i chyba zmęczeniem całym długim i jakże nudnym dla handlowców sezonem.
Nudnym, bo ceny zbóż długo były płaskie, a nawet jak się lekko zaczęły przesuwać do góry, to w handlu próżno było szukać jakichkolwiek oznak ożywienia. Tym samym w handlowcach, którzy zbyt wiele w tym roku na obrocie zbożami nie zarobili narastał taki wewnętrzny bunt. Ciężko pracują, namawiają do sprzedaży, a tu wciąż słyszą: poczekamy. I co robią, gdy pojawia się choćby przez chwilę cień chmury na wygładzonym niebie zbożowego rynku? Oczywiście odpowiadają: POCZEKAMY!
I nie ma w tym jakiejś nadmiernej złośliwości, bo jeśli i tak do skupu niewiele jedzie, to cenniki są tylko banerem informującym, o stanie chęci lub ich braku do zakupów. Ja tam wolę inną i otwartą komunikację typu: nie skupujemy, opróżniamy magazyny przed żniwami, robimy dezynsekcję, czy remont i nie skupujemy, niż mówienie idź stąd chłopie przy pomocy cen. Ale każdy ma prawo sam decydować o sposobie działań. Rzeczywiście jeśli handel trafia na okoliczną zaporę w postaci obniżki cen, czy tak jak ostatnio spadają ceny w portach, które nie oszukujmy się wyznacznikiem cen krajowych dawno już nie były, to takie zachowanie musimy zrozumieć.
Przy okazji nadchodzących żniw cenniki skupów są też platformą komunikacji i często wyprzedzają rzeczywistość w sposób trafiony lub nie. Na prawdziwą ocenę dzisiejszych zabiegów przyjdzie jeszcze cza. Jednak trzeba przyznać, że zazielenione pola po ostatnich deszczach poprawiły nastroje również u producentów rolnych. Informacje o spodziewanych rekordowych zbiorach pszenicy w Rumunii też pokazują ważne tło. Tylko, że zazielenione pola u nas i rumuńskie prognozy mówią też o przesunięciu faktycznych terminów zbiorów, a to jest czas wciąż trwającej konsumpcji zgromadzonych wcześniej zapasów. Zapotrzebowanie surowcowe i opóźnienia w realizacji międzynarodowego handlu na starcie żniw też trzeba brać pod uwagę prognozując czy ceny spadną, czy pozostaną na tych samych poziomach.
O cenach zbóż na żniwa i zaraz po nich porozmawiamy już 23 czerwca na Giełdzie. Zapisz się klikając na logo Giełdy!
Rynek rzepaku
Z rzepakiem to całkiem inna sprawa
Z rzepakiem to rzeczywiście całkiem inna sprawa, bo jeśli ktoś swoje kalkulacje opierał o notowania rzepaku na giełdzie MATIF spowodowane trwającym ponad dwa miesiące konfliktem na Bliskim wschodzie, to znaczy, że zakładał, że ten konflikt trwać będzie wiecznie. No w takim przypadku pewnie bylibyśmy zmuszeni za kilka miesięcy do baków wręcz lać olej rzepakowy, ale opieranie się na cenach bazujących na wojnach zawsze prowadzi do rozczarowań. Ustalony po spadkach dzisiejszy kurs rzepaku jest przecież bardzo podobnym do ubiegłego sezonu, co więcej potem w poprzednim roku nastąpiły dalsze spadki.
Wydaje się więc, że 500 euro trudno w perspektywie rekordowych zbiorów rzepaku na świecie trudno będzie obronić i nawet, gdy u nas pojawi się niekorzystny wynik tegorocznych rzepakowych żniw, to zbiory w innych krajach mogą te zmniejszenia pokryć niczym czapką. to zwykle jest najtrudniejszy moment pokazywać naszym rolnikom. którym źle się dzieje, że za granicą jest lepiej, ale trzeba taka sytuacje w tym sezonie brać na poważnie pod uwagę.
Pierwsza połowa nowego sezonu jawi się wyraźnie jako podatna na spadkową tendencję, a dopiero w drugiej połowie nastąpi rozglądanie się za surowcem, którego i tak może zacząć trochę brakować. Wówczas wraz ze znikającym listopadowym MATIFEM będzie można już nawet w grudniu liczyć na wzrosty. Jest jednak jedno ważne ale, tym zastrzeżeniem jest znów pokój na Bliskim Wschodzie, bo jeśli dziś słyszymy, ze vice prezydent USA nie leci na spotkanie w sprawie ostatecznych ustaleń to sam ten fakt pokazuje nam, jak ten pokój jest kruchy. Jeden dzień może zmienić wszystko i znów nastąpi chwilowa, bądź dłuższa eksplozja cen ropy naftowej, a co za tym idzie kursów rzepaku, trzeba wtedy być tu i teraz.
O cenach rzepaku porozmawiamy 23 czerwca na Giełdzie w Barczyźnie k. Wrześni. Zapisz sie kilając na baner Giełdy:
Kursy walut
Inflacja i kursy opierają się o rolnictwo?
Gdy krajowe biuro statystyczne (GUS) zaraportowało roczny wskaźnik majowej inflacji konsumenckiej spadający z 3,2 na 3,1% ekonomiści byli pod wrażeniem. Spodziewali się bowiem wartości wynoszącej nawet 3,7%. To umocniło wówczas złotego.
O tym wskaźniku już jednak pisaliśmy, przy okazji omawiania wstępnych danych, teraz się to potwierdziło. Te obniżające się dane o inflacji, nas jako zwykłych konsumentów cieszą, ale jako rolników już nie bardzo. Okazało się bowiem, że jedną z głównych przyczyn obniżającej się inflacji są spadające ceny produktów rolnych, w tym owoców i warzyw. No to z czego się tu cieszyć? No chyba tylko z osłabiającego się kursu złotego, bo przynajmniej artykuły rolne wywożone na eksport przyniosą więcej pieniędzy.
Juliusz Urban
