Rynek zbóż
Obawy o dalszą część sezonu tłumi rosnąca giełda
Na rynku zbóż obecny czas jest niezmiernie istotny dla cenowej układanki, która cieniem może położyć się także na cenach na starcie kolejnych żniw. Wszak mamy przedłużający się okres świąt, za chwilę będzie długi weekend majowy. Na to wszystko nakładają się na mocno opóźnione wcześniejszymi niskimi temperaturami siewy niektórych upraw jarych. W tym sezonie przetwórcy zbóż są raczej nastawieni na regularne bieżące zakupy i utrzymują minimalne stany zabezpieczające przerób. Dlatego takie okresy przestoju podaży budzą na chwilę korzystniejsze ceny.
Gdy mniejsza podaż będzie się przeciągnąć i przetwórcy, głównie z segmentu paszowego, pod presją uzupełnienia stanów zaczną podwyższać okresowo ceny, to może zadziałać na rynek wręcz hamująco. Stąd wynikają moje obawy, że ceny zbóż regionalnie jeszcze wzrosną, na czym skorzysta niewielu, bo te podwyżki wręcz przyblokują handel.
Natomiast potem, gdy rynek po okresach wzmożonych prac polowych wróci do remanentów magazynowych i zauważy wyższe poziomy cenowe, to obudzą się chęci sprzedażowe. To wszystko może doprowadzić do spadków pod koniec sezonu i złej pozycji startowej na żniwa. Obawiam się więc, że jak ceny wzrosną, to na tym skorzysta niewielu, a na spadkach ucierpią niemal wszyscy. Lekarstwem na te obawy jest więc stały kontakt z rynkiem i równomierna podaż oraz korzystanie z faktu, iż giełda nowy sezon w notowaniach pszenicy wciąż wycenia drożej prawie o 10 euro.
Rynek rzepaku
Na rzepak wciąż są bardzo-chętni
Pomimo ofert skupowych niektórych przetwórców wchodzących już w czerwiec, trudno nie odnieść wrażenia, że gra o surowiec w krajowym przemyśle przetwórczym wciąż się toczy. Takie momenty uspokojenia podaży, po mocniejszych tygodniach handlowania dowodzą właśnie takiego stanu rzeczy.
Znów w rozmowach z przetwórcami pojawiają się pytania o pozostającą jeszcze do handlu część rzepaku z ubiegłorocznych zbiorów. Są to w istocie pytania, jakie handlowcom rzepakowym zadają obecnie ich szefowie, chcący zaplanować posezonowe przeglądy. Optymalizacja działań handlowych powoduje z jednej strony chęć wyciśnięcia z mocy przerobowych tzw. maksa, a z drugiej strony racjonalne zarządzanie surowcem, aż do nowych zbiorów. Ile rzepaku jeszcze kupimy? I kiedy będą żniwa?
Takie pytania teraz będą krążyć w głowach wszystkich przetwórców rzepaku? I każdy z nich będzie się oglądał na konkurencję. Ci, którzy kupują rzepak na kwiecień z zazdrością patrzą na swoich kolegów, co kwotują już tylko czerwiec. Zadają sobie pytanie: czy tę grę o surowiec już przegrali, czy może opóźnienie zakupów doprowadzi ich do korzystniejszej relacji ceny surowca do ceny produktu?
Kwiecień na giełdzie MATIF był zwykle okresem gwałtownych podskoków, ale już maj przynosił wyraźne obniżenie kursów sierpniowych. Obecnie rzepak na nowe zbiory, choć zbliża się do wyceny maja wciąż jest o 6 euro tańszy. Czyli najpierw wraz z majem, możemy liczyć na podciągnięcie sierpnia, a potem w maju na sierpniowych kontraktach obsunięcie? To najbardziej prawdopodobny scenariusz, ale ogromne pole do popisu giełdzie dają wydarzenia na Bliskim Wschodzie, które wciąż nie schodzą z pierwszych stron informacyjnych tabloidów.
Kursy walut
Inflacja osłabiła złotego
Pierwsze wstępne informacje GUS o marcowej inflacji wystarczyły, żeby i tak słabego złotego sprowadzić do jeszcze gorszego kursu. W marcu ceny towarów i usług według szybkiego rachunku GUS wzrosły rok do roku o 3%, podczas, gdy jeszcze w lutym inflacja była opanowana do 2,1% w skali rocznej.
Marcowy wzrost inflacji spowodowały ceny paliw, bo one wpłynęły na wszystkie obszary aktywności przemysłowej i handlowej, a także na koszty naszego życia. Nic więc dziwnego, że w kursie złotego pojawiło się także, miejmy nadzieję chwilowo 4,29 zł za euro.
Juliusz Urban
