Rynek zbóż
Kosztami trzeba się podzielić
Sytuacja podażowa w zbożach znacznie się pogorszyła, bo ceny przestały rosnąć, a koszty poszły do góry w dwóch najistotniejszych obszarach produkcji roślinnej. Skokowy wzrost cen nawozów dotyka już nie tylko przyszłe zasiewy, ale także produkcję polową w toku, gdyż zapasy nawozowe zarówno u rolników, jak i hurtowników przed podwyżkami były niewielkie. Ograniczona dostępność nawozów azotowych, nawet u tych, którzy nie chcieliby nawozów poskąpić może przyczynić się do zmniejszenia dawek. Dodatkowo wyjątkowo suchy marzec powoduje, że tam gdzie nawóz został podany, jest pobierany bardzo, bardzo wolno. Słowem nadchodzące żniwa mogą być sporo słabsze. Widzą to także eksperci z IGC szacując zbiory pszenicy na sezon 2026/27 na niższym o 23 mln t od aktualnego sezonu.
O towar w handlu będzie więc zdecydowanie trudniej, a tu rynek rosnącymi kosztami transportu nakłada na dostawców kolejne bariery. Co komu po cenie pszenicy 830–840 zł/t w porcie, gdy wszystko co można by zarobić zje transport.
W handlu zbożami na stabilnym cenowo rynku, a takim przecież jest obecny sezon, gdy cieszymy się z 10 zł podwyżki w jakimś szczególnym tygodniu, marża zwykle nie przekracza 20 zł/t i co tu ukrywać jest to często marża wypracowana wyłącznie stałymi kontaktami z eksporterami i przewoźnikami. Tu dyszka w górę i tam dyszka w dół, bo dostarczamy i wozimy tak dużo i uzbiera się taka delikatna górka.
Tylko, że ta górka przeobraziła się teraz w wykopany cenami paliw dołek. To widać szczególnie po cenach w firmach, które do portu mają większe odległości. Jeśli ktoś ma do portu do 200 km, to robi wcześniej zaplanowany biznes na zero, lub na minus 5 zł, ale jeśli dalej to już zdecydowanie więcej dokłada. Starty mogą dochodzić do 30 zł/t.
Tymi kosztami skupujący z odległych lokalizacji zaczynają się już dzielić, bo gdzieś rodzące się straty i nowe tranzyty trzeba pokryć. To nie przypadek, że gdy w północnej części kraju ceny stoją lub nawet rosną, to na południu handlowcy zaczynają je obniżać. Tylko dzielenie się z rolnikiem tym kosztem, wydaje się być tylko wyjściem na papierze, bo rolnik też dostał te koszty i to podwójnie, w drożejących nawozach i ropie naftowej, poprzez rosnące koszty uprawy.
Szkoda, że tak powszechne na świecie zapisy w kontraktach pod eksportowany towar, mówiące o sile wyższej są u nas mało popularne, a tam, gdzie one są ich interpretacja powoduje, że są one trudne do wyegzekwowania. Wszak nie wyobrażamy sobie wyraźniejszej siły wyższej od wybuchu wojny i jej bezpośredniego wpływu na rynek. Kosztami w całym łańcuchu handlu trzeba się podzielić!
Rynek rzepaku
Rzepakowa niepewność
Rynek rzepaku wzrostami cen transportu został w obecnej chwili także mocno dotknięty, bo ostatni kwartał sezonu jest zwykle momentem, kiedy to rzepak dostarczany jest do przetwórców z większych odległości. Bo pod kominem zwykle rzepak jest już dawno sprzedany. To kominy w końcu nie tak licznych w Polsce zakładów tłuszczowych pełnią rolę omawianego w zbożowej sentencji portu.
Przy transakcjach zawieranych z dostawami na kolejne miesiące, zwłaszcza handlowcy odbierający rzepak z gospodarstw wpadli także w dołek marżowy. A zawierając nowe umowy trzeba kalkulować wyższy koszt transportu. Kiedy ceny rzepaku gwałtownie podskoczyły łatwo było to zrobić w sposób niemal niedostrzegalny, Teraz, gdy ruch cen się spłaszcza będzie zdecydowanie trudniej.
Ruch przygraniczny z Niemcami wspiera słabsza złotówka, ale warto też zastanowić się nad najbliższym miesiącem, który zwykle na giełdzie MATIF jest wystrzałowy. Kończenie się kontraktów na stary rzepak przynosi najczęściej mocno niespokojną pierwszą połowę kwietnia, gdy odbywa się dość silny proces odkupowania domykających się majowych notowań. Możemy więc liczyć się ze wzrostami, których następstwem mogą być potem spadki, gdy przetoczą się już większe wolumeny.
Zwykle do tzw. zimnych ogrodników nad rzepakiem pojawia się widmo niepewności i to widmo pozwala utrzymać kontrakty już sierpniowe w ryzach, a potem giełdowe emocje spadają, a wraz z nimi spadają ceny. W tym sezonie wojna na Bliskim Wschodzie powoduje jeszcze podkręcanie niepewności i ta niepewność nakazuje wstrzymywanie się od daleko idących prognoz.
Kursy walut
Wyraźna chęć złotego do powrotu
Kiedy popatrzymy na kursową tabelkę odniesiemy wrażenie wyjątkowej stabilizacji. Nic bardziej mylnego, choćby w czwartek, w trakcie dnia mieliśmy kursową huśtawke nastrojów. Tylko w jednym dniu relacja do euro kiwała się pomiędzy 4,26–4,28.
To daje do myślenia, że złotówka będzie jednak na powrót dążyć do umocnienia i warto to brać pod uwagę w planowaniu eksportowych transakcji.
Juliusz Urban
