StoryEditor

Rolnik z Pomorza zrestrukturyzował gospodarstwo. "Może moja historia pozwoli innym rolnikom uniknąć błędów"

Specjalna ustawa z 2018 r., która miała ułatwić zadłużonym rolnikom restrukturyzację, właściwie nie działa. Skorzystała z niej garstka zainteresowanych. Zdecydowana większość nadal usiłuje ratować swoje gospodarstwa korzystając z ogólnego Prawa restrukturyzacyjnego. To jednak trudna droga, pełna wykrotów i pułapek, w które łatwo wpaść. Na pewno to nie jest złoty środek na kłopoty.

AUTOR
Arkadiusz Jakubowski
02.03.2026., 12:15h

Rozwój gospodarstwa w Mikołajkach Pomorskich

Na własnej skórze przekonał się o tym Andrzej Lipiński, rolnik z Mikołajek Pomorskich w powiecie sztumskim. Udało się jemu zrestrukturyzować długi, ale i tak jest pełen frustracji i gniewu.

– Nie tego się spodziewałem – mówi. – Jestem rolnikiem, a nie prawnikiem. Znam się na uprawie, kocham to robić. Liczyłem, że sprawy formalne, papierkowe wystarczy powierzyć fachowcom, a oni się nimi odpowiednio zajmą. Tak się nie stało. Może moja historia pozwoli innym rolnikom uniknąć błędów.

Gdy w 1998 r. przejmował po ojcu niewielkie gospodarstwo w Mikołajkach Pomorskich, miał 22 lata i stabilną pracę na tirach. Ale postanowił żyć z ziemi. Zmienił strukturę zasiewów, z czasem wyspecjalizował się w uprawie warzyw i kukurydzy cukrowej. To był dobry czas dla rolnictwa. W 2004 r. dokupił 9 ha ziemi na przetargu od Agencji Nieruchomości Rolnych i liczył zyski.

– W 2007 r. z małego gospodarstwa robiłem obrót rzędu 250 tys. zł rocznie – wzdycha. – Zatrudniałem sezonowo nawet 15 osób przy zbiorach.

Problemy w gospodarstwie nałożyły się

Kłopoty przyszły po wprowadzeniu w 2014 r. rosyjskiego embarga na polską żywność. Chłonny rosyjski rynek się zamknął, odbiorcy odpadali jeden za drugim, spadły dochody.

– Miałem kredyty do spłaty: na ziemię, na ciągniki i maszyny. W szczytowym momencie zadłużenie wynosiło ok. 800 tys. zł – opowiada. – Zaczęły się kłopoty ze spłatą. I od tego momentu sytuacja finansowa gospodarstwa zaczęła się systematycznie pogarszać.

Podobną historię mogłyby opowiedzieć dziesiątki tysięcy polskich rolników. U Lipińskiego kłopoty spotęgował jeszcze nierzetelny odbiorca z sąsiedniej wsi, który nie zapłacił za 1000 ton zielonki z kukurydzy, potem dwie klęski żywiołowe (w 2017 r. nawalne deszcze, które zatopiły ziemniaki, w 2018 r. susza, która zredukowała prawie do zera zbiory pietruszki).

– Efekt był taki, że firma leasingowa wymówiła mi umowy leasingowe – wspomina Lipiński. - Już wtedy, żeby wiązać koniec z końcem, musiałem wrócić do jeżdżenia na tirach. Przyjechali pod moją nieobecność, zabrali sprzęt, a potem kazali jeszcze za niego zapłacić jak za nowy.

Z sąsiadem od kukurydzy poszedł do sądu. W 2019 r. sprawę wygrał, ale pieniędzy nie zobaczył do dzisiaj. Firmie leasingowej nie zapłacił, więc to ona poszła do sądu, uzyskując nakaz zapłaty. A że Lipiński nie dopilnował terminów odwołania, firma leasingowa w dokumentach sądowych figuruje jako jego wierzyciel.

Spirala zadłużenia 

Jedna zaległość powodowała drugą, przybywało wierzycieli. Sytuację pogarszały podejmowane przez rolnika chaotyczne, często spóźnione (jak z firmą leasingową) lub mało skuteczne (jak z sąsiadem) próby walki na sądowych frontach przy współpracy z przypadkowymi kancelariami prawnymi. Generowało to dodatkowe koszty i wydatki. Lipiński wpadł w spiralę zadłużenia, wkrótce do drzwi zaczęli pukać komornicy. Całkowitego zatopienia uniknął jedynie dzięki dochodom z pracy tirowca. Widział tylko jedno wyjście: formalną restrukturyzację długów.

– Restrukturyzację z tej ustawy o restrukturyzacji zadłużenia podmiotów prowadzących gospodarstwa rolne od razu sobie odpuściłem – mówi. – Tam się przecież trzeba pozbyć swojej ziemi na rzecz KOWR. A ja nie zamierzam tego robić.

Zdaje się, że podobnie jak on myśli wielu rolników w kłopotach finansowych. Jak nas poinformował Wojciech Adamczyk, rzecznik prasowy KOWR, z restrukturyzacji w ramach wspomnianej ustawy oddłużono dotąd 43 gospodarstwa, a do Skarbu Państwa przejęto 1501 ha, z których 1490 ha wydzierżawiono dotychczasowym właścicielom.

Restrukturyzacja gospodarstwa, dla zadłużonych przedsiębiorców

Andrzej Lipiński swoją szansę na wybrnięcie z finansowych kłopotów widział jednak w zwykłej restrukturyzacji, wynikającej z Prawa restrukturyzacyjnego, czyli ustawy z 15 maja 2015 r., która reguluje zasady ratowania zadłużonych przedsiębiorców przed upadłością poprzez zawarcie układu z wierzycielami.

– Wiedziałem, że sam tego nie zrobię, że potrzebuję pomocy specjalisty od tego – opowiada. – W telewizji w programie rolnym usłyszałem o kancelarii, która się w tym specjalizuje i pomaga rolnikom. Zgłosiłem się do nich.

Kancelaria podjęła się przeprowadzenia restrukturyzacji gospodarstwa Andrzeja Lipińskiego w formie tzw. postępowania o zatwierdzenie układu. To najprostsza i najmniej sformalizowana forma restrukturyzacji. Dłużnik sam, przy pomocy wynajętego nadzorcy układu, czyli wspomnianej kancelarii (tej kancelarii), uzgadnia z wierzycielami warunki spłaty zadłużenia, a sąd jedynie zatwierdza wypracowany układ. Zawarcie układu wymaga zgody wszystkich wierzycieli (Lipiński miał ich 35), a takiej w tym przypadku nie udało się uzyskać. Rolnik obarcza winą za to kancelarię. Kancelaria żąda od niego zapłaty należności wynikającej z zawartej umowy. To 60 tys. zł.

Jaka skala problemu?

Nie wiadomo, ile gospodarstw rolnych próbuje wyjść z kłopotów finansowych drogą zwykłej restrukturyzacji. Nikt nie bada sytuacji gospodarstw rolnych pod tym kątem. Pytaliśmy w Ministerstwie Rolnictwa, Ministerstwie Sprawiedliwości, Instytucie Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej oraz w GUS. Jedynie Ministerstwo Sprawiedliwości dysponuje danymi dotyczącymi liczby postępowań restrukturyzacyjnych, ale są to dane ogólne. W 2025 r. w sądach w Polsce załatwiono 3690 postępowań o zatwierdzenie układu oraz 175 przyspieszonych postępowań układowych. Ile z tych spraw dotyczyło gospodarstw rolnych, nie wiadomo.

Przyspieszone postępowanie układowe

Andrzej Lipiński po nieudanej próbie postanowił spróbować jeszcze raz. Wynajął kolejną kancelarię. Podjęła się przeprowadzenia restrukturyzacji w formie przyspieszonego postępowania układowego. To już bardziej sformalizowana forma restrukturyzacji. I bardziej kosztowna – o czym za chwilę. W tym postępowaniu to sąd wyznacza nadzorcę sądowego, który tutaj nie wypracowuje układu, ale nadzoruje działania finansowe przedsiębiorcy, weryfikuje wierzytelności i czuwa nad przygotowaniem oraz przebiegiem głosowania nad układem. Układ z wierzycielami zawiera natomiast dłużnik, a de facto wynajęta kancelaria. Wynajęta przez Lipińskiego kancelaria swoje usługi wyceniła na 24 tys. zł.

Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ w styczniu 2024 r. otworzył przyspieszone postępowanie układowe Andrzeja Lipińskiego, a w listopadzie 2024 r. zatwierdził wypracowany układ, na który zgodzili się wszyscy wierzyciele. W dniu otwarcia postępowania zadłużenie Andrzeja Lipińskiego wobec 35 wierzycieli wynosiło 2,289 mln zł. W układzie udało się zredukować tę kwotę o 970 979 zł i ustalono harmonogram spłaty. Należność (1,411 mln zł) rolnik będzie spłacał w stu miesięcznych ratach po 11 897 zł miesięcznie.

To bardzo dobry układ, ale Andrzej Lipiński nie jest zadowolony. Dlaczego? Po uprawomocnieniu się układu gdański sąd wydał postanowienie o ustaleniu wynagrodzenia nadzorcy restrukturyzacyjnego. Na to wynagrodzenie składają się cztery części.

Droga restrukturyzacja…

Pierwsza zależy od liczby wierzycieli. Przy 35 wierzycielach przysługują nadzorcy trzy podstawy wynagrodzenia. Druga zależy od sumy wierzytelności uczestników postępowania. Przy kwocie 2,289 mln zł sąd nalicza osiem podstaw wynagrodzenia. Trzecią część ustala sąd w zależności od zakresu czynności podejmowanych przez nadzorcę. Ta część może wynieść maksymalnie 10 podstaw. Czwarta część naliczana jest wówczas, gdy postępowanie trwa ponad 12 miesięcy, ale w przypadku sprawy Andrzeja Lipińskiego tak nie było. Sąd w Gdańsku wynagrodzenie nadzorcy określił na 21 podstaw wynagrodzenia. Podstawa to średnie kwartalne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstwo, w tym przypadku było to 8266,30 zł. Pomnożone prze 21 daje to kwotę 173 592,30 zł netto, czyli 213 518,53 zł z VAT.

– Dla mnie to ogromna kwota – mówi Andrzej Lipiński. – Uważam, że niewspółmierna do pracy nadzorcy. To oznacza, że moje zadłużenie po zredukowaniu wskutek restrukturyzacji, ponownie wskutek tej restrukturyzacji wzrosło. Nie zapłacił tej kwoty, bo, jak mówi, nie ma na to pieniędzy. W styczniu 2026 r. w tej sprawie złożył skargę na postanowienie referendarza sądowego. Czeka na decyzję.

Pawła Hadyńskiego z Polskiego Stowarzyszenia Wsparcia Produkcji Rolniczej, które m.in. doradza rolnikom w trudnej sytuacji finansowej ta historia nie dziwi.

– Wielu rolników uważa, że taka restrukturyzacja jest złotym lekarstwem na ich problemy finansowe, ale tak nie jest – mówi. – Często bez zastanowienia dążą do przeprowadzenia postępowania restrukturyzacyjnego. W pierwszej kolejności doradzam najtańszą możliwą formę restrukturyzacji, czyli po prostu dogadanie się ze swoimi wierzycielami. Najlepiej próbować jak najszybciej, póki nie pojawiły się jeszcze egzekucje komornicze. Kiedy już takie egzekucje są, można rozważyć powództwo przeciwegzekucyjne. Nie przekreślałbym też całkowicie restrukturyzacji z ustawy z 9 listopada 2018 r. Tym bardziej, że jest możliwość wydzierżawienia i uprawiania oddanej ziemi. A długi znikają.

AUTOR<br/>Arkadiusz JakubowskiAUTOR
Arkadiusz Jakubowski
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
02. marzec 2026 14:01