To już drugi sezon labiryntu w kukurydzy w Pełczycach pod Wrocławiem, przy ul. Magnickiej, tuż przy gospodarstwie Mateusza Bagińskiego, nastawionym na produkcję roślinną. W tym roku atrakcja wzrosła do 7 ha i około 7 km ścieżek, a odwiedzających czeka bardziej rozbudowana gra terenowa z kodami QR, strefa gastro, ścieżka edukacyjna i weekendy tematyczne. Dla gospodarstwa o powierzchni 220 ha to nie tylko pomysł na dodatkową aktywność, ale też próba szukania nowego kierunku w czasie, gdy ceny zbóż i opłacalność produkcji roślinnej mocno rozczarowują.
Pierwszy labirynt powstał w ubiegłym roku na powierzchni 6 ha. Jak przyznaje Mateusz Bagiński, początki nie były łatwe, bo trzeba było spiąć jednocześnie projekt wysiewu, organizację ruchu odwiedzających, strefę odpoczynku i zaplecze gastronomiczne. Mimo tego zainteresowanie było na tyle duże, że zapadła decyzja o kontynuacji projektu.
Skąd wziął się pomysł na labirynt w kukurydzy?
Pomysł nie narodził się z gotowego biznesplanu, lecz z luźnej rozmowy, która przez długi czas czekała na swój moment.
– To była zwykła rozmowa ze znajomym, który rzucił hasło, że może warto pójść trochę bardziej w rozrywkę. Pomysł trafił na dno szuflady i przeleżał tam mniej więcej rok. Dopiero później, w grudniu 2024 roku, przez przypadek do niego wróciłem i zacząłem się nim interesować – mówi Mateusz Bagiński.
Pierwsza realizacja ruszyła w zeszłym roku i była dla gospodarstwa dużym organizacyjnym wyzwaniem.
– To był trudny rok, bo były to początki. Trzeba było ogarnąć wszystko: sam labirynt, projekt wysiewów, strefę wypoczynku i strefę gastronomiczną. Było ciężko, ale jakoś podołaliśmy. Było też zainteresowanie, więc stwierdziliśmy, że idziemy w to dalej – dodaje rolnik z Pełczyc.
Labirynt w tym roku jest w nowym miejscu
Tegoroczny labirynt powstał już w innej lokalizacji niż poprzednio. Jak wyjaśnia Mateusz Bagiński, zmiana nie wynikała z samej chęci przenosin, lecz z utraty dostępu do wcześniejszego pola.
– W tym roku labirynt jest w innym miejscu, bo wcześniej użytkowałem dzierżawiony grunt. Co ciekawe, na tamtym starym miejscu właściciel też posiał sobie labirynt. Tak naprawdę są więc dwa, raptem może dwa kilometry jeden od drugiego – mówi rolnik, ale nie poddaje się. W tym roku atrakcja będzie szeroko rozbudowana.
Nowa lokalizacja znajduje się w Pełczycach pod Wrocławiem, przy ul. Magnickiej, praktycznie przy samym gospodarstwie. To właśnie tam odwiedzający będą mogli wejść do tegorocznego labiryntu, który ma 7 ha powierzchni i około 7 km ścieżek.
Gospodarstwo ma 220 ha i stawia na produkcję roślinną
Gospodarstwo Mateusza Bagińskiego jest nastawione typowo na produkcję roślinną i obecnie obejmuje 220 ha. Rolnik uprawia przede wszystkim:
- pszenicę,
- jęczmień,
- kukurydzę.
To właśnie kukurydza stała się bazą do stworzenia sezonowej atrakcji, która ma łączyć rekreację, edukację i dodatkowy dochód dla gospodarstwa.
Co wyróżnia labirynt w Pełczycach?
Najważniejszym elementem labiryntu jest gra terenowa oparta na kodach QR. W tym roku została ona rozbudowana względem pierwszej edycji.
– Nasz labirynt wyróżnia się przede wszystkim tym, że mamy grę terenową z kodami QR. W tym roku jest ona bardziej rozbudowana, jest więcej pytań, więcej kodów i są oczywiście nagrody. Główną nagrodą jest bon na wycieczkę zagraniczną. Tak samo było w zeszłym roku – mówi Mateusz Bagiński.
Aby wziąć udział w rywalizacji, trzeba przejść cały labirynt i odpowiedzieć na wszystkie pytania. O zwycięstwie decyduje najlepszy czas z całego sezonu.
W tym roku pytania podzielono na cztery dziedziny:
- bajki dla dzieci,
- wiedzę ogólną,
- rolnictwo,
- wiedzę o regionie.
– W zeszłym roku były trzy kategorie, teraz mamy cztery. Mocno skupiliśmy się na Dolnym Śląsku, a przede wszystkim także na Wrocławiu – zaznacza właściciel labiryntu.
Jak wysiano labirynt?
Kukurydza została wysiana 16 kwietnia. W tym roku Mateusz Bagiński postawił głównie na odmianę kiszonkową, ponieważ zależało mu na uzyskaniu jeszcze wyższych roślin i lepszego efektu ściany zieleni. Zwiększono również normę wysiewu, tak by labirynt był gęstszy. Obsada wyniosła 95 tys. jednostek na hektar.
– Projekt przygotowała ta sama osoba, która tworzyła nam labirynt w zeszłym roku, a wysiewałem go osobiście. Mamy specjalne oprogramowanie do siewnika, z GPS-em i z możliwością rozłączania sekcji, i tak ten labirynt został wysiany. Tam ani jedna motyka nie poszła, żeby coś korygować – podkreśla rolnik.
Pogoda na początku nie pomagała
Sezon jest trudny dla wszystkich upraw, ale kukurydza szybko nadgoniła.
– Początki dla tej kukurydzy były ciężkie, ponieważ było zimno. Kukurydza jest rośliną ciepłolubną i te chłodniejsze dni nie pozwalały na szybki wzrost. Natomiast na dzień dzisiejszy kukurydza ma około 2,5 metra wysokości, jest, odpukać, bardzo ładna i labirynt robi teraz wrażenie – mówi Mateusz Bagiński.
Kiedy otwarcie labiryntu w Pełczycach?
Otwarcie zaplanowano na sobotę, 11 lipca o godz. 11.00
– W tym roku wspomogła nas firma Osadkowski, m.in. z nasionami, środkami ochrony roślin i wspierają nas też reklamowo, więc fajnie to wszystko przebiega – mówi rolnik.
Labirynt ma być otwarty praktycznie w każdy weekend, o ile pozwoli na to pogoda. Odwiedzający będą mogli korzystać z atrakcji od piątku do niedzieli, w godzinach od 11 do 19. Zakończenie sezonu planowane jest na ostatni weekend października.
– Teraz nazywa się to świętem dyni, więc tak właśnie planujemy to zakończyć, z dyniami – dodaje.
Nie tylko labirynt. Będą kwiaty, dynie, sorgo i ścieżka edukacyjna
Na miejscu pojawiły się:
- nagietki,
- słoneczniki pastewne i kolorowe,
- dynie,
- sorgo,
- poletka demonstracyjne kukurydzy.
Dodatkowo przygotowano ścieżkę edukacyjną poświęconą uprawie kukurydzy.
– Jest też zrobiona ścieżka edukacyjna przez firmę Osadkowski odnośnie procesu uprawy kukurydzy. To taka dodatkowa ciekawostka – mówi Mateusz Bagiński.
Po zakończeniu sezonu kukurydza najprawdopodobniej zostanie skoszona na ziarno, tak by maksymalnie wykorzystać potencjał uprawy także po stronie produkcyjnej.
Duży parking, strefa chill i food trucki
Wokół labiryntu przygotowano również część wypoczynkową. Jest duży parking trawiasty, strefa chill i strefa gastro. W tym sezonie mają działać dwa food trucki.
– Jeden będzie miał zapiekanki, hot dogi, a drugi będzie na słodko, czyli gofry, być może naleśniki – wylicza rolnik.
Na miejscu ustawiono już dwie pergole, mają pojawić się leżaki i parasole. W pierwszy weekend zaplanowano także dmuchańce dla dzieci. W kolejnych tygodniach mają dochodzić następne atrakcje.
– Nie chcemy od razu na początku ze wszystkiego się wypstrykać, tylko trochę rozciągnąć te atrakcje w czasie. Będą na przykład weekendy tematyczne, wystawa win z degustacją, stoisko z miodami i opowieść o miodzie od A do Z. Być może będzie można nawet zobaczyć ule i usłyszeć, dlaczego pszczoły są nam potrzebne i dlaczego trzeba je chronić – zapowiada.
Mateusz od techniki i pola, Monika od organizacji, gastro i promocji
Jak podkreśla Mateusz Bagiński, w całym przedsięwzięciu kluczową rolę odgrywa jego partnerka Monika. Para wyraźnie podzieliła między sobą obowiązki zarówno przy organizacji labiryntu, jak i przy codziennym spinaniu całego projektu przy gospodarstwie.
Mateusz odpowiada przede wszystkim za:
- stronę techniczną,
- przygotowanie i wysiew labiryntu,
- kwestie polowe,
- zaplecze techniczne całego przedsięwzięcia.
Monika zajmuje się z kolei:
- strefą gastro,
- organizacją wydarzeń,
- koordynacją części logistycznej,
- wsparciem promocji i social mediów.
– Ja tutaj jestem bardziej od strony technicznej, a Monika bardziej zajmuje się strefą gastro, organizacyjnie próbuje to wszystko spiąć i pomaga w social mediach. Jej pomoc jest w tym całym przedsięwzięciu nieodzowna. Sam bym tego nie pociągnął, bo jest tego po prostu za dużo – mówi Mateusz Bagiński.
I dodaje, że z zewnątrz taki projekt może wydawać się prosty, ale w praktyce wymaga ogromnej ilości pracy.
– To się może wydaje proste, że wystarczy posiać i zrobić, ale tak to do końca nie wygląda. Jest to ogrom pracy włożonej w to całe przedsięwzięcie. Rezultat uważam, że jest fajny, natomiast jak to będzie odbierane przez odwiedzających, ciężko powiedzieć. Mam nadzieję, że się spodoba – zaznacza rolnik.
Czy labirynt daje zarobek?
Właściciel nie ukrywa, że pierwszy sezon był dla niego przede wszystkim projektem pilotażowym. Inwestycja została sfinansowana z oszczędności i od początku wiązała się z dużym ryzykiem.
– To nie był projekt podyktowany stricte nastawieniem się na zarobek, bo to był początek i ciężko było zrobić jakiś biznesplan. Nie było wiadomo, czy ludziom się to spodoba, czy będą przyjeżdżać i czy pogoda nam dopisze. To było bardziej robione na ryzyko. Ja jestem trochę takim ryzykantem – przyznaje Mateusz Bagiński.
Mimo dużych nakładów pierwszy sezon udało się zakończyć na plusie, choć zysk był niewielki. Zarobione pieniądze wróciły jednak od razu do projektu.
– Zeszły sezon zakończyliśmy niewielkim, ale jednak zyskiem i stwierdziliśmy, że w tym roku postaramy się te zarobione pieniądze zainwestować w swojego food trucka, bo w zeszłym roku mieliśmy go wynajętego. Później kupiliśmy swojego i przez całą zimę robiłem go od zera – mówi rolnik.
Dlaczego rolnicy szukają dziś dodatkowych kierunków?
Wypowiedzi Mateusza Bagińskiego pokazują, że labirynt w kukurydzy nie jest wyłącznie sezonową atrakcją dla rodzin z dziećmi. To również odpowiedź na coraz trudniejszą sytuację w produkcji roślinnej.
– Jeżeli chodzi o poprzedni sezon pod kątem samych zbóż i produkcji roślinnej, to nie znam chyba jednej osoby, która by powiedziała, że jest super zadowolona. Jeżeli chodzi o cenę i porównanie kosztów do zysków, to była tragedia. Można powiedzieć, że oszczędności wyrobione w poprzednich latach, ten i zeszły rok po prostu pochłonął – mówi.
Także obecny sezon nie daje mu dużego spokoju.
– Ten rok wcale nie zapowiada się lepiej. Można powiedzieć, że zaczynamy aktywa od zera, jeżeli chodzi o finanse. Kukurydza na dzień dzisiejszy wygląda dobrze, natomiast co do cen skupu i tego, co będzie jesienią, tego nie wiadomo. Jeżeli chodzi o zboża, to są słabe, bo tej wody brakowało wiosną. Jęczmienie są bardzo słabe. Cena jest tragiczna. Na dzień dzisiejszy koszt produkcji jęczmienia przewyższa zysk – podkreśla i mówi, że są momenty, kiedy odechciewa się w ogóle wjeżdżać w pole.
Labirynt w Pełczycach jest więc z jednej strony pomysłem na aktywność dla mieszkańców regionu, a z drugiej próbą dywersyfikacji przychodów w gospodarstwie Mateusza Bagińskiego i jego partnerki Moniki. Po pierwszym, pilotażowym sezonie para postanowiła iść krok dalej. W tym roku skala projektu jest większa, zaplecze bardziej rozbudowane, a sam labirynt ma nie tylko bawić, ale też edukować i zatrzymywać odwiedzających na dłużej.
Życzymy powodzenia i dalszych sukcesów!
