Kukurydza to bardzo ważna roślina w strukturze wszystkich upraw rolniczych w Polsce. Według danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Polskiego Związku Producentów Kukurydzy powierzchnia uprawy kukurydzy w 2025 r. wynosiła ogółem 1 958 724,85 ha, co stanowiło wzrost o 147 238,39 ha w porównaniu do 2024 r. (1 811 486,46 ha). W szczegółach dane te w minionym roku kształtowały się następująco:
- kukurydza na ziarno 1 344 604,71 ha.
- kukurydza na kiszonkę 614 120,14 ha.
- kukurydza cukrowa 17 614,74 ha.
Na dane za 2026 rok musimy jeszcze poczekać kilka tygodni aż ARiMR udostępni dane z wniosków obszarowych, które rolnicy właśnie kończą składać. Jednak na podstawie obserwacji przebiegu wegetacji roślin ozimych, z których część musiała zostać wiosna zlikwidowana po ujemnych skutkach przezimowania, może się spodziewać, że areał kukurydzy w Polsce będzie zbliżony do ubiegłorocznego lub nawet przekroczy 2 mln ha.
Dzika zwierzyna niszczy kukurydzę
Wzrost areału uprawy kukurydzy w Polsce ewidentnie wiąże się ze spadkiem pogłowia trzody chlewnej i wzrostem pogłowia bydła mięsnego. Rolnicy, którzy zrezygnowali z chowu lub hodowli świń albo przeszli na chów bydła opasowego albo skupili się na produkcji roślinnej, wprowadzając najczęściej kukurydzę do płodozmianu w gospodarstwie.
Oczywiście wzrost areału kukurydzy spowodował, że przybyło i szkód łowieckich. W łanie kukurydzy chętnie chroni się dzika zwierzyna, zwłaszcza późnym latem i jesienią, gdy zboża i rzepak znikają z pól. Szczególnie aktywne są dziki i jelenie - to na nie najbardziej narzekają rolnicy.
Myśliwi, rolnicy i ekolodzy
Często na tle szkód łowieckich dochodzi do wielu sporów pomiędzy rolnikami a myśliwymi - obie te grupy znają doskonale temat. Są takie obwody łowieckie gdzie współpraca rolników i myśliwych przebiega wręcz wzorowo, ale są i takie, gdzie - delikatnie mówiąc - o jakiekolwiek porozumienie jest trudno. Ale w tej jednej sprawie obie te grupy są zgodne: przyczyną szkód łowieckich jest dzika zwierzyna.
Odmienne zdanie na ten temat ma współprzewodniczący partii Zieloni Michał Suchora, który ostatnio udzielił obszernego wywiadu portalowi wyborcza.pl. Lider Zielonych wypowiadał się na temat zasadności posiadania w Polsce aż 130 tys. myśliwych zrzeszonych w obwodach łowieckich, które pokrywają 90% powierzchni kraju. Prowadzący rozmowę Arkadiusz Gruszczyński przedstawił następujące kwestię: "Myśliwi twierdzą, że kontrola przyrody jest na rękę rolnikom, którym zwierzęta niszczą uprawy. A jedzenie z dzika czy bażanta jest produktem ubocznym".
– To prawda, dlatego chyba nikogo z nas nie przekonuje argument, że łowimy, aby przeżyć. To bzdura. Myśliwi polują dla przyjemności przebywania w naturze, tropienia, ustrzelenia zwierzęcia i zdobycia trofeum. To jest hobby, czyli coś, bez czego każdy z nas może przeżyć - odpowiedział Michał Suchora.
Problemem nie sa dziki lecz kukurydza?
Dalej redaktor Gruszczyński dopytuje: "A co z ochroną rolnictwa? Ludzie narzekają, że dziki i żubry wyjadają im kukurydzę".
Odpowiedź lidera Zielonych może wprawić rolników w osłupienie.
– Odwróciłbym to pytanie: czy potrzebujemy aż tyle kukurydzy, która kończy jako pasza dla zwierząt hodowlanych albo dodatek do biopaliw? Powinniśmy przeprowadzić szerszą debatę o kształcie naszego rolnictwa. Proszę zobaczyć: kiedy wyjeżdżamy z Miasteczka Wilanów w stronę Konstancina, widzimy ogromne pola kukurydzy, monokulturowe uprawy. A kukurydza jest wysokobiałkowa i przyciąga dziki. Wsparcie rolnictwa przez państwo powinno naszym zdaniem polegać na podejmowaniu korzystnych ekonomicznie i jak najmniej szkodliwych ekologicznie decyzji. To naprawdę da się pogodzić - mówi Michał Suchora na łamach wyborcza.pl.
To jednak nie koniec wypowiedzi w tym temacie, ponieważ redaktor wyborcza.pl przytomnie zauważa, że "kukurydza się sprzedaje, więc rolnicy ją wysiewają".
– Dlatego uważam, że łowiectwo mogłoby służyć jedynie funkcji regulacyjnej. W konsekwencji należałoby zakazać polowania na ptaki, które nikomu nie szkodzą, bo przecież bażant czy przepiórka nie zadepczą ogromnego pola kukurydzy. Czy pan wie, że według prawa każdy zając, bażant, słonka czy sarna jest własnością skarbu państwa? To jest nasz wspólny majątek. Obowiązujący kształt prawa łowieckiego w Polsce spowodował, że pewna bardzo mała, wpływowa grupa społeczna uwłaszczyła się na tym majątku. Nie tylko sprzedając mięso z upolowanych zwierząt, ale też prowadząc handel polowaniami dewizowymi - odpowiada Michał Suchora.
W tym momencie mogłaby opaść kurtyna, ale zamiast tego będzie komentarz, ponieważ najzwyczajniej w świecie liderowi Zielonych pewne oczywiste fakty nie są znane lub celowo je pomija w swojej wypowiedzi.
Ptaki nie zadepczą kukurydzy, one zjedzą jej ziarno
Najwidoczniej nikt nie uświadomił współprzewodniczącego Zielonych, że kukurydzę najpierw trzeba zasiać aby urosła. Szkody wyrządzane przez ptaki są właśnie notowane po zasiewach. Ziarno leżące w glebie jest łatwym pożywieniem dla wielu gatunków ptaków, które chętnie to czynią. Niektóre z nich jak choćby żurawie i gołębie sieją także zniszczenia w uprawach kukurydzy, gdy ziarno zakiełkuje i roślina jest w fazie siewki lub ma 1-3 liście. Tak czy inaczej, gdy ptactwo żeruje na polu obsianym kukurydzą dla rolników oznacza to najczęściej konieczność przesiewu plantacji i dodatkowe koszty.
Ale nie tylko ptaki niszczą świeże zasiewy kukurydzy. Dla dzików pęczniejące ziarno jest doskonałym wabikiem na pole i smakowitym posiłkiem. Kto był na takim polu, które odwiedził dzik ten doskonale wie.
Rolnicy zapewne mogą zamiast kukurydzy siać zboża, ale to ziarno także jest dla ptaków atrakcyjnym kąskiem. Jesienią gdy całe ich stada migrują na południe lub wczesną wiosną gdy wracają można je spotkać na polach, gdzie żerują kosztem rolników.
Myśliwi stają po stronie rolników
Do wypowiedzi Michała Suchory odnieśli się także myśliwi, którzy stanęli po stronie rolników podkreślając absurdalność wypowiedzi polityka Zielonych.
- Dziki niszczą kukurydzę? Żubry wchodzą w uprawy? Rolnicy ponoszą straty liczone w tysiącach, a czasem dziesiątkach tysięcy złotych? Odpowiedź lidera Zielonych brzmi: „Czy potrzebujemy aż tyle kukurydzy?” Przyznam szczerze. To jedna z najbardziej oderwanych od realiów polskiej wsi wypowiedzi, jakie ostatnio przeczytałem. Rolnik nie sieje kukurydzy dlatego, że podoba mu się jej kolor. Sieje ją dlatego, że: produkuje żywność, produkuje paszę, utrzymuje rodzinę, spłaca kredyty, inwestuje w gospodarstwo, płaci podatki. Ale najwyraźniej ktoś uznał, że wie lepiej, co powinno rosnąć na cudzym polu.
Wyobraźmy sobie podobną rozmowę.
– Panie doktorze, boli mnie ząb.
– A czy naprawdę potrzebuje pan wszystkich zębów?
– Włamali mi się do sklepu.
– A czy naprawdę potrzebuje pan aż tyle towaru?
– Dziki zniszczyły mi kukurydzę.
– A czy naprawdę potrzebuje pan aż tyle kukurydzy?
To właśnie różnica między teorią a praktyką. Między opowiadaniem o wsi a życiem na wsi. Między patrzeniem na pola przez szybę samochodu a ponoszeniem odpowiedzialności za gospodarstwo. Najbardziej zastanawia mnie jedno. Czy lider Zielonych powiedziałby rolnikowi prosto w oczy: „Nie będziemy rozwiązywać problemu szkód. Zastanówmy się raczej, czy powinien pan uprawiać to, co uprawia.” Bo dokładnie tak wielu rolników odbierze tę wypowiedź.
Wieś nie potrzebuje polityków, którzy będą decydować, co rolnik ma siać. Wieś potrzebuje ludzi, którzy zaczną słuchać tych, którzy codziennie produkują żywność dla całego kraju. Bo kiedy półki sklepowe są pełne, każdy jest ekspertem od rolnictwa. Gdyby zabrakło żywności, bardzo szybko przypomnielibyśmy sobie, po co istnieją pola kukurydzy. Rolnik nie jest problemem. Problemem jest przekonanie, że ktoś z miasta może lepiej wiedzieć, co powinno rosnąć na polskiej wsi niż człowiek, który od pokoleń na tej ziemi pracuje - czytamy na FB Koła Łowieckiego nr 32 Bory.
Smutna refleksja dla rolników
Niestety, cała ta sytuacja daje ponury obraz przyszłości dla rolników. Tak długo jak politycy z takim stanem wiedzy o rolnictwie będą decydować o kolejnych zmianach w przepisach, tak długo rolnicy będą mieć "pod górkę" w każdym aspekcie swojej działalności.
Jeszcze kilka lat temu rolnicy z uśmiechem słuchali wielu absurdalnych wypowiedzi polityków ze środowiska ekologów, którzy w taki sposób wypowiadali się temat rolnictwa. Dziś ci politycy zasiadają w Sejmie i w rządzie, mają wpływ na stanowienie prawa, a na argumenty rolników stają się coraz bardziej obojętni.
Bartłomiej Czekała
Źródło: wyborcza.pl, FB Koło Łowieckie nr 32 Bory
Fot. FB Michał Suchora, Bujoczek, Canva
