Pierwszy miesiąc obowiązywania umowy handlowej między Unią Europejską a państwami Mercosur przyniósł wzrost wartości polskiego eksportu żywności oraz spadek importu z krajów Ameryki Południowej.
Ministerstwo rolnictwa podkreśla jednak, że na ocenę rzeczywistych skutków porozumienia jest jeszcze za wcześnie. Resort zapowiada dalszy monitoring rynku i nie zamierza wycofywać skargi złożonej do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Temat Mercosur powrócił podczas konferencji prasowej ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego i europosła Krzysztofa Hetmana, która odbyła się 23 lipca w miejscowości Dys koło Lublina.
Choć głównym tematem spotkania był projekt ustawy o zachowaniu rolniczych funkcji produkcyjnych wsi, pytania dziennikarzy dotyczyły również pierwszych efektów wejścia w życie jednej z najbardziej kontrowersyjnych umów handlowych ostatnich lat.
Mercosur to blok gospodarczy skupiający Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj. Zawarte z Unią Europejską porozumienie ma ułatwić wzajemny handel, jednak od początku budziło sprzeciw wielu organizacji rolniczych. Obawiały się one, że unijni producenci będą musieli konkurować z żywnością wytwarzaną według mniej rygorystycznych standardów środowiskowych, sanitarnych i dobrostanowych niż te obowiązujące w UE.
Pierwsze dane napawają ostrożnym optymizmem
Ministerstwo rolnictwa poinformowało, że w pierwszym miesiącu obowiązywania umowy wartość polskiego eksportu produktów rolno-spożywczych do państw Mercosur wzrosła do blisko 5,9 mln euro, wobec 4,6 mln euro rok wcześniej.
Jednocześnie import z krajów Mercosur zmniejszył się o 13,3%, do około 141 mln euro, dzięki czemu zmniejszył się również deficyt w handlu rolno-spożywczym.
Minister Stefan Krajewski podkreśla jednak, że pojedynczy miesiąc nie pozwala jeszcze ocenić rzeczywistego wpływu umowy na polskie rolnictwo.
– Jedna jaskółka wiosny nie czyni. To dopiero pierwszy miesiąc. Cieszy wzrost eksportu i spadek importu, ale będziemy nadal obserwować sytuację – powiedział podczas konferencji.
Polska czeka na decyzję TSUE
Pomimo korzystniejszych od oczekiwań danych rząd nie zmienia swojego stanowiska wobec umowy. Polska nadal oczekuje na rozpatrzenie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) skargi dotyczącej sposobu wdrożenia porozumienia.
– Chcielibyśmy, aby skarga została rozpatrzona i aby do tego czasu nie było częściowego stosowania umowy – podkreślił minister.
Krajewski zaznaczył również, że najważniejszym celem pozostaje ochrona europejskich producentów przed nierówną konkurencją.
– Nie chcemy, żeby żywność, która nie spełnia europejskich norm jakościowych, trafiała do naszych konsumentów. Mamy bardzo dobrą polską żywność i chcemy otwierać dla niej kolejne rynki – powiedział.
Klauzule bezpieczeństwa zdały pierwszy egzamin
Zdaniem europosła Krzysztofa Hetmana pierwsze tygodnie obowiązywania umowy pokazały, że wynegocjowane przez Polskę mechanizmy ochronne działają.
Jak przypomniał, Komisja Europejska już po kilkunastu dniach od wejścia porozumienia w życie zablokowała import części produktów pochodzenia zwierzęcego z Brazylii, ponieważ nie spełniały one unijnych wymagań.
– Zadziałały klauzule bezpieczeństwa, o które tak mocno walczyliśmy. Jeszcze przed podpisaniem umowy wielu twierdziło, że będą one fikcją. Dzisiaj widzimy, że Komisja Europejska z nich skorzystała – powiedział europoseł.
Według Hetmana dopiero pod koniec roku będzie można rzetelnie ocenić, czy mechanizmy ochronne skutecznie zabezpieczają europejski rynek przed napływem produktów niespełniających unijnych standardów.
Równa konkurencja? Wtedy nie ma problemu
Branża wołowa zwraca uwagę, że największym zagrożeniem jest zwiększony napływ wołowiny z państw Mercosur na rynek unijny. To właśnie do krajów UE trafia zdecydowana większość polskiego eksportu wołowiny.
Jak podkreśla Jacek Zarzecki, wiceprzewodniczący Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny, nawet kilkunastoprocentowy wzrost importu do UE, przede wszystkim z Brazylii, może obniżać konkurencyjność polskich producentów i wywierać presję na spadek cen w całej Wspólnocie.
– Nie możemy patrzeć wyłącznie na wzrost eksportu do krajów Mercosur. Te dodatkowe 1,4 mln euro nie może przysłonić prawdziwego problemu, ponieważ wartość eksportu polskiej wołowiny sięga 3,6 mld euro, a kluczowym rynkiem pozostaje Unia Europejska – podkreśla Zarzecki.
Jego zdaniem Komisja Europejska powinna utrzymać zakaz importu wołowiny z Brazylii do czasu pełnego spełnienia wymogów fitosanitarnych oraz konsekwentnie stosować wynegocjowane mechanizmy ochronne.
Jednocześnie zaznacza, że polska branża wołowa nie obawia się konkurencji, o ile wszyscy uczestnicy rynku będą funkcjonować na równych zasadach i według tych samych standardów produkcji.
Kontrole importu pozostają kluczowe
Resort rolnictwa zapewnia, że sytuacja jest stale monitorowana. W pierwszej połowie roku Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych skontrolowała ponad 41 tys. partii produktów sprowadzanych z państw trzecich, w tym blisko 2 tys. partii pochodzących z krajów Mercosur. Produkty niespełniające unijnych wymagań nie zostały dopuszczone do obrotu.
MRiRW podkreśla, że właśnie skuteczność kontroli oraz możliwość uruchamiania klauzul bezpieczeństwa będą miały decydujące znaczenie dla ochrony europejskiego rynku żywności.
Ostateczna ocena jeszcze przed nami
Pierwsze dane pokazują, że czarne scenariusze dotyczące gwałtownego wzrostu importu z państw Mercosur nie sprawdziły się w pierwszym miesiącu obowiązywania umowy.
Jednocześnie zarówno ministerstwo rolnictwa, jak i przedstawiciele polskiego rządu podkreślają, że jest zdecydowanie za wcześnie na jednoznaczne wnioski.
Najbliższe miesiące pokażą, czy wynegocjowane mechanizmy ochronne będą skutecznie chronić unijny rynek, a produkty sprowadzane spoza UE będą rzeczywiście spełniały takie same standardy jakości, bezpieczeństwa i produkcji, jakie obowiązują europejskich rolników.
To właśnie zachowanie równych warunków konkurencji pozostaje dziś najważniejszym postulatem polskiego sektora rolnego.
Krzysztof Zacharuk
