StoryEditor

ASF, żubry i biurokracja – z czym dziś mierzą się polscy hodowcy świń?

Produkcja świń w Polsce staje się coraz trudniejsza – nie tylko przez choroby, ale też przez przepisy, brak systemowych rozwiązań i presję społeczną. Jak wygląda codzienność hodowcy w strefie ASF? O tym opowiada Alina Ojdana, rolniczka z Podlasia i członkini Krajowej Rady Wieprzowiny.

10.11.2025., 19:00h

Afrykański pomór świń (ASF) od lat paraliżuje polską hodowlę trzody chlewnej. Wirus, który w 2016 r. dotarł do gospodarstwa Aliny i Stanisława Ojdanów z Podlasia, zmienił życie wielu rolników.

– Nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak szybko rozprzestrzenia się ta choroba. Już wtedy apelowaliśmy do Ministerstwa Rolnictwa o redukcję populacji dzików – wspomina rolniczka.

Według danych, do 2024 roku walka z ASF kosztowała Polskę ponad 1,37 miliarda złotych. Ojdana podkreśla, że nawet najlepsza bioasekuracja nie daje pełnej ochrony.

– Dziś już nie walczymy z wirusem, tylko uczymy się z nim żyć – mówi.

Rolnicy ze stref ASF muszą prowadzić tzw. biologiczne plany bezpieczeństwa i mierzyć się z niższymi cenami skupu. Do tego dochodzi ogromna biurokracja. – Żadna inna branża nie ma tylu formalności, co producenci świń. To powoduje, że wielu z nich rezygnuje – dodaje.

Brakuje systemowych rozwiązań dla producentów świń

Ojdana zwraca uwagę, że ASF nie jest formalnie uznany za chorobę zwalczaną z urzędu w sposób gwarantujący pełne odszkodowania. – Rolnicy powinni otrzymywać rekompensaty w 100%, a nie być karani odmową za drobne uchybienia – tłumaczy.

Z danych branżowych wynika, że liczba gospodarstw utrzymujących świnie spadła z 245 tys. w 2015 roku do zaledwie 45 tys. obecnie. – Nie ma drugiej takiej branży, która by się tak szybko skurczyła – zauważa hodowczyni. Dodaje, że utrudnione procedury budowlane i środowiskowe blokują rozwój gospodarstw i modernizację chlewni.

Żubry i biurokracja – podwójne wyzwanie na Podlasiu

Podlaskie gospodarstwa mierzą się z problemami nie tylko od strony administracji czy chorób. Coraz częściej na pola wchodzą... żubry.

– W tym roku pojawiły się już w październiku, wcześniej przychodziły dopiero zimą. Są ich setki, a każdy zjada 20–30 kg paszy dziennie – tłumaczy Ojdana.

Rodzina zaproponowała Białowieskiemu Parkowi Narodowemu, by dokarmiać żubry bliżej lasu, by nie wychodziły na pola, jednak na razie to rolnicy ponoszą straty.

Rolnicy chcą zmian – szybciej, prościej, sprawiedliwiej

Zdaniem rolniczki, wieś powinna być traktowana jako strategiczny obszar produkcji żywności i bezpieczeństwa narodowego. Obecne przepisy wydłużają procesy inwestycyjne, a udział strony społecznej w postępowaniach blokuje wiele inwestycji.

– Nie może być tak, że ktoś z miasta blokuje budowę chlewni, a później w sklepie szuka polskiego mięsa – mówi Ojdana. Postuluje też zwiększenie dopuszczalnej liczby DJP z 40 do 350, jak w innych krajach UE, co uprościłoby procedury i pozwoliło rozwijać produkcję.

Brak opłacalności i brak młodych chętnych

Choć w gospodarstwie Ojdanów pracuje już syn Hubert, nawet on miał moment zwątpienia po doświadczeniach z ASF.

– Chciał zostać przy roślinach, ale po modernizacji chlewni i spadku opłacalności zbóż wrócił do świń – opowiada Alina.

Dziś jednak cena tucznika spadła do 5,50 zł/kg, a koszt zakupu warchlaka to nawet 280 zł. – Jak nie masz z czego dołożyć, to zwijasz hodowlę – mówi wprost.

Technologia i ludzie – mocne strony gospodarstwa

Mimo trudności rodzina utrzymuje nowoczesną produkcję. W chlewni pracuje system płynnego żywienia WEDA, a lochy rasy Topigs Norsvin rodzą średnio 15 prosiąt. W gospodarstwie zatrudnionych jest sześć osób, głównie kobiet.

– To trudna praca, wymaga empatii i precyzji. Staramy się, by dzień pracy trwał 8 godzin, bo dobry pracownik musi być wypoczęty – podkreśla Ojdana i dodaje, że ASF, żubry i biurokracja tworzą dla hodowców świń w Polsce wyjątkowo trudne warunki. Choć technologia i doświadczenie pomagają utrzymać wysoką jakość produkcji, bez realnych zmian systemowych i wsparcia państwa trudno mówić o odbudowie krajowego pogłowia trzody.

Więcej informacji znajdziesz w listopadowym wydaniu top świnie.

Anna Kurek
Autor Artykułu:Anna Kurek

Anna Kurek – zootechniczka i ekspertka branży wieprzowej, od 2005 zawodowo związana z hodowlą świń oraz rynkiem wieprzowiny w Polsce i Europie. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek specjalizujących się w tematyce trzody chlewnej. Autorka setek reportaży, analiz, komentarzy i wywiadów publikowanych na łamach top agrar Polska oraz na portalu topagrar.pl.
Od lat jest blisko hodowców – zna realia rodzinnych gospodarstw, nowoczesnych chlewni i profesjonalnych ferm, a także mechanizmy rządzące produkcją, rynkiem i polityką branżową. Na bieżąco śledzi zmiany w prawie, ekonomice produkcji, żywieniu, bioasekuracji i dobrostanie zwierząt, przekładając złożone zagadnienia na praktyczne, zrozumiałe wnioski dla producentów.
Łączy wiedzę naukową z doświadczeniem praktyków, współpracując z czołowymi ekspertami, naukowcami, ośrodkami naukowymi i organizacjami branżowymi. Ceniona za rzetelność, bezpośredniość i umiejętność zadawania trudnych, ale potrzebnych pytań. Aktywnie uczestniczy w planowaniu i realizacji konferencji, forów i debat rolniczych, prowadzi panele dyskusyjne oraz wywiady z kluczowymi postaciami branży. Jej celem jest realne wspieranie hodowców: pokazywanie najlepszych rozwiązań, nowych możliwości i kierunków rozwoju oraz konsekwentne promowanie nowoczesnej, silnej i konkurencyjnej polskiej hodowli zwierząt gospodarskich oraz mięsa.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
24. kwiecień 2026 15:52