Ciągnik, przyczepa i ładunek paszy – taki transport zatrzymali 17 sierpnia francuscy celnicy w Les Fourgs, przy granicy ze Szwajcarią. Kierowca chciał przewieźć paszę do sąsiedniego kraju bez dopełnienia formalności celnych. Jak opisał „L’Est Républicain”, kontrole ruszyły po sygnałach o ciągnikach przyjeżdżających po paszę i wracających przez granicę.
Dla miejscowych hodowców sprawa ma wymiar znacznie bardziej praktyczny niż brak zgłoszenia celnego. Sami potrzebują siana, bo susza zatrzymała wzrost traw, a zwierzęta trzeba karmić codziennie. Tymczasem po dostępne zapasy przyjeżdżają kupcy ze Szwajcarii, gotowi zapłacić więcej.
Siano z Francji jest droższe po drugiej stronie granicy
Różnicę w ofertach pokazują kwoty przywołane przez Florenta Dorniera, producenta mleka i przewodniczącego związku rolniczego FDSEA w Doubs. W rozmowie z AFP podawał, że siano zwykle kosztowało około 150 euro za tonę. Podczas suszy cena przekroczyła 170 euro, a szwajcarscy kupcy oferowali 220–230 euro za tonę.
– To wygórowane ceny, niedostępne dla francuskich rolników – oceniał Dornier w depeszy AFP opublikowanej przez Agri Mutuel.
Dla sprzedającego wyższa oferta jest atrakcyjna. Dla sąsiedniego hodowcy, który musi uzupełnić własne zapasy, oznacza trudniejszy zakup. Stąd napięcia wokół wywozu paszy z regionu.
Po drugiej stronie granicy potrzeby są podobne. Szwajcaria również zmaga się z niedoborami, dlatego ułatwia import pasz. Federalny Urząd Rolnictwa poinformował w sierpniu o obniżeniu opłat na siano i kiszonkę z traw oraz czasowym zniesieniu obciążeń celnych na określoną kukurydzę świeżą i zakiszoną. Celem jest zgromadzenie zapasów na zimę.
Legalny handel paszą pozostaje dozwolony. Problem zaczyna się wtedy, gdy transport omija wymagane zgłoszenia. Prefektura Doubs potwierdziła AFP kilka takich przewozów pasz i słomy, zastrzegając, że dotychczas stwierdzono indywidualne naruszenia, a nie zorganizowany proceder. Agri Mutuel przytoczyła stanowisko władz obok obaw lokalnych rolników.
Susza ograniczyła wzrost traw i przyspieszyła zużycie zapasów
Wyższe ceny bolą tym bardziej, że hodowcy muszą zastąpić paszą to, czego zwierzęta nie mogą pobrać na pastwisku. Zamiast odkładać kolejne pokosy na zimę, sięgają po zgromadzone rezerwy. Dornier alarmował w sierpniu, że trwa to już od półtora miesiąca.
– Jeśli tak dalej pójdzie, pod koniec stycznia w stodołach zabraknie siana – ostrzegał w rozmowie z AFP.
Jego obawy znajdują tło w danych Agreste, francuskiej statystyki rolnej. Według raportu ze stanem na 20 sierpnia 2026 r. od początku sezonu na trwałych użytkach zielonych przyrosło o 36% mniej trawy niż przeciętnie do tego samego dnia w latach 1989–2018. W Burgundii-Franche-Comté, obejmującej przygraniczny Doubs, niedobór sięgał około 41%.
Agreste wskazuje, że od 20 czerwca wzrost traw praktycznie zatrzymał się na przeważającej części kraju. W gospodarstwach nakładają się więc dwa problemy: słabsza produkcja paszy i wcześniejsze zużywanie zapasów. Nawet jeśli jesienne deszcze pozwolą trawie odrosnąć, pozostaje pytanie, ile rezerw uda się jeszcze odtworzyć przed zimą.
Sprawdź również: Susza rolnicza nadal groźna. Kukurydza zagrożona w ponad 1000 gmin, są nowe dane IMGW-PIB
Dokupić paszę czy wysłać część bydła na ubój?
Gdy własnej paszy nie wystarcza, hodowca musi dokupić brakującą ilość albo zmniejszyć liczbę zwierząt do wykarmienia. Susza może więc przyspieszyć decyzję o skierowaniu części bydła na ubój.
Jak przypomniał „Le Parisien” 3 września, podczas suszy w 2022 r. francuscy hodowcy sprzedawali zwierzęta wcześniej, również mniejsze lub słabiej wykończone. Na początku września tego roku rozmówcy gazety z branży ubojowej nie obserwowali jednak zwiększonego napływu bydła. Organizacja branżowa Interbev wskazywała, że decyzje dotyczące stad na jesień i zimę jeszcze zapadają. Obawa przed większymi ubojami nie oznacza zatem, że ich wzrost już nastąpił.
Skalę pieniędzy potrzebnych na utrzymanie zwierząt pokazują wyliczenia czterech organizacji hodowców bydła, producentów mleka oraz hodowców owiec i kóz. Oszacowały one potrzeby zakupowe na około 27 mln ton pasz. Przy założonej cenie 200 euro za tonę daje to 5,4 mld euro — relacjonuje „Réussir”.
To branżowy szacunek kosztu uzupełnienia braków. Organizacje apelują o wsparcie zakupów paszy, aby rolnicy mogli utrzymać stada. Oczekują pomocy państwa, ale także lepszych cen od odbiorców mleka i żywca. Dla gospodarstwa znaczenie ma bowiem również to, czy przychody z produkcji pozwolą opłacić dodatkowe żywienie.
Czy pomoc rządu ułatwi zakup paszy?
4 września minister rolnictwa Annie Genevard ogłosiła pakiet wsparcia przekraczający miliard euro. Dla hodowców poszukujących paszy najistotniejszy jest fundusz w wysokości 235 mln euro na wznowienie produkcji. Ma obejmować m.in. zakupy pasz, choć pieniądze posłużą również do finansowania nasion, materiału do nasadzeń i innych potrzeb gospodarstw.
Jak zapowiada francuskie Ministerstwo Rolnictwa, państwo ma także ułatwiać dostawy paszy między regionami i w razie potrzeby zabiegać o dostawy od partnerów europejskich. Pozostałe elementy pakietu obejmują m.in. odszkodowania i ulgi podatkowe dla rolników dotkniętych suszą oraz pożarami. Cała kwota nie jest więc pomocą przeznaczoną wyłącznie na żywienie zwierząt.
Dla gospodarstw z kurczącymi się zapasami liczy się teraz czas. Paszę trzeba zdobyć i opłacić, zanim rezerwy się skończą – od tego zależy, z jak dużym stadem hodowcy wejdą w zimę.
