O godz. 5.30 wysyła wiadomość, która wybudza komputer ciągnika. Potem sprawdza obraz z kamer i wydaje polecenie rozpoczęcia pracy. Około godz. 6 zestaw rusza z siewem, a Pottinger może zająć się innymi zadaniami. Ciągnik pracuje z przerwami na obsługę nawet do północy.
Tak wygląda dzień na początku tegorocznej kampanii siewnej w Affinity Farms w pobliżu New Haven w amerykańskim stanie Kentucky. Jak opisuje topagrar.com, rolnik sięgnął po autonomię po trzech latach suszy i cięciu kolejnych wydatków. Mniejszy ciągnik z zestawem do jazdy bez kierowcy miał pomóc obniżyć koszty maszyn i utrzymać gospodarstwo.
Po trzech latach suszy oszczędności szukał już w maszynach
Pottinger prowadzi gospodarstwo w ósmym pokoleniu. Gdy susza ograniczała plony, rodzina zmniejszała wydatki na nasiona, nawozy i dzierżawy. Kolejna rozmowa z kredytodawcą skierowała uwagę rolnika na sprzęt. Korzystał z maszyn mających 10-15 lat, jednak także one obciążały finanse gospodarstwa.
W rozmowie z AgWeb wspomina, że zaczął szukać informacji o autonomii i trafił na firmę Sabanto. Jej rozwiązanie pozwala przystosować zwykły ciągnik do pracy bez kierowcy. Po pokazie w gospodarstwie zdecydował się na zmianę sposobu siewu.
Mniejszy siewnik, ale więcej hektarów dziennie
Według Departamentu Rolnictwa Kentucky Pottinger sprzedał dwa duże ciągniki John Deere serii 8000 i dwa siewniki o szerokości około 12 m. Zastąpił je ciągnikiem o mocy około 130 KM i siewnikiem o szerokości około 6 m.
Węższy zestaw nadrabia czasem pracy. W majowej rozmowie rolnik porównywał wcześniejsze 60-70 akrów dziennie siewnikiem 16-rzędowym, czyli około 24-28 ha, z blisko 100 akrami, czyli 40 ha, zestawem 8-rzędowym. Ten drugi pracował nawet 20 godzin na dobę.
– Oszczędzaliśmy wszędzie, gdzie mogliśmy. Zostały już tylko maszyny – mówił Pottinger.
Rolnik podkreślał, że zależało mu przede wszystkim na ograniczeniu pieniędzy zaangażowanych w sprzęt. Zachował pracowników i przydzielił im inne zadania. Sam również zyskał czas, który wcześniej spędzał za kierownicą podczas siewu.
Jak kontroluje ciągnik i siewnik z telefonu?
Opisywany przez DTN/Progressive Farmer areał kukurydzy i soi wynosi 2000 akrów, czyli około 809 ha. Zestaw do siewu łączy kilka rozwiązań, z których każde odpowiada za inną część pracy.
System Sabanto prowadzi ciągnik i pozwala zdalnie nadzorować jego pracę. Rolnik może zatrzymać maszynę lub wznowić przejazd, a powiadomienia informują go o sytuacjach wymagających reakcji.
Z kolei Panorama firmy Precision Planting daje dostęp do danych monitora siewnika. Pozwala obserwować postęp siewu, sprawdzać komunikaty i zdalnie zmieniać ustawienia. Łączność w gospodarstwie wspiera internet satelitarny Starlink.
Pusta kabina nie zwalnia z obsługi zestawu. W relacji dla AgWeb Pottinger opisuje, że po około dwóch godzinach porannej pracy dojeżdża na pole, uzupełnia paliwo i nasiona oraz sprawdza ciągnik i siewnik. Później kontroluje pracę także w ciągu dnia. SMS rozpoczyna więc codzienną procedurę, a rolnik nadal odpowiada za przygotowanie maszyn i ich nadzór.
Wolniejszy przejazd też może się opłacać
Dłuższa praca daje również możliwość ograniczenia prędkości. W rozmowie ze Strip-Till Farmer Pottinger opisywał siew kukurydzy bez uprawy gleby, w jeszcze rosnące żyto. Chodzi o tzw. planting green: żyto pełni funkcję rośliny okrywowej, a rolnik wysiewa kukurydzę przed jego likwidacją. Siewnik umieszcza nasiona w glebie wśród żywych roślin.
W takich warunkach Pottinger miał trudności z utrzymaniem głębokości siewu. Zmniejszył więc prędkość z około 5,6 do 4,5 km/h.
Praca na polu trwała przez to o półtorej godziny dłużej, ale zestaw kontynuował siew nocą. Według rolnika pozwoliło to poprawić umieszczenie nasion i uzyskać dobre wschody.
Narożniki pól nadal wymagają kierowcy
Rozwiązanie ma jednak ograniczenia. Departament Rolnictwa Kentucky podaje, że zestaw Pottingera nie cofa autonomicznie. Na nieregularnych działkach rolnik musi więc sam dosiewać narożniki. W majowej relacji szacował, że na polu o powierzchni około 12-16 ha takie miejsca zajmują zwykle około 0,8 ha.
Znaczenie ma też położenie gruntów. W rozmowie z DTN Pottinger wyjaśniał, że zmienił dobór użytkowanych działek, aby zestaw mógł przemieszczać się między nimi drogami wewnętrznymi. Organizacja gospodarstwa stała się częścią wdrożenia nowej techniki.
Pierwsze zbiory autonomicznie zasianej kukurydzy lepsze, niż się spodziewali
Jesienią 2026 r. Pottingerowie rozpoczęli zbiór kukurydzy, którą po raz pierwszy zasiali autonomicznie. Początek sezonu był trudny: ulewne deszcze i zalania zmusiły ich do ponownego siewu części pól, niektórych nawet trzykrotnie. Tym większą ulgę przyniosły pierwsze wyniki zbiorów.
W relacji opublikowanej przez AgWeb 29 września Quint mówił o plonach 200-250 buszli z akra, czyli około 12,6-15,7 t/ha, a miejscami więcej. Ziarno podczas zbioru miało około 30% wilgotności. Podane wartości opisują trwające zbiory, a nie końcową średnią z całego gospodarstwa.
– To duże i bardzo mile widziane zaskoczenie – przyznawał rolnik.
Według tej samej relacji średnie plony w okolicy odpowiadają około 9,4-10,7 t/ha. Przez trzy poprzednie lata susza ograniczała jednak wyniki Pottingerów do około 6,3-8,2 t/ha, co utrudniało opłacanie rachunków. Tegoroczne zbiory dały rodzinie nadzieję na poprawę finansów gospodarstwa.
Autonomia pomogła zmienić organizację siewu i ograniczyć koszty sprzętu. O wyniku sezonu nadal decydują także pogoda i warunki na polach. Sam zbiór pozostaje zadaniem ludzi: kombajn oraz ciągnik z wozem przeładowczym prowadzą operatorzy.
