StoryEditor

Bez pługa i z robotem udojowym. Dwa gospodarstwa, dwa sposoby na niższe koszty

W Austrii dwa gospodarstwa szukają oszczędności na zupełnie różne sposoby. Jedno inwestuje w robotyzację obory i własną energię, drugie od ponad 50 lat rozwija uprawę bez pługa oraz precyzyjne technologie. W obu przypadkach kluczowe jest ograniczanie kosztów pracy, paliwa i produkcji.

19.09.2026., 12:00h

Martin Anzengruber: mleko, hodowla i maksymalne wykorzystanie gospodarstwa

Martin Anzengruber z miejscowości Letten prowadzi wraz z ojcem Johannem około 50-hektarowe gospodarstwo. Około 25 ha stanowią użytki zielone, a pozostałe grunty orne przeznaczone są m.in. pod kukurydzę, jęczmień ozimy i pszenżyto. Produkcja roślinna jest podporządkowana przede wszystkim potrzebom stada.

W oborze znajduje się 55 krów mlecznych rasy Fleckvieh, a łącznie z młodzieżą gospodarstwo utrzymuje około 120 sztuk bydła. Dochody są podzielone niemal po równo: połowa pochodzi z produkcji mleka, a druga część ze sprzedaży cieląt i jałówek hodowlanych.

Połowę dochodu gospodarstwa stanowi produkcja mleka, drugą połowę sprzedaż cieląt i jałówek hodowlanych – mówi Anzengruber.

Mimo trudniejszej koniunktury i spadku cen mleka rolnik nie zamierza rezygnować z hodowli. W 2025 roku wybudował nową oborę na 65 krów. Zainstalowano w niej robot udojowy Lely Astronaut, wydajną wentylację oraz zbiornik na gnojowicę o pojemności około 1000 m³.

Robot daje nam większą swobodę w organizacji pracy, poprawiła się zdrowotność stada i wydajność mleka – podkreśla rolnik.

Efekty są widoczne w wynikach. Średnia wydajność przekracza obecnie 10 tys. l mleka od krowy i nadal rośnie. W czerwcu rolnik otrzymywał za litr mleka około 46 eurocentów brutto.

Nie wszystko trzeba kupować nowe

Anzengruber bardzo ostrożnie podchodzi do kosztów maszyn. Część prac wykonuje sam, a do siewu kukurydzy, omłotu zbóż i prasowania słomy korzysta z usług. Jego gospodarstwo posiada m.in. kilkunastoletnią sieczkarnię Claas Jaguar, którą dodatkowo wykorzystuje usługowo. Każdego roku maszyna zbiera około 200 ha kukurydzy na kiszonkę u okolicznych rolników oraz wykonuje od 50 do 100 godzin pracy przy zbiorze traw.

Nowe maszyny są zbyt drogie, alternatywą są maszyny używane w dobrym stanie technicznym – zaznacza.

Rolnik szuka oszczędności również w inwestycjach. Drewno wykorzystane do budowy nowej obory pochodziło z własnego lasu, co pozwoliło ograniczyć koszt budowy o około 10 tys. euro. Gospodarstwo ma też instalację fotowoltaiczną o mocy 30 kW z magazynem energii o pojemności 58 kWh.

Instalacja jest wystarczająca dla naszych potrzeb, jedynie w czasie upałów ze względu na intensywnie pracującą wentylację musimy dokupić nieco energii z sieci – mówi Anzengruber.

Alfred Schreiberhuber: ponad pół wieku bez pługa

Zupełnie inną drogę obrał Alfred Schreiberhuber z Ansfelden koło Linzu. Gospodaruje na około 500 ha, z czego 470 ha stanowią grunty orne. Uprawia m.in. pszenicę ozimą, orkisz, jęczmień ozimy, pszenżyto, żyto, soję, rzepak jary, buraki cukrowe, kukurydzę ziarnową, bobik i dynię na pestki. Specjalizuje się również w reprodukcji materiału siewnego zbóż.

image
FOTO:

Jego znakiem rozpoznawczym jest jednak uprawa bez pługa. Pierwsze próby rezygnacji z orki prowadził już ponad 50 lat temu.

Uprawa bez pługa była tematem mojej pracy doktorskiej – mówi Schreiberhuber.

Na jego gliniastych i ilastych glebach, przy średnich opadach wynoszących około 840 mm rocznie, szczególnie problematyczna jest jesień. Wilgotna gleba nie daje wielu dni na wykonanie uprawy i siewu.

W takich warunkach przy wilgotnej glebie pług tylko szkodzi glebie – przekonuje.

Rezygnacja z orki pozwoliła przede wszystkim skrócić czas pracy i ograniczyć zużycie paliwa. Obecnie na jesienne spulchnianie gleby i siew Schreiberhuber zużywa średnio około 10 l ON/ha.

Czas i energia to największe zalety uprawy bez pługa. Kolejna korzyść to niższe koszty pracownicze – wylicza.

Soja, precyzja i mechaniczne odchwaszczanie

Ważnym elementem strategii gospodarstwa jest płodozmian. Około połowy powierzchni zajmują zboża, a reszta przypada m.in. na soję, buraki cukrowe i kukurydzę. W tym roku soja rośnie na 75 ha, z czego około dwie trzecie stanowią plantacje nasienne.

Roślina pozwala ograniczyć wydatki na azot. Soja nie jest nawożona azotem, a po jej uprawie dawki tego składnika są odpowiednio redukowane.

Od wielu lat stosujemy precyzyjne nawożenie z mapami aplikacyjnymi, nawozy stosujemy w zmiennych dawkach tylko tam, gdzie wymaga tego nieco niższa zasobność – mówi rolnik.

Schreiberhuber ogranicza również zużycie środków ochrony roślin. W soi i burakach cukrowych wykorzystuje mechaniczne odchwaszczanie. Dwa 12-rzędowe pielniki pozwalają wykonywać zabieg z prędkością 6–8 km/h, a jeden zestaw może w ciągu godziny przepracować nawet 3 ha.

Austriacki rolnik pokazuje tym samym, że w walce o rentowność nie zawsze chodzi o zwiększanie skali produkcji. Równie ważne jest ograniczanie kosztów każdego hektara, godziny pracy i litra paliwa.

Dawid Konieczka
Autor Artykułu:Dawid Konieczka

Dawid Konieczka – redaktor top agrar Polska działu technika rolnicza. Od ponad 2006 roku związany z redakcją top agrar Polska, choć w ostatnich latach nie w pełnym wymiarze godzin. Pracę w top agrar Polska łączę z pracą w rodzinnym gospodarstwie rolnym, które mieści się w sercu Wielkopolski.
Kontakt: [email protected]

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
19. wrzesień 2026 12:02