StoryEditor

Zaorał świeży asfalt pod Gliwicami. Kto miał prawo do tej drogi?

Rolnik, który zaorał świeżo położony asfalt na ul. Rybackiej w Gliwicach, twierdził, że droga powstała na należącym do niego gruncie. Miasto przekonuje, że sporne działki od lat są własnością gminy, jednak pełna historia nieruchomości i ewentualnego odszkodowania wciąż nie została wyjaśniona.

25.08.2026., 13:00h

Spór o drogę przy ul. Rybackiej w Gliwicach. Czy rolnik miał prawo do spornej ziemi?

Emocje opadły, ale najważniejsze pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Wiadomo wprawdzie, co wydarzyło się 7 sierpnia na ul. Rybackiej w Gliwicach. Rolnik, który zaorał tam świeżo położony asfalt, konsekwentnie twierdzi, że wylano go na ziemi, do której wciąż ma prawo. Miasto Gliwice przekonuje z kolei, że grunt jest własnością gminy. Żadna ze stron nie przedstawiła jednak publicznie kompletu dokumentów, które pozwoliłyby odtworzyć całą historię spornych gruntów i jednoznacznie wyjaśnić sprawę. Pytania, które formalnie skierowaliśmy do gliwickich urzędników, na razie pozostają bez odpowiedzi.

image
FOTO: Policja Gliwice/fb

Rolnik zaorał świeży asfalt na ul. Rybackiej w Gliwicach

Jeden fakt w tej sprawie jest bezsporny – przebieg wydarzeń z 7 sierpnia. Znamy go nie tylko z relacji mediów, ale przede wszystkim z oficjalnych informacji przekazywanych m.in. przez policję, prokuraturę i sąd. Około godz. 15.10 60-letni rolnik wjechał ciągnikiem z podłączonym pługiem na świeżo wykonaną nawierzchnię ul. Rybackiej i przejechał wzdłuż drogi blisko 200 metrów. Dalszy przejazd uniemożliwili mu pracownicy prowadzący roboty, którzy zablokowali ciągnik walcem drogowym i ładowarką. Przybyli na miejsce policjanci zatrzymali mężczyznę. Według policyjnego komunikatu rolnik twierdził, że jest właścicielem drogi, a prowadzone na niej prace są nielegalne.

W mediach trwał sezon ogórkowy, a w takim czasie podobne wydarzenie to swego rodzaju „prezent od losu”. Sprawa szybko nabrała ogromnego rozgłosu. W pierwszych relacjach pobrzmiewało nieskrywane oburzenie i dominowała narracja o wandalu, który zniszczył publiczne mienie. Rolnik od początku twierdził natomiast, że po prostu broni swojego.

Aresztowanie rolnika i zmiana wartości szkody

Dwa dni później usłyszał zarzut zniszczenia mienia, a początkowo wartość szkód oszacowano na około 300 tys. zł. 9 sierpnia Sąd Rejonowy w Gliwicach zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Chyba mało kto spodziewał się zastosowania tak surowego środka zapobiegawczego. Decyzja wzbudziła duże kontrowersje. Sprawą z urzędu zainteresował się Pełnomocnik Terenowy Rzecznika Praw Obywatelskich w Katowicach, który zwrócił się do sądu o informacje dotyczące podstaw pozbawienia rolnika wolności. Istotne znaczenie miała przyjęta wówczas wartość szkody. Około 300 tys. zł oznaczało bowiem surowszą kwalifikację prawną czynu i zagrożenie karą do 10 lat pozbawienia wolności.

Kilka dni później sytuacja zmieniła się jednak zasadniczo. Po dokładniejszym oszacowaniu szkód ich wartość spadła z około 300 tys. do około 184 tys. zł. W konsekwencji zmieniono kwalifikację prawną czynu, a prokurator uchylił tymczasowy areszt. Rolnik wyszedł na wolność. Ale postępowanie karne nadal się toczy.

Dlaczego rolnik zaorał drogę? W tle spór o własność gruntu

Powoli zmieniała się również narracja w mediach. W miejsce pytania: „Co się wydarzyło?” coraz częściej zaczęły pojawiać się inne: „Dlaczego do tego doszło?”, „Co kierowało rolnikiem?”, „Dlaczego twierdzi, że roboty drogowe prowadzono na jego ziemi?”. I chociaż dziś, po kilkunastu dniach od wydarzeń na ul. Rybackiej, wciąż brakuje wielu konkretnych informacji, można już pokusić się o nieco szersze spojrzenie na całą sprawę.

Działki przy ul. Rybackiej w Gliwicach. Kto jest właścicielem gruntu?

Warto zacząć od spojrzenia na mapy i uporządkowania kwestii własnościowych, bo to właśnie one są osią całego konfliktu.

W centrum sporu dotyczącego gruntów przy ul. Rybackiej znajdują się m.in. działki nr 803 i 804 w obrębie Gliwice Ostropa Południe. To właśnie te działki Zarząd Dróg Miejskich w Gliwicach wskazuje jako istotne dla wyjaśnienia stanu prawnego gruntu. Obie działki to wąskie paski ziemi. ZDM stanowczo zapewnia, że od 25 lat są one własnością gminy. Na dowód ZDM opublikował fragment księgi wieczystej i wskazał, że do przejęcia nieruchomości doszło w 2001 r. z mocy prawa, na podstawie art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami. Według wersji przedstawionej przez drogowców stało się to w następstwie podziału nieruchomości dokonanego na wniosek jej ówczesnego właściciela. Co więcej, ZDM podkreśla, że wnioskującym o podział dwóch działek i wydzielenie gruntów przeznaczonych pod drogę miał być ten sam rolnik, który po 25 latach zakwestionował prawo gminy do tego terenu i zaorał świeżo wykonany asfalt.

Co mówi księga wieczysta i dlaczego spór nadal nie jest wyjaśniony?

Z punktu widzenia miasta sytuacja wydaje się więc klarowna: grunt został wydzielony pod drogę, przeszedł z mocy prawa na własność gminy, a obecny stan własności potwierdza księga wieczysta. Jest jednak w oświadczeniu ZDM jeszcze jedno niezwykle istotne zdanie: „pas gruntu należący do gminy jest szerszy niż teren faktycznie zajęty pod drogę”. To oznacza, że dotychczasowy ślad drogi w terenie nie pokrywał się z granicami gruntów, które miasto uważa za swoją własność. Innymi słowy – część należącej według dokumentów do gminy nieruchomości mogła przez lata nie być faktycznie wykorzystywana jako droga. To właśnie ten element pozwala lepiej zrozumieć, skąd w ogóle mógł powstać konflikt przy układaniu nowego asfaltu.

Sam wpis w księdze wieczystej pokazuje jednak przede wszystkim obecny stan własności. Nie opowiada jednak w jaki sposób dokładnie powstały dzisiejsze działki, jaki fragment dawnej nieruchomości został przejęty, jak przebiegały granice przed podziałem i – co chyba okaże się szczególnie istotne – jak rozliczono się z właścicielem za grunt, który w 2001 r. przeszedł na gminę. Czy możliwe, że za grunt, który ponad 20 lat temu przeszedł na własność gminy, rolnik do dzisiaj nie otrzymał odszkodowania? Czy nierozliczony spór o ziemię mógł być jedną z przyczyn desperackiego czynu z 7 sierpnia?

Spór o grunty pod drogami w Polsce. Co mówi Śląska Izba Rolnicza?

O całej sprawie rozmawialiśmy między innymi z Romanem Włodarzem, prezesem Śląskiej Izby Rolniczej.

– Wiem tyle co wszyscy, czyli nic – tak tłumaczył, dlaczego nie chce komentować na tym etapie tej konkretnej sprawy i trudno się dziwić.

Jednak zdaniem Romana Włodarza przypadek z Gliwic trzeba rozpatrywać również na tle znacznie szerszego problemu dotyczącego gruntów zajętych pod drogi.

– Po 45 roku nie uregulowaliśmy w całym kraju kwestii własności dróg. Kropka. W całej Polsce jest bardzo wiele sytuacji, że drogi są częściowo na terenach prywatnych – mówi Włodarz.

Jak dodaje, zdarzają się również przypadki, w których właściciele wystąpili o należne pieniądze, ale mimo upływu lat ich nie otrzymali.

Jak grunty prywatne przechodziły na własność gminy?

Przez lata prywatne grunty trafiały pod drogi w różnych trybach. Jeden z nich związany był z reformą administracyjną – grunty należące do osób prywatnych, ale 31 grudnia 1998 r. faktycznie zajęte pod drogi publiczne i pozostające we władaniu państwa lub samorządu, z początkiem 1999 r. przechodziły z mocy prawa na własność Skarbu Państwa albo właściwego samorządu. Właścicielom przysługiwało odszkodowanie, jednak o jego wypłatę trzeba było wystąpić w określonym terminie. Nie wszyscy tego dopilnowali.

Inną możliwością było klasyczne wywłaszczenie nieruchomości na cel publiczny, a później również przejmowanie gruntów na podstawie tzw. specustawy drogowej, w ramach decyzji ZRID, czyli zezwolenia na realizację inwestycji drogowej. Jeszcze inny mechanizm przewiduje ustawa o gospodarce nieruchomościami: jeżeli na wniosek właściciela dokonywany jest podział jego nieruchomości i wydzielane są działki przeznaczone pod drogę publiczną, grunty te mogą z mocy prawa przejść na własność gminy lub innej jednostki samorządu.

Odszkodowanie za grunt przejęty pod drogę. Czy rolnik otrzymał pieniądze?

Właśnie na ten ostatni tryb – art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami – powołuje się ZDM w Gliwicach, tłumacząc, w jaki sposób gmina stała się właścicielem gruntów przy ul. Rybackiej. Przejęcie gruntu na podstawie art. 98 ustawy o gospodarce nieruchomościami nie oznacza jednak, że właściciel oddaje ziemię pod drogę za darmo. Za działki, które w wyniku podziału przechodzą z mocy prawa na własność gminy, przysługuje odszkodowanie. Co do zasady jego wysokość powinna zostać najpierw uzgodniona pomiędzy dotychczasowym właścicielem a właściwym organem. Jeżeli do porozumienia nie dojdzie, odszkodowanie ustalane jest w postępowaniu administracyjnym według zasad obowiązujących przy wywłaszczaniu nieruchomości.

I właśnie tutaj dochodzimy do jednego z najważniejszych, a wciąż nie do końca wyjaśnionych elementów historii z ul. Rybackiej: czy za grunt przejęty przez Gliwice ponad 20 lat temu ustalono odszkodowanie, w jakiej wysokości i co ostatecznie stało się z tymi pieniędzmi?

Miasto Gliwice nie odpowiedziało na pytania o działkę i odszkodowanie

O te kwestie zapytaliśmy Urząd Miejski w Gliwicach w trybie dostępu do informacji publicznej. Chcemy przede wszystkim ustalić, kiedy i na jakiej podstawie prawnej działka nr 804 przeszła na własność miasta, z jakiej nieruchomości została wydzielona oraz jak wyglądała historia zmian ewidencyjnych prowadzących do jej powstania. Kluczowe są jednak pytania dotyczące pieniędzy: czy poprzedniemu właścicielowi przysługiwało odszkodowanie, czy zostało ono formalnie ustalone, w jakiej wysokości i czy faktycznie je wypłacono. Pytamy również, czy wysokość odszkodowania lub samo prawo do niego były przedmiotem sporu, postępowań administracyjnych bądź sądowych oraz czy – jeśli właściciel pieniędzy nie otrzymał – odszkodowanie zostało złożone do depozytu sądowego. Poprosiliśmy nie tylko o odpowiedzi, ale również o dokumenty: decyzję dotyczącą przejęcia gruntu, dokumentację podziałową, decyzję odszkodowawczą oraz ewentualne potwierdzenie wypłaty lub złożenia pieniędzy do depozytu. Do chwili przygotowania tego materiału Urząd Miejski w Gliwicach nie udzielił nam odpowiedzi.

Czy remont ul. Rybackiej w Gliwicach został przeprowadzony zgodnie z prawem?

Kwestie własnościowe to jednak tylko jedna płaszczyzna tej sprawy. Drugą, zupełnie od niej niezależną, jest sposób przeprowadzenia robót drogowych na ul. Rybackiej. Chodzi o ustalenie, czy przy wykonywaniu robót dochowano wszystkich wymaganych procedur.

Istotne jest przede wszystkim, czy mieliśmy do czynienia jedynie z remontem istniejącej drogi, czy zakres prac oznaczał jej przebudowę bądź rozbudowę. Na podstawie jakich zgłoszeń, decyzji lub innych dokumentów rozpoczęto prace i czy przed wejściem wykonawcy geodezyjnie wyznaczono granice działek. Znaczenie ma także to, czy na fragmencie wcześniej użytkowanym rolniczo asfalt położono na odpowiednio przygotowanej konstrukcji drogi – po wcześniejszym usunięciu humusu, wykonaniu koryta i właściwej podbudowy.

O tę drugą płaszczyznę sprawy zapytaliśmy bezpośrednio ZDM w Gliwicach. Odpowiedzi i dokumentacja robót pozwolą ocenić, czy prace przy ul. Rybackiej przeprowadzono z dochowaniem wszystkich wymaganych procedur. Do chwili przygotowania tego materiału odpowiedzi jeszcze nie otrzymaliśmy.

Co na to rolnik? Brakuje jego dokumentów i pełnej wersji wydarzeń

W tej układance wciąż brakuje jednak chyba najważniejszego elementu – pełnego stanowiska samego rolnika i dokumentów, na których opiera swoje racje. Publicznie wiadomo, że od początku kwestionował prawo miasta do prowadzenia robót na spornym gruncie, ale nie znamy jeszcze całej historii widzianej z jego perspektywy.

Rozmawialiśmy telefonicznie z jego obrońcą, mec. Adamem Szewcem. Prawnik przyznał, że sam dopiero zapoznaje się z obszerną dokumentacją dotyczącą sprawy ciągnącej się od lat  i na tym etapie nie chce przesądzać, które argumenty i dokumenty okażą się najważniejsze. Na rozmowę z mediami nie jest też jeszcze gotowy sam rolnik. Jak przekazał nam mec. Szewc, po pobycie w areszcie jego klient podchodzi do mediów z dużą nieufnością i potrzebuje czasu, zanim zdecyduje się szerzej przedstawić swoją wersję wydarzeń.

Dlatego na obecnym etapie nie chcemy przypisywać mu argumentów, których sam nam nie przedstawił. Dopiero poznanie dokumentacji znajdującej się w jego posiadaniu i skonfrontowanie jej z dokumentami miasta pozwoli dokładniej odtworzyć historię sporu i ustalić, na czym rolnik opiera przekonanie, że miasto nie miało prawa wykonać nawierzchni na spornym terenie.

Arkadiusz Jakubowski

 

Arkadiusz Jakubowski
Autor Artykułu:Arkadiusz Jakubowski
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
25. sierpień 2026 13:02