StoryEditor

Dopłaty trafią do aktywnych rolników i tych, którzy nawet nie wiedzą co mają zasiane na polu

Ustawa o aktywnym rolniku nie ma odbierać dopłat, ale skierować je do faktycznie produkujących gospodarstw rodzinnych – przekonywał wiceminister rolnictwa Adam Nowak podczas debaty rolniczej na Targach Ferma. Ostrzegł też, że bez realnych zabezpieczeń w handlu z Ukrainą obecne problemy ze zbożem mogą się znacząco pogłębić, ale również pojawić kolejne.

21.02.2026., 15:09h

„Czy naprawdę nie da się udowodnić, że jest się aktywnym rolnikiem?”

Adam Nowak mocno podkreślał, że nowe przepisy są wymierzone w fikcyjnych beneficjentów dopłat, a nie w realnie produkujących rolników. Obecni na sali mówili o tym, że nie zawsze jest możliwe wykazanie faktur zakupu i sprzedaży na takie kwoty, jakie zawarto w projekcie o aktywnym rolniku. Mimo weta prezydenta Nawrockiego projektu ustawy, dyskusja w rolniczym środowisku nadal trwa i wywołuje emocje przeciwników ustawy, ale też popierająch ten projekt. Podczas debaty na Targach Ferma na ten temat mówił Adam Nowak. 

– Ci z Was, którzy faktycznie prowadzą działalność rolniczą, są prawdziwymi rolnikami. I myślę, że to zdecydowana większość z Was obecnych tutaj na sali. Powiedzcie sami – czy naprawdę jest możliwe, żeby w żaden sposób nie móc udowodnić, nie wykazać, że jest się aktywnym rolnikiem? – pytał wiceminister.

Przyznał, że rozumie opór wobec części rozwiązań, w tym powiązania statusu aktywnego rolnika z fakturami i ekoschematami.

– Wiem i rozumiem, bo sam też byłem wewnętrznie przeciwny temu, żeby niektóre ekoschematy uwzględniać – wiemy, że budzą one wątpliwości. W ostatecznym projekcie zostało to jednak tak ujęte. Tylko zastanówmy się: po co rolnik ma funkcjonować, uprawiać ziemię, jeśli nie ponosi kosztów i nie osiąga żadnych przychodów? – mówił Nowak.

Faktury, nadużycia i „rolnicy z Marszałkowskiej”

Wiceminister tłumaczył, że wymogi dokumentowania działalności nie są „biurokratycznym kaprysem”, ale odpowiedzią na wieloletnie nadużycia przy rozdziale środków publicznych.

– Wiem, że kwestie faktur wiele osób odstraszają, ale spróbujcie jeszcze raz zrozumieć nasz cel i nasze założenia. Sami wiecie z bezpośrednich rozmów – i ODR może to potwierdzić – że przy zakupie maszyn, przy różnego rodzaju pomocach klęskowych (…) te środki – nawet gdy przeznaczano 12 czy 14 miliardów złotych na pomoc po wydarzeniach związanych z Ukrainą – nie trafiały do tych, którzy faktycznie ponieśli straty – wyliczał.

Wskazał na „kombinacje” przy oborniku naowzach i innych dopłatach w kryzysowych sytuacjach m.in. podczas zalewu rynku ukraińskich zbożem. 

– Chodzi o te pozostałe elementy związane z klęskami. Chodzi o różne „kombinacje” przy wywożeniu obornika na pole. Chodzi o nadużycia przy wszystkich specjalistycznych, szczegółowych dopłatach - mówił wiceminister i ostro odciął się od zarzutów, że rząd działa przeciw rolnikom.

– To nie było robione przeciwko rolnikom. Nie zdziwiłbym się, gdyby protestowali ci „rolnicy z Marszałkowskiej”, którzy na Google Maps sprawdzają, gdzie leży ich działka – gdyby to oni protestowali przeciwko temu zapisowi. Naprawdę by mnie to nie zdziwiło - mówił wiceminister Nowak. Jednocześnie przyznał, że zaskoczyła go skala sprzeciwu wśród gospodarstw realnie produkujących. 

– Ale dziwi mnie, że protestują rolnicy faktycznie aktywni – niezależnie od tego, czy ktoś ma hektar, pięć hektarów, prowadzi sprzedaż bezpośrednią czy sprzedaje wyłącznie w hurcie. Bo to rozwiązanie było po to, żeby te pieniądze trafiły tam gdzie powinny – podkreślił.

Nie likwidacja, ale uporządkowanie

Wiceminister przypomniał, że idea „aktywnych rolników” pojawiła się już przy wchodzeniu Polski do UE.

– Pamiętam też dyskusje z czasów wejścia do Unii Europejskiej – zastanawialiśmy się, jak najlepiej wydatkować środki z płatności bezpośrednich, żeby Polska jak najwięcej skorzystała. Przyjęto ten mechanizm właśnie po to, aby zarówno małe, jak i duże gospodarstwa mogły wyciągnąć z Unii Europejskiej możliwie najwięcej środków. Dziś jednak czas prostych przewag konkurencyjnych, które mieliśmy w Polsce, się skończył – mówił.

Zapewnił, że celem obecnych zmian nie jest likwidacja dopłat, ale ich przesunięcie tam, gdzie faktycznie jest produkcja:

– Dlatego proponujemy to rozwiązanie nie po to, żeby komukolwiek odbierać dopłaty, ale żeby przekierować je do tych, którzy rzeczywiście pracują – którzy nie pytają 15 marca: „A co tam jest zasiane na moim polu?”. Żeby nie było sytuacji, w której przy klęskach żywiołowych dyrektorzy i kierownicy agencji są zasypywani pytaniami od osób, które mają ziemię, ale nie wiedzą, co jest na niej zasiane czy posadzone, i pytają tylko: „Na co mogę dostać rekompensatę?” – argumentował.

Przyznał, że projekt wymaga poprawek:

– Dlatego zmierzamy w kierunku rozwiązań, które pozwolą też reagować rynkowo, gdy ceny spadają. Temu służyła cała ta dyskusja. Zgadzam się, że projekt nie był idealny – dodał.

„Manipulacją jest twierdzenie, że chcemy zniszczyć gospodarstwa rodzinne”

Najostrzej Nowak zareagował na zarzut, że ustawa o aktywnym rolniku uderza w gospodarstwa rodzinne.

– Natomiast twierdzenie, że chcemy ustawą o aktywnym rolniku zniszczyć gospodarstwa rodzinne, jest nieprawdą i manipulacją. Ta ustawa jest właśnie po to, żeby gospodarstwa rodzinne, zwłaszcza średnie, mogły przetrwać w warunkach szalonej konkurencji – podkreślił.

Ukraina chce wejść do Unii 

Znaczną część wystąpienia wiceminister poświęcił relacjom handlowym z Ukrainą i ich skutkom dla rynku rolnego w Polsce. 

– W przypadku handlu z Ukrainą będziemy jako Ministerstwo Rolnictwa potrzebowali wsparcia. Nasze stanowisko jest proste: jeśli nie otrzymamy rzetelnej oceny wpływu na rolnictwo polskie i europejskie oraz konkretnych mechanizmów zabezpieczających, sytuacja będzie trudniejsza niż dziś – ostrzegał.

Przypomniał deklaracje strony ukraińskiej:

– Ukraina już dziś deklaruje – mówił o tym publicznie wicepremier Kaczka – że jest gotowa w perspektywie 2028–2034 zrezygnować z dopłat bezpośrednich, z udziału we Wspólnej Polityce Rolnej, jeśli tylko uzyska pełen dostęp do rynku europejskiego – wskazał.

W jego ocenie to właśnie wyzwania związane z Ukrainą są kluczowe dla przyszłości polskiego rolnictwa.

– To są tematy, na których powinniśmy się dzisiaj skupić. Bo w porównaniu z tymi wyzwaniami, procenty i wpływ nawet umowy z Mercosur, przy obecnych limitach i kontyngentach, to kropla w morzu problemów, jakie możemy mieć w relacjach z Ukrainą. O tym mówił prezes Robert Nowak – do dziś odczuwamy skutki napływu zboża do Polski w latach 2022 i 2023. Już 2–3 lata zajmuje nam wychodzenie z tych trudności. Co się stanie, jeśli taki wolny rynek zostałby całkowicie otwarty? Tu potrzebujemy rzetelnej dyskusji i wsparcia rolników – mówił wiceminister.

Zasygnalizował też finansowe konsekwencje ewentualnego wejścia Ukrainy do UE:

– Nie będę już rozwijał wątku, że wejście Ukrainy do Unii Europejskiej znacząco zmniejszyłoby polską kopertę finansową. W tej perspektywie nie ma o tym jeszcze mowy, ale byłoby oczywiste, że to Polska byłaby jednym z głównych krajów dotkniętych tymi zmianami. I to są realne, faktyczne problemy – podsumował Adam Nowak.

Dorota Kolasińska
Autor Artykułu:Dorota Kolasińska Redaktor Prowadząca topagrar.pl
Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
21. luty 2026 16:01