Do naszej Redakcji zwrócił się rolnik, Piotr Wątły, który wraz z rodziną prowadzi produkcję mleka w Zalesicach. Odwiedziliśmy to gospodarstwo w maju 2024 r. Wczoraj w pożarze stracił słomę przeznaczoną dla zwierząt.
W gospodarstwie rodzinnym w Zalesicach utrzymywanych jest 145 krów mlecznych (wydajność powyżej 12,3 tys. l). Wszystkich zwierząt, łącznie z cielętami, jałówkami oraz opasami jest około 400 sztuk. Słoma w tym gospodarstwie to nie tylko ściółka, ale ważny składnik paszy w TMR dla bydła. To olbrzymia strata dla rolników.
Zapasy słomy przepadły
Piotr Wątły zaznacza, że słoma była ułożona w dwóch stogach, umieszczona w kształcie litery "L". To nie był tegoroczny zbiór, ale zapasy zgromadzone w poprzednim sezonie, jako rezerwa na trudniejszy rok. Wszystkie zwierzęta są utrzymywane na słomie, z kolei na rusztach są tylko krowy mleczne.
- Na rok potrzebujemy około 2,4 tys. balotów słomy. Wczoraj spaliła się połowa zapasów. Poprzedni rok był ciężki jeśli chodzi o słomę, ale nie tak słaby jak ten. W zeszłym roku zgromadziliśmy około 3 tys. bel, bo wiedzieliśmy, że jest ze słomą coraz gorzej. Sporo dokupiliśmy, bo mieliśmy taką możliwość. W tym udało się zgromadzić tylko 1,1 tys. bel. Myśleliśmy, że mamy zapas i nie ma się o co martwić – mówi Piotr Wątły. Dodaje, że za dobrze sprasowaną belkę słomy średnicy około 160 cm i wadze ok. 200 kg trzeba zapłacić w ich okolicy około 160 zł/szt. (około 300-400 zł/t). Rolnik szacuje straty na około 250 tys. zł!
- Jeszcze dokładnie nie sprawdziliśmy czy będziemy mieli odszkodowanie z OC gospodarstwa, ale raczej nie. Ubezpieczalnie nie chcą ubezpieczać stogów słomy ze względu na duże ryzyko, a jeśli ubezpieczają, to są bardzo restrykcyjne wymagania dla lokalizacji sterty – mówi Wątły i dodaje, że to nie pierwszy pożar w tej okolicy.
Prawie 3 tys. balotów w ostatnim czasie
Jak wspomina rolnik, najpierw w ostatnich miesiącach paliły się łąki, pustostany takie jak szopy czy stodoły, a pożar balotów słomy w gospodarstwie w Zalesicach jest już czwartym pożarem słomy w ostatnich miesiącach w gminie Wierzbica.
- Mam taki filmik, na którym widać, że palą się dwa stogi ułożone w literę L. Jeden zaczął się palić od wschodu, drugi od zachodu. Samozapłon był niemożliwy, to była sucha, roczna i dwuletnia słoma, która była nakryta folią. Gdyby miało się coś samo zapalić już dawno by do tego doszło. To na pewno było podpalenie – mówi rolnik w rozmowie z naszą Redakcją.
Do Piotra Wątłego o godz. 1.11 w nocy zadzwonił sąsiad i poinformował, że stóg się pali. Sytuacja była o tyle przerażająca, że sterty słomy znajdowały się ok. 150 m od domu Piotra i około 1 km od gospodarstwa, w którym utrzymywane są krowy.
Pożar zgłosiła żona rolnika o godz. 1.12. Na miejscu ok. godz. 1.20 jako pierwsza, błyskawicznie zjawiła się jednostka OSP w Zalesicach, później docierały kolejne. Rolnik był tam niedługo po zgłoszeniu i od razu wiedział, że sterta została podpalona, bo stóg palił się od dwóch stron jednocześnie. Twierdzi, że doszło do tego tuż przed 1 w nocy. Akurat z żoną nie spali, więc udało się szybko zareagować, jednak, mimo wszystko, udało się uratować tylko 50 belek.
- Zrzucaliśmy je ładowarką. Przyjechali sąsiedzi i nasz pracownik. Potem pracowaliśmy już na miejscu trzema ładowarkami. Próbowaliśmy rozepchnąć stertę i ratować pojedyncze belki, ale słoma była już przeleżana i się rozpadała. To nie była świeżo zbelowana słoma, więc nie dało się więcej zdziałać – relacjonuje Piotr Wątły.
Podkreśla, że jest pewny, że było to podpalenie, a sprawcy podjechali samochodem pod samą stertę. Wiedzieli dokładnie gdzie jest monitoring, sprawnie go ominęli i dostali się do słomy przez drogę zlokalizowaną pomiędzy polami kukurydzy. Sprawa została zgłoszona na Policję i zajmuje się nią obecnie KMP w Radomiu. Rzeczniczka prasowa KM Policji w Radomiu poinformowała, że trwa postępowanie wyjaśniające w tej sprawie, a szczegóły otrzymamy nieco później, drogą mailową.
- Straty są duże, a sprawca czuje się bezkarny - mówi Wątły. Rolnik podkreśla, że nie zostawi tak tej sprawy. Nie tylko ze względu na poniesione straty, ale również obawy innych rolników w gminie Wierzbica. Okoliczni rolnicy w rozmowie z Piotrem pytają przerażeni: „kto będzie następny?”, dlatego też zależy mu na ujęciu sprawcy.
Doniesienie o podpaleniu. "Na pewno będzie ścigany"
- Na pewno będzie ścigany, złożyliśmy doniesienie o podpaleniu, ale sprawa poszła dalej niż tylko do Policji w Wierzbicy. Mam nadzieję, że namierzymy sprawcę. Dla mnie najgorsze jest to, że to zrobił człowiek, ktoś po prostu z premedytacją podjechał i podpalił – mówi rolnik. Uważa, że zakład ubezpieczeń nie pokryje strat, bo podobne sytuacje były też u innych rolników w ostatnim czasie w gminie i rolnicy niestety nie otrzymali odszkodowania, a spaliło się wcześniej kolejno 600 i 800 balotów.
Słoma, która pozostała w gospodarstwie starczy do lutego, a później trzeba się będzie jakoś ratować. Ten sezon nie ułatwi zadania, bo o słomę już teraz bardzo trudno, a do tego w rozsądnych pieniądzach.
- Już dzwonią znajomi rolnicy i mówią, że przywiozą, pomogą. Uda się może zgromadzić 200 szt. Resztę będzie trzeba dokupić, żeby pokryć to zapotrzebowanie do kolejnego sezonu – dodaje Wątły.
Trudny pożar, wielogodzinne dogaszanie pogorzeliska
O godzinie 1:34 w nocy 20 września strażacy z Wierzbicy zostali zadysponowani przez KM PSP w Radomiu do pożaru 1200 balotów słomy.
- Od samego początku działania były bardzo intensywne i wymagały dużego zaangażowania wszystkich strażaków. Nasze zadania obejmowały przede wszystkim podawanie prądów wody na palące się sterty, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się ognia oraz prowadzić skuteczne dogaszanie oraz dowożenie wody z pobliskich hydrantów – relacjonują strażacy z OSP Wierzbica Kolonia.
Akcja zajęła wiele godzin, które strażacy poświęcili na rozbieranie kolejnych stert balotów, dokładne poszukiwanie zarzewi oraz przelewanie pogorzeliska.
W akcji kilka zastępów Straży Pożarnej
- Mimo że alarm otrzymaliśmy o 1:34, działania trwały przez całą noc i przedpołudnie. Do naszej jednostki wróciliśmy dopiero po godzinie 12:00. To była bardzo długa, wymagająca i wyczerpująca akcja, podczas której liczyła się nie tylko skuteczna walka z ogniem, ale również współpraca, wzajemna pomoc i konsekwencja w działaniu aż do całkowitego zakończenia zagrożenia – podaje OSP Wierzbicka Kolonia.
W akcji gaśniczej brały udział OSP Wierzbica Kolonia, OSP Zalesice, OSP KSRG Wierzbica, OSP Rzeczków, OSP Polany, OSP KSRG Łączany, JRG-3 Radom, KM PSP Radom, ale również okoliczni rolnicy, którzy wykorzystywali swoje maszyny oraz policja.
