StoryEditor

30 szopów na jednym kukurydzisku. Rolnik może mieć problem z odszkodowaniem

Szop pracz może pojawić się na polu w dużej liczbie i powodować poważne szkody w uprawach. W jednym z obserwowanych przypadków na kilkunastohektarowym kukurydzisku odnotowano nawet 30 osobników.

01.10.2026., 16:00h

Problem jest jednak szerszy: inwazyjne gatunki obce (IGO) to także rośliny, które szybko zajmują kolejne tereny. Podczas konferencji naukowej w Sejmie 28 września pokazano, jak wygląda skala ich występowania i dlaczego w zwalczaniu IGO tak ważny jest czas.

image
Piotr Walter, leśnik, myśliwy i rolnik zabrał głos w Sejmie
FOTO: Kancelaria Sejmu

Aktywne nocą, gęsta uprawa utrudnia ich lokalizację

Szop pracz może pojawiać się również na polach, a kukurydza może być dla niego atrakcyjnym miejscem żerowania.

Podczas konferencji Piotr Walter, leśnik, myśliwy i rolnik, przywołał przypadek z województwa zachodniopomorskiego, który – jak podkreślał – sam obserwował. – Potrafi być nawet 30 szopów na jednym kukurydzisku – mówił Walter.

Chodziło o pole o powierzchni kilkunastu hektarów. To konkretny przypadek, a nie średnia liczebność szopów na polach. Pokazuje jednak, że lokalnie koncentracja tych zwierząt może być bardzo duża.

Problemem jest również ich wykrycie. Szopy są aktywne głównie nocą, a gęsta uprawa utrudnia ich lokalizację. Pomocne mogą być fotopułapki, termowizja czy drony. Jak wskazywał Walter, sama technologia nie rozwiązuje jednak problemu – pozwala przede wszystkim ustalić, gdzie zwierzęta występują.

image
Ogólnopolska konferencja ekspercka poświęcona problematyce inwazyjnych gatunków obcych
FOTO: Kancelaria Sejmu

Szop a szkody w uprawach. Ważne rozróżnienie

Obecność szopów na polu ma również znaczenie w kontekście szkód łowieckich. Walter zwracał uwagę, że uprawy mogą być jednocześnie uszkadzane przez różne gatunki. W przypadku szkód powodowanych przez gatunki objęte ustawowym systemem odszkodowań istnieje procedura ich szacowania. Szop pracz nie znajduje się jednak w katalogu gatunków, za których szkody w uprawach i płodach rolnych przysługuje odszkodowanie w tym systemie.

Jeżeli więc na plantacji występują szkody powodowane przez kilka gatunków, ustalenie ich sprawcy może mieć dla rolnika konkretne znaczenie.

Nie oznacza to, że każda szkoda na polu z udziałem szopa automatycznie pozostaje bez rekompensaty. Chodzi o tę część szkody, która zostanie przypisana gatunkowi nieobjętemu systemem odszkodowań łowieckich.

image
Szopa pracza najczęściej moża spotkać w zachodniej części kraju, m.in. w woj. lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim, ale pojawia się także w innych regionach
FOTO: Pixabay

838 rejestracji na 58 fotopułapkach

Podczas konferencji Walter przedstawił również wyniki monitoringu prowadzonego przez Fundację Stop Inwazyjnym Gatunkom Obcym.

Na 58 stanowiskach z fotopułapkami, w okresie trwającym niespełna miesiąc, odnotowano łącznie 838 rejestracji szopa pracza, jenota i norki amerykańskiej.

Nie oznacza to 838 różnych zwierząt. Ten sam osobnik mógł zostać zarejestrowany wielokrotnie. Walter zwracał uwagę na konieczność rozpoznawania poszczególnych osobników, aby uniknąć błędnej interpretacji wyników.

Monitoring pokazał jednak dużą aktywność IGO. W przypadku około 60 monitorowanych dziupli szopy penetrowały nawet 95% obserwowanych miejsc.

Podczas konferencji wskazywano również na bardzo dużą skalę penetracji monitorowanych gniazd łabędzi przez szopy. To pokazuje presję, jaką inwazyjne drapieżniki mogą wywierać na rodzime ptaki.

W dyskusji głos zabrał również Maciej Perzyna ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, lekarz weterynarii i przyrodnik. Poruszył m.in. temat odłowu i przetrzymywania zwierząt, zwracając uwagę na związane z tym koszty i konsekwencje podejmowanych działań. W dyskusji pojawił się również przykład żółwi oraz kwestia postępowania z innymi gatunkami, które mogą spełniać kryteria IGO.

image
Ogólnopolska konferencja ekspercka poświęcona problematyce inwazyjnych gatunków obcych
FOTO: Kancelaria Sejmu

IGO to także problem rolnictwa

Inwazyjne gatunki obce to znacznie więcej niż szop pracz. Ich obecność może powodować szkody w rolnictwie, leśnictwie, gospodarce wodnej i rybactwie. Problem stanowią zarówno zwierzęta, jak i rośliny.

Prof. Wojciech Solarz zwracał uwagę, że o gatunku obcym mówimy w kontekście jego wprowadzenia poza naturalny zasięg, a za IGO uznawane są te gatunki obce, których wprowadzenie lub rozprzestrzenianie powoduje negatywne skutki dla przyrody i usług ekosystemowych.

Dobrym przykładem są barszcze oraz rdestowce. W przypadku barszczu Sosnowskiego jeden osobnik może wytworzyć kilkadziesiąt tysięcy nasion, które mogą kiełkować już w kolejnym roku. Pozostawienie pojedynczej rośliny bez reakcji może więc szybko przełożyć się na większy problem.

Jeszcze inaczej rozprzestrzeniają się rdestowce. Jak wskazywano podczas konferencji, wystarczyć może około centymetrowy fragment kłącza, aby w odpowiednich warunkach powstał nowy osobnik. Rdestowce często występują w pobliżu rzek i mogą rozprzestrzeniać się wzdłuż cieków wodnych. Ich obecność może utrudniać również zarządzanie terenami i prowadzenie inwestycji.

246 stanowisk IGO wcześniej niewykrytych

Problemem jest nie tylko samo występowanie IGO, ale również ich wykrywanie. Podczas konferencji przedstawiono wyniki kontroli NIK dotyczącej działań administracji związanych z inwazyjnymi gatunkami obcymi. W ramach szczegółowych oględzin eksperci znaleźli w kontrolowanych gminach 246 stanowisk roślin IGO, które wcześniej nie były zidentyfikowane. Najwięcej stanowiły rdestowce i barszcze.

Wskazywano również na problemy z przepływem informacji. W skrajnych przypadkach opóźnienie we wprowadzaniu przez RDOŚ informacji o stwierdzonych stanowiskach do rejestru sięgało 695 dni. W pięciu z 17 kontrolowanych gmin informacje o stwierdzonych stanowiskach nie zostały przekazane dalej. To pokazuje, że samo znalezienie IGO nie zawsze oznacza natychmiastowe rozpoczęcie działań.

Im wcześniej wykryty, tym łatwiej ograniczyć problem

W przypadku inwazyjnych gatunków czas ma szczególne znaczenie. Jeżeli pojedyncza roślina zdąży zakwitnąć i wydać nasiona albo niewielkie stanowisko rdestowca zacznie się rozrastać, późniejsze usunięcie problemu może być znacznie trudniejsze.

Podobnie jest ze zwierzętami. Monitoring pozwala ustalić, gdzie występują, ale dopiero odpowiednio zaplanowane działania mogą ograniczyć ich liczebność. Walter zwracał uwagę na potrzebę stworzenia stałego systemu monitoringu, wspólnej bazy danych oraz szybkiego reagowania na nowe stanowiska IGO.

Co zrobić, gdy rolnik znajdzie IGO?

Jeżeli ktoś stwierdzi obecność inwazyjnego gatunku obcego w środowisku, powinien zgłosić ten fakt właściwemu wójtowi, burmistrzowi albo prezydentowi miasta. W zgłoszeniu warto podać gatunek, miejsce i datę obserwacji, a jeśli jest to możliwe – także liczbę osobników lub powierzchnię zajętą przez roślinę. Pomocne może być zdjęcie.

Zgłoszenie uruchamia określoną przepisami ścieżkę postępowania. Gmina przekazuje informacje właściwym instytucjom, a w zależności od sytuacji ustalany jest podmiot odpowiedzialny za działania zaradcze.

W praktyce właśnie ten etap może być problemem. Z przedstawionych podczas konferencji danych wynika, że informacje o występowaniu IGO nie zawsze szybko trafiały do odpowiednich rejestrów i instytucji.

Zwalczanie IGO też kosztuje

Ograniczanie liczebności inwazyjnych gatunków obcych może być kosztowne. Podczas konferencji przedstawiono szacunek dotyczący 100 szopów. Według zaprezentowanych wyliczeń utrzymywanie takiej liczby zwierząt w azylu mogłoby kosztować nawet 512 tys. zł, podczas gdy eliminacja 100 osobników w środowisku została oszacowana – zależnie od warunków – na około 15–30 tys. zł.

Są to wyliczenia przedstawione przez prelegenta, a nie stałe koszty obowiązujące w każdym przypadku. Pokazują jednak, jak bardzo może zmienić się koszt postępowania w zależności od momentu i sposobu reakcji.

Retransmisję konferencji można obejrzeć tutaj.

Krzysztof Zacharuk

Krzysztof Zacharuk
Autor Artykułu:Krzysztof Zacharuk

Krzysztof Zacharuk – dziennikarz specjalizujący się w polityce rolnej, ekonomii, a także tematach dotyczących gospodarowania gruntami rolnymi i zarządzania gospodarstwami towarowymi. Od 2005 roku uważnie obserwuje to, co dzieje się w Sejmie, Senacie, Pałacu Prezydenckim i Radzie Ministrów, a co bezpośrednio wpływa na polskie rolnictwo. Jest autorem tysięcy artykułów, analiz i reportaży dotyczących wsi i rolnictwa. Swoje teksty publikował w wielu mediach branżowych, a dziś pisze na łamach miesięcznika top agrar Polska, kwartalnika Agroszef, a także topagrar.pl. Poza tym jego publikacje regularnie ukazują się w serwisie tygodnik-rolniczy.pl (Tygodnik Poradnik Rolniczych) oraz wrp.pl (Wiadomości Rolnicze Polska). Jego dewizą jest szybka, sprawdzona i rzetelna informacja, która trafia do czytelników w przystępnej formie. Często można spotkać go z aparatem w dłoni, ponieważ jego pasją jest fotografia.
Obszary specjalizacji: bieżąca polityka rolna, zarządzanie nowoczesnym gospodarstwem towarowym, ekonomika rolnictwa, a także zagadnienia dotyczące eksport produktów rolno-spożywczych.
Kontakt: [email protected]
https://www.linkedin.com/in/krzysztof-zacharuk-963434332/

Pozostałe artykuły tego autora
Masz pytanie lub temat?Napisz do autora
POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ
01. październik 2026 16:02