Warszawski protest w obronie dzików, który odbył się 15 kwietnia (hasło przewodnie to "Nie trzaskać do dzików") zbiegł się z głośną wypowiedzią Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie.
Polityk, odpowiadając na pytanie dziennikarza o obecność dzików w miastach, sięgnął po osobistą anegdotę z początku lat 90. Wspominał wakacje spędzane w leśniczówce, w otoczeniu licznej zwierzyny, w tym dzików.
Jak relacjonował, leśnicy przekonywali go wówczas, że nie ma powodów do obaw i że w przypadku spotkania ze stadem należy po prostu iść dalej.
– Same mogą się odwracać i tak chrząkać – wyjaśnił, po czym zademonstrował odgłosy wydawane przez zwierzęta. – Mają kły, ale trzeba na nie iść. Ja to robiłem, jakoś żyję – dodał.
Jego słowa wywołały polityczną burzę, ale dla rolników kluczowe pozostaje coś innego: rosnąca populacja dzików i realne zagrożenie ASF. Spór pokazuje, jak bardzo rozmija się perspektywa miasta z rzeczywistością wsi.
Słowa z Sejmu, które podgrzały debatę
Choć wypowiedź Kaczyńskiego miała lekki, momentami ironiczny charakter, jej sens był jednoznaczny: problem dzików narasta i wymaga realnych działań, a nie wyłącznie emocjonalnych reakcji.
Dla jednych był to przykład bagatelizowania tematu. Dla innych – próba zwrócenia uwagi na skalę zjawiska, które wymyka się spod kontroli.
Z punktu widzenia rolników ta wypowiedź – mimo swojej formy – dotyka sedna problemu.
Miasto widzi dziki, wieś widzi ASF
Z danych Urzędu m.st. Warszawy wynika, że liczba dzików w stolicy sięga kilku tysięcy, a interwencje związane z ich obecnością są coraz częstsze. Miasto prowadzi odstrzały redukcyjne i odłów z uśmierceniem, bo inne metody okazują się niewystarczające.
W miejskiej debacie dominują argumenty o ochronie zwierząt. Tymczasem na wsi kluczowy jest inny kontekst – afrykański pomór świń (ASF).
Dziki są głównym rezerwuarem wirusa, a ich populacja ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo gospodarstw utrzymujących trzodę chlewną. W praktyce oznacza to: ryzyko likwidacji stad, ogromne straty finansowe, ograniczenia w handlu i eksporcie, wieloletnie konsekwencje dla całego sektora.
Dlatego ograniczanie liczebności dzików nie jest dla rolników wyborem – to element walki o przetrwanie produkcji.
Ograniczenia, które komplikują sytuację
Warszawa – podobnie jak wiele innych obszarów – funkcjonuje w reżimie przepisów związanych z ASF. Te w praktyce uniemożliwiają odłów i relokację dzików, co często pojawia się jako postulat społeczny.
W efekcie pozostają działania radykalne: odstrzał lub odłów zakończony uśmierceniem.
To właśnie ten aspekt jest najtrudniejszy do zaakceptowania dla opinii publicznej, ale jednocześnie – jak podkreślają eksperci i rolnicy – bywa jedynym skutecznym narzędziem.
Miejskie dziki, czyli narastający problem
Urzędnicy zwracają uwagę na jeszcze jedno zjawisko: dziki w miastach przestają się bać ludzi. Przyzwyczajone do łatwego dostępu do pożywienia, szybko wracają nawet po płoszeniu.
To oznacza szybszy przyrost populacji, większą presję na obrzeża miast i tereny rolnicze, rosnące ryzyko rozprzestrzeniania chorób.
Z perspektywy rolników to nie lokalny incydent, lecz element większego procesu.
Dziki w Warszawie stanowią rosnące zagrożenie
Z danych stołecznego ratusza wynika, że liczba zgłoszeń wzrosła z 423 (2020 r.) do 8 804 (2025 r.).
W 2025 roku liczba dzików w Warszawie wynosiła 3031 (w tym roku badanie teledetekcyjne zostało powtórzone, populacja co roku rośnie).
W 2026 roku jedynie 37 z 1546 interwencji zakończyło się uśmierceniem.
Emocje kontra realia
Słowa z Sejmu – choć kontrowersyjne w formie – wpisują się w szerszy problem: brak wspólnego języka między miastem a wsią.
Dla mieszkańców miast dzik to często symbol dzikiej przyrody w przestrzeni publicznej.
Dla rolnika – potencjalne źródło choroby i realnych strat finansowych.
Postulaty całkowitego odejścia od odstrzału, które pojawiają się w debacie publicznej, z perspektywy produkcji rolnej oznaczałyby jedno: dalszy wzrost populacji dzików i zwiększenie ryzyka ASF.
Jeden problem, dwie perspektywy
Warszawski spór o dziki pokazuje coś więcej niż lokalny konflikt. To przykład rosnącego napięcia między różnymi wizjami zarządzania przyrodą.
Dla rolników kluczowe jest, aby w tej dyskusji nie pomijać faktów: populacja dzików rośnie, ASF wciąż stanowi zagrożenie, skuteczne działania wymagają trudnych decyzji.
Bez uwzględnienia tych realiów nawet najbardziej emocjonalne argumenty nie zmienią jednego – to wieś ponosi największe koszty obecnej sytuacji.
Krzysztof Zacharuk
