Konferencja „Wspólnie możemy więcej”, zorganizowana przez Stowarzyszenie Wspólna Rola, miała być miejscem rozmowy o rolnictwie „technicznie, bez ideologicznego naburmuszenia” – jak ujął to prezes stowarzyszenia Adam Reimann. W debacie o strategii dla polskiego rolnictwa zasiedli przedstawiciele czterech środowisk politycznych: wiceminister rolnictwa Małgorzata Gromadzka (PO), była wiceminister Anna Gembicka (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa dr Jarosław Rzepa (PSL) oraz były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski (Demokracja Bezpośrednia). Debatę moderowała red. Jaśmina Nowak z Radia Wnet.
Bezpieczeństwo żywnościowe jak obronność
Wiceminister Małgorzata Gromadzka podkreślała, że rolnicy oczekują przede wszystkim stabilności i poczucia ochrony ze strony państwa.
– Chcielibyśmy, żeby płody rolne były sprzedawane po takiej cenie, by rolnik czuł stabilizację i wiedział, że państwo go chroni – mówiła.
Jej zdaniem warunkiem tego jest zbudowanie „odporności rolnictwa” na szoki geopolityczne i rynkowe. Kluczem ma być integracja środowiska i inwestycje w infrastrukturę.
– Dla mnie integracja to priorytet: integrowanie rolników, ale połączone z inwestycjami w przechowalnictwo i przetwórstwo. Chodzi o zintegrowaną produkcję – wyjaśniała, wskazując na potrzebę tworzenia hubów magazynowych i rozwijania przetwórstwa blisko gospodarstw.
Silne podniesienie rangi rolnictwa postulowała także Anna Gembicka. W jej ocenie bezpieczeństwo żywnościowe powinno być traktowane na równi z bezpieczeństwem militarnym czy energetycznym.
– Uznanie, że rolnictwo to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego, musi się przełożyć na praktykę. Kiedy rolnik chce rozbudować gospodarstwo, jego inwestycja powinna być priorytetem, a nie zdaniem jakiejś pseudoekologicznej organizacji, która zarabia na blokowaniu inwestycji – mówiła posłanka PiS.
Dr Jarosław Rzepa poszedł krok dalej, proponując konkretne rozwiązanie legislacyjne.
– Byliśmy w stanie przygotować ustawę o obronie ojczyzny. Czas, by powstała ustawa o bezpieczeństwie żywnościowym – przekonywał. Jego zdaniem taki akt dałby polityce rolnej odpowiedni ciężar i ograniczył jej uzależnienie od bieżących kalkulacji wyborczych.
– Dla mnie 10 lat to nie jest przyszłość, to tylko początek. Jeśli cały czas będziemy myśleli słupkami wyborczymi, nie odważymy się na konieczne decyzje – dodawał.
Unia Europejska, Zielony Ład i utrata konkurencyjności
Kolejnym mocnym wątkiem była relacja polskiego rolnictwa z polityką Unii Europejskiej, szczególnie w kontekście Zielonego Ładu i umowy Mercosur. Tu różnice akcentów były wyraźne, choć diagnoza problemu – podobna.
Małgorzata Gromadzka zaznaczała, że Polska musi wypracować własną strategię dla rolnictwa, a dopiero potem przekładać ją na stanowiska w Brukseli. – Musimy mieć jasne i klarowne stanowisko na poziomie UE, ale patrząc najpierw na bezpieczeństwo żywnościowe naszego kraju i nasze cele. Nie do wszystkiego jesteśmy gotowi i nie możemy popierać rozwiązań, które będą się działy kosztem polskiego rolnika – podkreślała.
Zwracała uwagę, że w wielu sektorach ceny skupu są dziś poniżej progu opłacalności. – Sytuacja nie napawa optymizmem. Bez jasnej strategii dosypywanie pieniędzy co roku nic nie da, problem będzie wracał – mówiła.
Poseł Jarosław Rzepa ostrzegał, że ambicje klimatyczne Unii zaczynają podcinać konkurencyjność europejskiej gospodarki. – Nie możemy tracić konkurencyjności. Co z tego, że osiągniemy cele klimatyczne, jeśli nie będzie miał kto produkować? – pytał retorycznie.
Jeszcze ostrzej politykę klimatyczną UE ocenił Jan Krzysztof Ardanowski.
– To utopia religii klimatycznej, która w Europie zaczyna dominować. Absurdalne twierdzenie, że rolnictwo jest jednym z głównych sprawców zmian klimatu, staje się dogmatem – mówił.
Szczególnie krytykował plany odtwarzania terenów wodno‑błotnych, które mogą oznaczać wyłączenie z produkcji najlepszych gruntów.
– To są te tereny, które Holendrzy czy Niemcy osuszali przez dziesięciolecia. Najlepsze ziemie mają być likwidowane z produkcji rolniczej. Jaka w tym logika? – pytał były minister, wskazując, że to wprost wynik „religii klimatycznej”, a nie chłodnej analizy potrzeb bezpieczeństwa żywnościowego.
Ukraina, Mercosur i globalne koncerny
Wszyscy uczestnicy panelu dostrzegali zagrożenia związane z globalną konkurencją – zarówno ze strony Ukrainy, jak i państw Mercosuru czy Rosji.
Ardanowski szeroko opisywał, jak w ostatnich latach zmienił się krajobraz rolnictwa na świecie.
– Świat stał się globalną wioską. Wielkie koncerny inwestują w produkcję tam, gdzie są najlepsze warunki: w Ameryce Południowej, na Ukrainie. W tym zderzeniu rodzinne rolnictwo europejskie przegrywa – mówił.
Podkreślał, że nawet niewielki dodatkowy napływ taniej żywności na rynek nasycony potrafi gwałtownie zbić ceny.
– Na naszych oczach przegrywają gospodarstwa, które inwestowały, powiększały skalę, kupowały sprzęt i budynki. One będą pierwszymi przegranymi międzynarodowych umów, jeśli nie ochronimy rynku – ostrzegał.
Dr Jarosław Rzepa odniósł się do perspektywy wejścia Ukrainy do UE.
– Wchodząc do Unii, eksportowaliśmy żywność za około 5 mld euro, dziś to ponad 57 mld. Ukraina już dziś ma podobny poziom. Pytanie, ile może mieć za 20 lat w Unii, powinno nam dać do myślenia – mówił.
Anna Gembicka przypomniała, że blisko trzy czwarte polskiego eksportu żywności trafia na rynki unijne, które będą się dodatkowo otwierać na tańszą żywność z Ameryki Południowej.
– Wchodzi Mercosur. Będziemy z tych rynków częściowo wypierani. Z jednej strony musimy wzmacniać markę polskiego produktu, z drugiej aktywnie szukać nowych rynków – tłumaczyła.
Jako odpowiedź wskazywała m.in. reformę służby radców rolnych, tworzenie centrów przechowalniczo‑dystrybucyjnych i inteligentną promocję polskiej żywności na rynkach pozaeuropejskich.
„Od pola do stołu”: spółdzielczość i wartość dodana
Kwestia dochodów rolników i tego, jak większą część wartości z łańcucha żywnościowego pozostawić w gospodarstwie, była kolejnym ważnym tematem.
– Pieniądze mają zostawać głównie u rolnika, nie u pośrednika i nie w Biedronkach czy Lidlu – mówił dr Jarosław Rzepa, nawiązując do hasła własnej firmy „od pola do stołu”.
Jego zdaniem kierunek jest jasny: integracja producentów, rozwój przetwórstwa przy gospodarstwach oraz dywersyfikacja dochodów, m.in. poprzez energetykę odnawialną.
– Rolnicy muszą mieć jasną perspektywę. Państwo powinno pokazać, jaki model rolnictwa chce budować, ale rolnicy też muszą podejmować decyzje. Unia za nich wszystkiego nie zrobi – zaznaczał.
Podobnie Anna Gembicka odwoływała się do doświadczeń krajów Europy Zachodniej.
– Siłą ich rolnictwa jest to, że nie polegają tylko na sprzedaży surowca. Zarabiają na przetwórstwie, biogazowniach, spółdzielniach energetycznych. Dochód jest zdywersyfikowany, gospodarstwo bardziej odporne – wskazywała.
Jednocześnie przyznała, że samo zachęcanie do spółdzielczości nie wystarczy.
– Nie może być tak, że rzucimy hasło „spółdzielczość” i powiemy: organizujcie się. Muszą iść za tym konkretne decyzje, np. wyższy poziom dofinansowania projektów realizowanych wspólnie – argumentowała.
Małgorzata Gromadzka zwracała uwagę, że integracja musi mieć też wymiar towarowy.
– Chodzi o to, żeby rolnicy specjalizujący się w danym sektorze łączyli siły, budowali przechowalnie, przetwórstwo i wspólnie negocjowali warunki sprzedaży. Tylko tak możemy budować konkurencyjność wobec dużych eksporterów – mówiła.
Rola państwa: interwencja rynkowa i własny port
W debacie mocno wybrzmiała też kwestia roli państwa na rynku żywności. Jan Krzysztof Ardanowski przekonywał, że potrzebna jest aktywna, ale rozsądna interwencja.
– To nie jest powrót do państwa opiekuńczego i cen urzędowych, jak za komuny. Rolnictwo musi utrzymywać się z rynku. Ale rolą państwa, które chce być suwerenne, jest mądre wspieranie własnego rolnictwa – podkreślał.
Jako przykład wskazywał Krajową Grupę Spożywczą.
– Niewielki udział państwa w rynku, kilkuprocentowy, pozwala regulować sytuację. Przez Krajową Grupę Spożywczą możemy zapewniać przyzwoite ceny płacone rolnikom. W przeciwnym razie rolnicy zawsze będą najsłabszym ogniwem łańcucha – mówił.
Zwracał też uwagę na brak polskiego portu eksportowego pod kontrolą państwa. – O jakim eksporcie mówimy, jeśli jesteśmy uzależnieni od globalnych firm? To one decydują, czy w ogóle eksportować, kiedy i za ile. Jeżeli nie mamy państwowego portu, nic nie zrobimy w zakresie eksportu – ostrzegał.
Oznakowanie i promocja: polski produkt musi być czytelny
Wszyscy uczestnicy panelu podkreślali znaczenie rzetelnego oznakowania i promocji polskiej żywności.
Małgorzata Gromadzka zwracała uwagę, że dziś konsument zbyt często musi się domyślać, skąd pochodzi produkt. – Po pierwsze polski produkt i rzetelne oznakowanie. Konsument nie może zgadywać, czy to jest polskie, czy miksowane z importem i tylko udające nasze – mówiła.
Podkreślała, że równie ważne jest „uszczelnienie rynku wewnętrznego”, czyli ograniczenie nieuczciwych praktyk mieszania surowca z różnych krajów i sprzedawania go jako polskiego.
Anna Gembicka mówiła z kolei o konieczności wprowadzenia rozwiązań technicznych, takich jak paszportyzacja polskiej żywności i obowiązek jasnego oznaczania pochodzenia. – Trzeba twardo zwalczać przypadki podszywania się pod produkty polskie. Jeśli chcemy budować markę, nie możemy pozwalać na takie nadużycia – zaznaczała.
Odwoływała się też do doświadczeń innych państw UE.
– Widzimy, jak działają Niemcy czy Austriacy. Mają własne systemy jakości, którymi de facto regulują dostęp do swojego rynku, mimo swobody przepływu towarów w Unii. My musimy się tego nauczyć, zamiast narzekać – przekonywała.
Edukacja i obrona wizerunku rolnika
Wątek edukacji konsumentów i obrony dobrego imienia rolników połączył uczestników ponad podziałami.
– Musimy odejść od myślenia, które latami było nam wciskane przez reklamy wielkich koncernów. Przez lata słyszeliśmy, że jajka są niezdrowe, masło jest niezdrowe. Teraz coraz więcej badań pokazuje coś innego – mówiła Anna Gembicka, wskazując, że debata o żywności powinna opierać się na rzetelnej wiedzy, a nie lobbingu przemysłu przetworzonego.
Skrytykowała też system Nutriscore, który w praktyce potrafi oznaczać napoje gazowane zero jako „zdrowsze” niż masło czy oliwa.
– To pokazuje, jak bardzo te systemy potrafią wypaczać obraz żywności. W interesie konsumenta jest dostęp do dobrej, polskiej żywności, a nie dietetycznych trików korporacji – podkreślała.
Małgorzata Gromadzka akcentowała konieczność edukacji od najmłodszych lat.
– Powinniśmy uczyć dzieci, skąd pochodzi żywność, jak rozpoznawać polski produkt, dlaczego jakość jedzenia ma znaczenie dla zdrowia. I uczyć szacunku do pracy rolnika – mówiła.
Przywołała przy tym przykład hodowcy bydła, który stał się ofiarą fali hejtu po opublikowaniu w internecie krótkiego filmu z zabłoconym zwierzęciem.
– Jedno ujęcie, wyrwane z kontekstu, wystarczyło, żeby wylała się fala nienawiści. To pokazuje, jak bardzo potrzebujemy edukacji, by takie rzeczy nie niszczyły wizerunku całej branży – dodawała.
Dr Jarosław Rzepa zwrócił uwagę, że rolnicy powinni sami wejść do szkół. – Policja przychodzi do uczniów, OSP przychodzi, zaczyna przychodzić Polski Związek Łowiecki. Oni wiedzą, że w edukacji jest zmiana podejścia. Rolnicy też muszą nad tym pracować – podkreślał, apelując o budowanie „regionalnego patriotyzmu żywnościowego”.
Woda, susza i spółki wodne
W regionie tak dotkniętym suszą jak Pomorze Zachodnie nie mogło zabraknąć tematu gospodarki wodnej.
– Zmiany klimatyczne się dzieją, musimy się do nich dostosować. Spółki wodne i obligatoryjność uczestnictwa wszystkich rolników – to moje zdanie – mówił dr Jarosław Rzepa, przekonując, że tylko powszechny system utrzymania infrastruktury melioracyjnej ma sens.
Anna Gembicka odniosła się do strategii dla obszarów wodno‑błotnych, w której przewidziano 24 mld zł, z czego 300 mln na przygotowanie dokumentów i prac legislacyjnych. – Proponuję: przekażmy większość tych środków spółkom wodnym. To one realnie walczą o wodę na wsi, a nie kolejne biura – stwierdziła.
Małgorzata Gromadzka zwróciła uwagę, że odpowiedzialność za retencję nie może spoczywać wyłącznie na rolnikach. – To odpowiedzialność wszystkich właścicieli nieruchomości przylegających, Lasów Państwowych, każdego właściciela gruntów. Jeśli jeden rolnik udrożni rów, a sąsiad nie – efektu nie będzie – mówiła.
Zapowiedziała, że resort analizuje możliwość wprowadzenia symbolicznej, ale powszechnej opłaty powiązanej z podatkiem od nieruchomości, która zapewniłaby spółkom wodnym stałe źródło finansowania.
Czy rolnicy mówią jednym głosem?
W pewnym momencie rozmowa zeszła na temat reprezentacji rolników i jakości dialogu ze stroną społeczną.
– Uczestniczę w komisjach rolnictwa i muszę powiedzieć, że rolnicy często wpisują się w polityczną nawalankę, zamiast przedstawiać swoje racje. Nie obserwuję, żeby rolnictwo mówiło jednym głosem – oceniał Jarosław Rzepa.
Szczególnie krytycznie odniósł się do roli izb rolniczych.
– Mam ogromną pretensję do izb rolniczych. Jeżeli założenie jest takie, że one jednoczą wszystkich rolników, to ich głos powinien być najsilniejszy. I apolityczny. W innym wypadku to nie jest już czysty głos rolniczy, tylko polityczny – mówił.
Jan Krzysztof Ardanowski zwrócił uwagę na rozdźwięk między tonem rozmowy na konferencjach a językiem w Sejmie. – Cieszę się z deklaracji, że zgoda buduje. Tylko ja tego nie widzę. Na spotkaniach z rolnikami tak – ale w Sejmie i mediach dominuje zasada: kto komu bardziej przywali – mówił były minister.
Podkreślał, że brak kontynuacji działań po każdej zmianie rządu prowadzi do marnowania wysiłku rolników. – Każdy przychodzi, zawraca Wisłę kijem, mówi, że poprzednicy byli źli. A procesy, które wymagają kontynuacji, są przerywane – zaznaczał.
Zapowiedział, że m.in. poprzez Stowarzyszenie Polski Chleb chce pracować nad strategią dla wsi, która będzie wykraczała poza jedną kadencję parlamentu.
Strategia ponad podziałami – konieczność czy iluzja?
Konferencja „Wspólnie możemy więcej” pokazała, że istnieje przynajmniej częściowy konsensus co do głównych kierunków: uznanie bezpieczeństwa żywnościowego za filar państwa, ochrona rynku przed niekontrolowanym importem, wzmocnienie pozycji rolnika w łańcuchu „od pola do stołu”, inwestycje w przetwórstwo, wodę i edukację.
Różnice zaczynają się tam, gdzie trzeba odpowiedzieć na pytanie „jak”: jak mocno bronić się przed Zielonym Ładem, jaką rolę ma odgrywać państwo w handlu, jak daleko posunąć się w ochronie rynku przed globalną konkurencją.
Jedno jest jednak wyraźne: rolnictwo coraz silniej wymusza na polityce zmianę języka – od sporów ideologicznych ku dyskusji o konkretnych, technicznych rozwiązaniach. Czy ta atmosfera z sali w Dźwirzynie przeniesie się do Sejmu i na poziom unijny, okaże się w najbliższych miesiącach i latach. Dla wielu uczestników konferencji jedno jest jednak pewne: bez długofalowej, ponadpartyjnej strategii polskie rolnictwo może nie wytrzymać globalnej presji.
