Problem ma charakter systemowy i dotyczy wielu regionów Polski. Nie ma jednego zestawienia pokazującego skalę likwidacji przejazdów kolejowych, ale dane Urzędu Transportu Kolejowego wskazują na systematyczny spadek liczby najprostszych przejazdów – o ponad 2 tys. w ostatnich latach.
To właśnie one najczęściej znikały z mapy, szczególnie na terenach wiejskich.
Liczba przejazdów kategorii D (nie jest wyposażony w samoczynne systemy zabezpieczenia ruchu, a jedynie znaki) spadła z ponad 7 tys. w 2016 r. do ok. 5 tys. w 2023 r. Oznacza to redukcję o blisko jedną trzecią.
Przejazdy znikają szybciej niż powstają alternatywy
Rolnicy w różnych częściach kraju obserwują podobny schemat: modernizacja linii kolejowych lub działania "dla bezpieczeństwa" kończą się likwidacją lokalnych przejazdów. W teorii ma to ograniczyć ryzyko wypadków. W praktyce – często odcina gospodarstwa od części pól.
Z relacji rolników wynika, że decyzje zapadają bez realnych konsultacji społecznych, a alternatywna infrastruktura albo nie powstaje, albo jest niewystarczająca.
Rolnik: zostawili nam najgorszy przejazd
Problem ten szczególnie wyraźnie widać na przykładzie Dolnego Śląska. W gminie Głogów zamknięto w ostatnich latach kilkanaście ważnych przejazdów, pozostawiając nieliczne – zdaniem rolników najmniej funkcjonalne.
– Generalnie zamknęli dwa przejazdy, został jeden. I według nas wybrano najgorszy możliwy – relacjonuje Mariusz Kozłowski, rolnik z miejscowości Przedmoście.
Jak podkreśla, linia kolejowa dzieli jego pola, co oznacza konieczność częstego przemieszczania się między działkami. Po likwidacji przejazdów rolnicy zostali zmuszeni do korzystania z jednego punktu, który stał się wąskim gardłem komunikacyjnym.
W tej sprawie interweniował nie tylko u wójta gminy Głogów, ale także w PKP Polskich Liniach Kolejowych, a nawet w Ministerstwie Infrastruktury. Odpowiedź była jedna: likwidujemy przejazdy, żeby było bezpieczniej.
– Ciekawe dla kogo – irytuje się rolnik i podkreśla, że jedyny czynny przejazd jest zlokalizowany m.in. obok szkoły. Podczas imprez różnego typu komunikacja w tym rejonie jest utrudniona, a sytuację pogarsza ruch ciężkich maszyn rolniczych.
Więcej kilometrów, większe koszty
Skutki zamknięcia przejazdów są odczuwalne przede wszystkim ekonomicznie. Dłuższe trasy przejazdu maszyn rolniczych oznaczają nie tylko większe zużycie paliwa, ale również dłuższy czas pracy, wyższe koszty produkcji i utrudnienia logistyczne, zwłaszcza w sezonie.
– Uprawa czy transport buraków jesienią wygląda teraz dużo gorzej – przyznaje rolnik gospodarujący na 40 ha wraz z rodziną.
Problem dotyczy nie tylko pojedynczych gospodarstw, ale całych lokalnych społeczności rolniczych.
Bezpieczeństwo kontra praktyka
Oficjalnym uzasadnieniem zamykania przejazdów jest poprawa bezpieczeństwa. Jednak – jak wskazują mieszkańcy – efekt bywa odwrotny.
– Teraz musimy jeździć wąską drogą obok szkoły, boiska i remizy. To dopiero jest niebezpieczne – podkreśla rozmówca.
Zdaniem rolników koncentracja ruchu w jednym miejscu zwiększa ryzyko, zamiast je ograniczać. Szczególnie gdy poruszają się tam ciężkie maszyny rolnicze.
Brak konsultacji i poczucie pominięcia
Jednym z najczęściej powtarzających się zarzutów jest brak dialogu z mieszkańcami. W wielu przypadkach decyzje o likwidacji przejazdów zapadają na poziomie porozumień między koleją a samorządem.
– Porozumienie zostało podpisane bez konsultacji z mieszkańcami – wskazują rolnicy.
To rodzi frustrację i poczucie braku wpływu na decyzje, które bezpośrednio uderzają w funkcjonowanie gospodarstw.
Infrastruktura zastępcza nie rozwiązuje problemu
Samorządy próbują łagodzić skutki likwidacji przejazdów, np. poprzez budowę dróg zastępczych. Jednak ich standard często pozostawia wiele do życzenia.
– W zamian wysypano jedną drogę kamieniem. To nie jest realna rekompensata – mówią rolnicy.
Dodatkowo pojawiają się zapowiedzi inwestycji, takich jak wiadukty, które – zdaniem mieszkańców – nie rozwiązują ich codziennych problemów komunikacyjnych.
Problem szerszy niż jedna gmina
Relacje rolników wskazują, że problem nie jest odosobniony. Podobne sytuacje występują w różnych regionach kraju, co sugeruje systemowy charakter zjawiska.
– Myślałem, że to tylko u nas, ale okazuje się, że takich przypadków jest więcej – przyznaje Mariusz Kozłowski.
To pokazuje, że polityka zarządzania infrastrukturą kolejową może wymagać rewizji – szczególnie w kontekście obszarów wiejskich.
Rolnictwo potrzebuje dostępności, nie barier
Dla gospodarstw rolnych kluczowa jest sprawna komunikacja między działkami. Każde utrudnienie przekłada się na efektywność produkcji i konkurencyjność.
Zamykanie przejazdów bez zapewnienia realnych alternatyw może prowadzić do spadku opłacalności produkcji, ograniczenia rozwoju gospodarstw, a także konfliktów społecznych na poziomie lokalnym.
Rolnicy coraz głośniej domagają się realnych konsultacji społecznych, analiz skutków gospodarczych przed podjęciem decyzji, budowy funkcjonalnej infrastruktury zastępczej oraz zachowania kluczowych przejazdów tam, gdzie są one niezbędne.
Bez tego modernizacja kolei może odbywać się kosztem rolnictwa – a to rodzi pytanie o równowagę między rozwojem infrastruktury a potrzebami obszarów wiejskich.
Krzysztof Zacharuk
